Przejdź do treści

Producentka filmowa, kierownik produkcji, absolwentka Wydziału Organizacji Produkcji Filmowej PWSFTviT w Łodzi oraz Filologii czeskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracuje jako producent, kierownik produkcji, koordynator projektów kulturalnych. Od 2012 związana z ZK Studio. Współpracowała m.in. z HBO, SVT, DR, NRK, RTS, ERR, Public Senat, TG4, Tribeca Film Institute, CNC, PISF, Instytucją Filmową Silesia-Film i Kreatywną Europą MEDIA. Przewodnicząca Sekcji Producentów Filmów Dokumentalnych Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych (KIPA).

Wybrana filmografia: „Głosy” (2012), reż. Konrad Szołajski, „Obóz” (2012), reż. Tomasz Jeziorski, „Walka z szatanem” (2015), reż. Konrad Szołajski, „Dobra zmiana” (2018), reż. Konrad Szołajski, „Make Poland Great Again” (2018), reż. Konrad Szołajski.

Nazywam się Małgorzata Prociak. Jestem producentką filmową, ale też kierowniczką produkcji, też zajmuje się projektami kulturalnymi nie związanymi z filmem. Jestem związana z Łodzią w ten sposób, że studiowałam przez pięć lat w łódzkiej Szkole Filmowej i to było takie doświadczenie, które na pewno gdzieś tam zmieniło mnie na zawsze. Zawsze też jak wracam do Łodzi to taka duża nostalgia się gdzieś tam we mnie budzi.

To znaczy ta Łódź to naprawdę było coś, bo ja się zajmowałam czymś zupełnie innym. Studiowałam filologię czeską i w trakcie tych studiów gdzieś tam zrozumiałam, że to zupełnie nie jest dla mnie, a że jeszcze w liceum robiłam różne projekty kulturalne, to gdzieś tam ten film mi się kołatał, zawsze z tyłu głowy. Więc w którymś momencie życia po prostu postanowiłam spróbować zdać do Szkoły Filmowej tutaj w Łodzi. No i udało mi się za pierwszym razem dostać się do szkoły. Studiowałam przez 5 lat produkcję i to był taki fantastyczny czas, który też pozwolił mi poznać mnóstwo ludzi, z którymi pracuję do dzisiaj. I też to, co było wspaniałe w szkole, to to, że byli ludzie z całego świata i w mojej pracy zawodowej, teraz jeśli potrzebuję jakiegoś linku do jakiegoś kraju, no to mogę sobie wyjąć notę z czasów studiów i poszukać, kogo ja tam znałam z jakiejś Norwegii czy innej Finlandii czy jakiegokolwiek innego kraju właściwie. I bardzo często udaje się też dzięki temu właśnie wrócić do tych znajomości szkolnych już na zupełnie innej stopie, na stopie zawodowej, pracować z tymi ludźmi.

Dlaczego produkcja? Produkcja dlatego, znaczy to moja droga do produkcji była dosyć zabawna, to znaczy z jednej strony produkcja dlatego, że ja się zajmowałam po prostu wcześniej robieniem projektów różnych i jakoś to lubiłam. A z drugiej strony jak przeglądałam stronę szkoły i się zastanawiałam, co chciałabym studiować, to na produkcję nie trzeba było zrobić teczki. W związku z czym ja podeszłam dość pragmatycznie do tematu i wyszłam z założenia, że pójdę na produkcję, gdzie mieliśmy zajęcia i z montażu, i z operatorki, z reżyserii i właściwie i z fotografii, z wszystkich, z wszystkich właściwie rzeczy poza animacją, które było można w szkole studiować. Więc mój pomysł taki początkowy był, że wstawię stopę między drzwi i potem się zobaczy, ale bardzo szybko się okazało, że ta produkcja to jest coś, w czym się spełniam, więc w niej zostałam. Też pod koniec szkoły i już zaczęłam samodzielnie produkować filmy, jakby pozaszkolne, no i to tak się potoczyło i tak trwa do dziś.

Po pierwszym roku Szkoły Filmowej wyprodukowałam dla mojego kolegi Tomka Jeziorskiego dokument taki krótkometrażowy szkolny. To był film drugoroczny i to był obserwacyjny dokument o obozie odchudzającym dla dzieci. W Polsce. I jak ja obejrzałam ten film, to się natychmiast w nim zakochałam. Też bardzo mi się podobała ta forma pracy, więc właściwie od tego momentu już mocno się skupiam na tych dokumentach i w tym dokumencie zostałam. Dla mnie dokument to też jest taki wyjątkowy gatunek jako dla producenta, ponieważ z jednej strony dokument to są mniejsze pieniądze niż fabuła czy serial, ale z drugiej strony to jest większa wolność. To znaczy te projekty są bardziej moje, ponieważ w całym toku produkcji jestem bardzo blisko z reżyserem i mocno przenikamy się tą energią. Dyskutujemy na temat tych filmów, więc jakby ja się mogę w 100 % pod nimi podpisać i mogę się też zajmować rzeczami, które mnie interesują. Mogę wybierać bardzo autorsko rzeczy, nad którymi pracuję i tak jakby wolność jest czymś wspaniałym.

To jest taka trochę wypadkowa też jakiejś filozofii, którą ja przyjmuję robiąc film, to znaczy ja nie robię filmów dla siebie czy dla festiwali. Ja robię film dla widzów i dla mnie jest super ważne, żeby robić rzeczy, które są jakoś uniwersalne i zrozumiałe, przynajmniej na tym poziomie europejskim, żeby one mogły być pokazywane w wielu krajach, co jakby ułatwia też właśnie te koprodukcje międzynarodowe. Znalezienie tej uniwersalności czasami nawet bardzo lokalnej historii, pozwala nam na to, żeby te filmy robić w większej skali, żeby mieć partnerów z całej Europy, żeby dostawać dodatkowe środki z Kreatywnej Europy chociażby, która promuje tego typu podejście do produkcji. A dwa, że to poza jakby taką praktyczną stroną, tak, że te budżety mogą być większe i można pracować w bardziej międzynarodowym zespole.

To to ma też ogromną wartość dodaną, jeśli chodzi o jakość filmu, ponieważ na bardzo wczesnym etapie zderzamy się z podejściem ludzi, którzy mają trochę inny background kulturowy czy historyczny. W związku z czym te filmy mogą być lepsze, to znaczy mogą być bardziej zrozumiałe dla szerszej grupy odbiorców i to też jest super ciekawe. To znaczy wydaje mi się, że warto właśnie szukać takiej formy opowieści dla danej historii, dla danego tematu, który jakby pozwoli, że ten film będzie szerszej, docierealny.

To, co jest fantastyczne w mojej pracy, to to, że każdy projekt jest inny, to znaczy, że każdy dzień jest jakimś nowym wyzwaniem i trudno jest tak. Zawsze jak mi się wydaje, że już było super trudno, to potem okazuje się, że jest trudniej, ale znajduje się jakieś rozwiązania dla tych sytuacji. No na pewno rzeczą, która jest trudna taka w ogóle rynkowo to jest to, że ten rynek mocno się zmienia i że gdzieś tam dla dokumentu zawsze telewizja były takim oczywistym partnerem. Ale jednak istotność platform internetowych, platform VOD sprawia, że ten rynek telewizyjny maleje, w związku z czym jakby trzeba szukać trochę nowych dróg i nowych sposobów budowania budżetów filmów, żeby one mogły powstać w takim kształcie, w jakim to sobie reżyser czy reszta współtwórców po prostu wymarzyła.

No ja robię teraz coś, bo ja zwykle robię takie mocne tematy społeczne. Które są fantastyczne, które są ważne, ale które są też trudne na różnym etapie, bo to są często też rzeczy, które na przykład nie podobają się władzy, więc trzeba szukać poza Polską pieniędzy, żeby też uniknąć jakichś nacisków ze strony podmiotów, które mogłyby taki projekt finansować. Ale trzy lata temu zgłosił się do mnie reżyser debiutant z projektem filmu opartego na archiwaliach o najpiękniejszym geście freeplay w historii igrzysk olimpijskich i zrobiłam dokument sportowy, historyczny, oparty w dużej mierze na archiwaliach i to była fantastyczna przygoda. Dlatego, że ja jak byłam dzieckiem, jak miałam siedem lat, chciałam zostać archeologiem. Wynikało to z tego, że oglądałam najprawdopodobniej za dużo Indiana Jonesa i jakoś mi się wydawał ten zawód zupełnie czymś innym niż on jest w rzeczywistości. No ale właśnie miałam tą swoją archeologiczną działkę w swojej pracy. W momencie, kiedy myśmy odkrywali i znajdywali fantastyczne materiały archiwalne z lat 50., bo to była historia, której najważniejszy moment był w ‘56, więc to też było ciekawe, bo tam była zmiana technologiczna. Udało nam się znaleźć trochę materiałów kolorowych found footage’wych.

No ale na przykład otrzymywaliśmy za darