Przejdź do treści
Home » Wydarzenia » Jak to zrobiliśmy? – czyli spojrzenie „od kuchni”

Jak to zrobiliśmy? – czyli spojrzenie „od kuchni”

Na potrzeby naszego projektu prosiliśmy o wskazanie 12 tytułów „Najlepszych filmów” oraz 12 tytułów „Najlepszych filmów polskich”. Gusta nie poddają się matematycznym pomiarom – dlatego w zaproszeniu precyzowaliśmy: „za najistotniejszy przyjmujemy osobisty punkt widzenia; nie pytamy o najważniejsze czy najpiękniejsze filmy w historii kina, ale właśnie o filmy najlepsze Pana/Pani zdaniem. Idealnie byłoby, gdyby udało się »wymazać z pamięci« wszelkie powstałe już »rankingi arcydzieł« i akademickie podziały na mistrzów i outsiderów – jesteśmy ciekawi, na ile ustalone  kanony sprawdzają się współcześnie, na ile zaś podlegają modyfikacji”. A zatem: nie precyzowaliśmy kryteriów oceny, podobnie jak redakcja „Sight and Sound” licząc na to, iż każdy z ankietowanych wypracuje je „ad hoc” na potrzeby własnych wskazań.

Do uczestnictwa w przedsięwzięciu zaprosiliśmy osoby profesjonalnie związane z szeroko pojętą kulturą filmową – zarówno twórców (reżyserów, producentów, scenarzystów, autorów zdjęć i operatorów obrazu, scenografów i kostiumologów, montażystów, autorów muzyki filmowej oraz opracowań dźwięku…), jak i jej popularyzatorów (krytyków, wykładowców akademickich, kierowników DKF-ów, edukatorów filmowych …). Podział na te dwie grupy, z pozoru prosty i oczywisty (choć przecież twórcy bywają także popularyzatorami!), w praktyce okazał się bardziej kłopotliwy, niż początkowo sądziliśmy (będzie o tym jeszcze mowa).

Od początku naszym zamiarem było, by z udziału w projekcie nie wykluczać żadnej grupy zawodowej – dlatego zaproszenia wysyłaliśmy najpierw poprzez listy mailingowe (Stowarzyszenia Filmowców Polskich, łódzkiej Szkoły Filmowej, Polskiego Towarzystwa Badań nad Filmem i Mediami oraz innych organizacji branżowych) do wszystkich osób w nich uwzględnianych. Ta decyzja okazała się nieskuteczna – na tym etapie otrzymaliśmy bowiem niewiele zgłoszeń (około stu); najpewniej maile trafiały do spamu lub z innych powodów zostały zignorowane.

Następnie – już w drodze indywidualnego kontaktu (mailowego, telefonicznego lub bezpośredniego) – o wypełnienie ankiety prosiliśmy konkretne osoby. Tu odzew okazał się satysfakcjonujący – tylko kilku zaproszonych odmówiło udziału w projekcie. Była wśród nich jedna z badaczek historii kina, która zaprotestowała przeciw „zabawie hobbystów” oraz pouczyła (skądinąd nie od rzeczy kreśląc istotny kontekst), że przecież „teatrolodzy nie każą swoim profesorom na kolejne tysiąclecie istnienia teatru wybierać między Sofoklesem, Szekspirem, Molierem i wskazywać dwanaście najlepszych dramatów świata”. Z kolei pewien znany reżyser oświadczył, iż nie będzie wypełniał ankiety, dopóki precyzyjnie nie wyjaśnimy, według jakich kryteriów dokonywać ma selekcji…

Podobne wątpliwości wyrażało jeszcze kilka osób – przedstawiciele konkretnych zawodów filmowych dopytywali na przykład, czy mieliby wskazać najlepsze filmy z punktu widzenia ich warsztatu (filmy z najlepszym scenariuszem, najlepszymi zdjęciami, najlepszą muzyka filmową itp.). Taka dodatkowa „sonda” byłaby z pewnością bardzo pouczająca – być może pomysł taki powinien zostać wcielony w życie przy kolejnej okazji. W tej edycji ankietowani mieli natomiast możliwość dołączenia krótkiego uzasadnienia swoich wskazań; w praktyce na ten wariant zdecydowały się nieliczne osoby.

W zaproszeniu do wypełnienia ankiety precyzowaliśmy: „Pod pojęciem film rozumiemy skończone teksty audiowizualne, które były pokazywane w kinie lub innej zinstytucjonalizowanej przestrzeni publicznej, np. galerii lub muzeum. Na listach umieszczać można było filmy bez względu na wykorzystaną technikę (żywego planu/animowane), rodzaj (fabularny/dokumentalny), metraż (krótki/średni/pełny), nośnik (kopia światłoczuła, kaseta magnetyczna, zapis cyfrowy), obieg (multipleksowy, festiwalowy, galeryjny), styl (kino głównego nurtu / kino artystyczne), czas powstania (filmy nieme i dźwiękowe, czarno-białe i barwne) czy docelową grupę odbiorczą (dla dzieci, dla dorosłych). Z pola zainteresowania wykluczyliśmy jedynie tzw. home-movies, notacje dokonywane dla celów prywatnych oraz fenomeny stricte telewizyjne (np. seriale) czy interaktywne (instalacje multimedialne, gry komputerowe)”. Innymi słowy, przyjęliśmy szerokie rozumienie filmu. I choć na listach zbiorczych odnotowują się niemal wyłącznie fabularne pełnometrażowe filmy aktorskie, to wprowadzenie do reguł konkursu zasady ograniczającej ankietę wyłącznie do tej dominującej formy zinstytucjonalizowanej produkcji filmowej uznaliśmy za bezzasadne (zapis taki uniemożliwiłby na przykład uwzględnienie realizacji autorstwa Zbigniewa Rybczyńskiego, które zostały wymienione przez kilka osób).

Jedyne ograniczenie dotyczyło twórców, których poprosiliśmy, by nie umieszczać na liście filmów, w których realizacji uczestniczyli. Być może, w regulaminie kolejnej edycji plebiscytu należałoby zrezygnować z podobnego zapisu (kto wie, czy nie przyniosłoby to interesujących rezultatów!) – tym bardziej, że w siedmiu bodaj przypadkach na indywidualnych listach pojawiły się jednak takie tytuły (opatrywaliśmy je „gwiazdką” treści: „Głos oddany na ten film nie był uwzględniany przy konstruowaniu list zbiorczych”).

Ostatecznie, otrzymaliśmy 279 zgłoszeń – i 556 ankiet (dwie osoby nadesłały wyłącznie zgłoszenia do listy „najlepsze filmy”), przedłożonych przez 132 twórców i 150 „popularyzatorów”. Z arytmetyki wynika, że trzy osoby uwzględniliśmy w obu grupach – przypuszczalnie, w kolejnych edycjach ankiety należałoby zastanowić się, czy warto dopuszczać taką możliwość, czy raczej prosić ankietowanych o wybranie jednej tylko (najważniejszej dla konkretnej osoby) kategorii zawodowej. Decyzja taka byłaby szczególnie istotna dla „branżowych” list twórców (część operatorów to przecież zarazem reżyserzy; wśród tych ostatnich są zaś przecież tacy, którzy pisywali scenariusze).

Wśród twórców znalazło się 45 reżyserów filmowych; pozostałe grupy zawodowe były reprezentowane przez mniej niż dziesięć osób. Z kolei w kategorii „popularyzatorzy” uwzględniono głosy 47 krytyków filmowych (zarówno starszego, jak i młodszego pokolenia) oraz 54 wykładowców historii bądź teorii filmu. Ponadto, ankiety przesłało kilku dystrybutorów i agentów sprzedaży, właścicieli lub kierowników kin studyjnych, edukatorów związanych z Filmoteką Szkolną oraz – chyba można dokonać takiego uogólnienia – „programerów” (festiwali filmowych, DKF-ów, ale też ramówek telewizyjnych). Statystycznie rzecz biorąc, każda z tych grup jest w naszym projekcie niedoreprezentowana – ale też nie o parytety nam chodziło, lecz o zwrócenie uwagi na fakt, iż kultura filmowa nie zamyka się w kręgu twórców z jednej, i krytyków z drugiej strony.

Każda ankieta – „ogólna” i „polska” – mogła składać się co najwyżej z 12 tytułów. Spośród nich, prosiliśmy o wskazanie jednego filmu cenionego szczególnie wysoko; pozostałe tytuły mogły zostać wpisane w dowolnej sekwencji (np. alfabetycznie lub w zależności od roku premiery). W opracowywaniu list zbiorczych przejęliśmy następującą zasadę: film oznaczony numerem 1 otrzymał trzy umowne „punkty”, pozostałe tytuły – po jednym. Zasada taka z jednej strony skomplikowała proces przygotowywania wyników zbiorczych, z drugiej zaś pozwoliła uniknąć sytuacji, w której składałyby się one z dużej ilości wskazań ex aequo (których i tak jest sporo). Wydaje się, że przy większej ilości ankiet można by zrezygnować z „premii dla najlepszego”, pozostawiając jedynie możliwość wyróżnienia jednego tytułu w formule „honorary mention”.

Część uczestników projektu usiłowała wymóc na organizatorach zwiększenie liczby  dwunastu „głosów”, które mieli do dyspozycji ankietowani. Nie będzie zapewne niespodzianką gdy zdradzę, że pod tym względem bardziej niesubordynowani, by tak rzec, okazali się twórcy. Niektórzy z nich zademonstrowali – co w sumie krzepiące – znaczną pomysłowość w swych staraniach. Kilka osób postanowiło utrudnić organizatorom zadanie, wpisując typy ex aequo (choć już w tytule przedsięwzięcia akcentowaliśmy, że chodzi o „12 filmów”); takie „nadprogramowe” tytuły nie były przez nas zliczane (podobnie jak zapisy w rodzaju „Charlie Chaplin – cały dorobek”). Tytułem anegdoty wspomnę o kilkudniowej korespondencji z jednym z reżyserów, który domagał się prawa do dodatkowych „głosów”, argumentując prośbę… swym wieloletnim pobytem we Francji.

Ankiety przesyłano bądź na adres Muzeum Kinematografii, bądź mój prywatny – w okresie od połowy września do połowy listopada 2015 r. Początkowo zastanawialiśmy się nad przygotowaniem formularza internetowego – i choć zapewne ucieszyłby on młodszych uczestników ankiety, mógłby stanowić pewien problem (nieco ankiet uzyskaliśmy w formie „analogowej”, tj. na odręcznie napisanych listach). Niektóre osoby przygotowywały swoje wskazania dosłownie w ciągu kilku godzin od wystosowania zaproszenia, inne zaś kilkakrotnie korygowały swoje typy.

Po zamknięciu etapu zbierania ankiet przystąpiliśmy do ich indywidualnej obróbki (piszę w liczbie mnogiej, choć zasadniczą część pracy wykonał dr Krzysztof Jajko). Uczestników projektu prosiliśmy jedynie o wskazanie tytułów oraz reżyserów; te przyporządkowania niemal zawsze były poprawne, choć i tak każdy arkusz należało wstępnie przejrzeć (niektórzy podawali wyłącznie tytuły oryginalne, a część ankietowanych niewłaściwie zapisywała nazwiska). Niewielka część nadesłanych materiałów wymagała istotniejszej korekty; dosłownie w kilku wypadkach niezbędny okazał się kontakt z autorem ankiety. Nie uniknęliśmy organizacyjnych trudności: bogatsi o doświadczenia tych trudnych tygodni możemy powiedzieć, że przy kolejnych edycjach projektu ankiety należałoby opracowywać na bieżąco, a zespół zajmujący się tym zadaniem powinien liczyć kilka osób. Łącznie, we wszystkich ankietach wymieniono 903 tytuły filmów zagranicznych i 445 polskich; mniej więcej połowa filmów była wzmiankowana wyłącznie przez jedną osobę.

Lista „Najlepsze filmy” mogła zawierać także realizacje polskie (w praktyce najczęściej wymieniana była Ziemia obiecana, co jest ciekawe o tyle, że w ankiecie „Kwartalnika Filmowego” sprzed dwudziestu laty także film Wajdy wskazywany był wśród „najlepszych w ogóle”, choć wówczas był to Popiół i diament). Z kolei na liście „Najlepsze filmy polskie” dopuszczaliśmy uwzględnianie „koprodukcji oraz zagranicznych filmów nakręconych przez polskich reżyserów (ale wówczas, gdy podejmowały tematykę związaną z Polską bądź były adaptacjami utworów polskich autorów)”. Ten ostatni zapis nie był najwyraźniej całkiem klarowny. Bywało, że w ankietach „polskich” znajdywały się amerykańskie filmy Polańskiego: Chinatown i Dziecko Rosemary – tych wskazań nie uznawaliśmy w sporządzaniu list zbiorczych (wyjątek zrobiliśmy dla Lokatora – wszak jego bohaterem jest Trelkovsky). Podobne wątpliwości – rozstrzygane zgodnie z przytoczoną formułą – dotyczyły kilku innych filmów (Piłata i innych Andrzeja Wajdy, Opętania Andrzeja Żuławskiego, Fuchy Jerzego Skolimowskiego, a także – wskazanej przez jedną z respondentek – Zaślepionej Katarzyny Klimkiewicz).

Na podstawie nadesłanych ankiet opracowane zostały dwie listy podstawowe: „Najlepsze filmy” i „Najlepsze filmy polskie”, a zestawienia powstałe na podstawie wskazań wyodrębnianych według wieku bądź profesji ankietowanych. Każda z takich list liczy po 10 „miejsc” – aby uniknąć długich litanii tytułów, wskazywanych przez dwóch lub trzech ankietowanych. Przygotowanie wykazów „branżowych” wiązało się z koniecznością weryfikacji zawodowych samookreśleń przedstawionych przez ankietowanych. Przyjęliśmy tu zasadę „nie dyplom, lecz dorobek” – nie wszystkich ona pewnie usatysfakcjonuje, ale wydaje się bardziej sprawiedliwa i nie bez znaczenia dla wyników „zbiorczych”.

Przykładowo, nieco kłopotów sprawiło nam kompletowanie listy reżyserów. Czy można na niej umieścić osoby tuż po ukończeniu szkoły filmowej, ale jeszcze przed samodzielnym debiutem? Czy obok reżyserów z uznanym dorobkiem można sytuować twórców, którzy w długiej pracy zawodowej pełnili wyłącznie funkcję II reżysera? Ostatecznie przyjęliśmy, ze lista „reżyserska” zawiera wskazania osób, które w ciągu ostatnich 20 lat (po 1996 roku) samodzielnie (z wyłączeniem koreżyserii i współpracy reżyserskiej) nakręciły przynajmniej jeden film, indeksowany na filmpolski.pl lub bazafilmowa.pl (z wyłączeniem krótkometrażowych etiud szkolnych). Głosy nadesłane przez (nieliczne zresztą) osoby niespełniające tych warunków, oczywiście także zostały uwzględnione – ale jedynie przy tworzeniu ogólnej listy „Twórcy”.

Pewne wątpliwości pojawiły się także przy konstruowaniu listy „według krytyków” (niektóre z nazwisk uwzględniono jednocześnie na liście „akademickiej” – część wykładowców para się przecież także krytyką filmową). Kim bowiem w zasadzie jest – krytyk filmowy, w dobie publikatorów niepłacących za artykuły drukowane na ich łamach, oraz kwitnącej blogosfery, w której każdy, jeśli tylko chce, może zabawić się w krytyka? Po namyśle uznaliśmy, że instytucjonalne „afiliacje” (i charakter medium, w jakim prowadzony jest dyskurs krytyki filmowej) nie mają dla naszych celów większego znaczenia. Za istotniejsze kryterium obraliśmy natomiast charakter wypowiedzi o kulturze filmowej – dlatego wskazania nadesłane przez dziennikarzy zajmujących się tematyką filmową (informujących o bieżących premierach czy prowadzących wywiady, z rzadka zaś uprawiających gatunki typowe dla krytyki, takie jak recenzja, felieton, esej czy polemika) zostały wyłączone z listy „krytycy”, choć oczywiście uwzględnione w wykazie „popularyzatorów”.

Z kolei lista „filmoznawcza” powstała na podstawie wskazań osób, które posiadają stopień doktora nauk humanistycznych lub społecznych (z wyłączeniem dawnych „przewodów kwalifikacyjnych” na uczelniach artystycznych) oraz prowadzą ciągłą dydaktykę akademicką lub systematyczne prace badawcze z zakresu historii bądź teorii filmu. Typy pozostałych osób (edukatorów ze stopniem magistra, a także pracowników akademickich, dla których kultura mediów audiowizualnych nie stanowi głównego obszaru aktywności zawodowej) zostały uwzględnione w tworzeniu list „Popularyzatorów”.

I jeszcze słowo o redakcji filmograficznej. O tym, jak żmudne jest jej opracowanie, doskonale wie każdy, kto przygotowując do druku pracę z zakresu historii kina dostrzegł, że dawanie bezgranicznej wiary – skądinąd poręcznemu – serwisowi Imdb wiąże się z ryzykiem popełnienia błędu. Dotyczy ono zwłaszcza filmów, których premiery – z różnych powodów, choć głównie politycznych – odbyły się ze znacznym opóźnieniem. Zgodnie z obyczajem, w takich wypadkach podawaliśmy dwie daty (dla Andrieja Rublowa przyjmując za premierę canneński pokaz w 1969 roku, a zatem trzy lata po ukończeniu filmu, zaś w przypadku nakręconych w 1967 roku Rąk do góry – rok 1985, choć przecież dzień przed stanem wojennym odbyła się premiera wersji z dokręconym prologiem). Problemów było więcej: przykładowo, czy jako reżyserów Matrixa należy wskazać Larry’ego Wachowskiego, czy (uwzględniając zmianę płci) – Lanę Wachowski? Rozstrzygnęliśmy także spór o angielską pisownię tytułu Powiększenia – w czołówce filmu widnieje on z łącznikiem (Blow-Up). Z uwagi na mnogość filmów mających charakter koprodukcji, zrezygnowaliśmy z informacji dotyczących kraju powstania; uwagi na temat „geografii wyborów” zamieszczam w komentarzu do wyników.

Konrad Klejsa
Łódź, grudzień 2015

Czytaj dalej:

Powróć do strony głównej projektu: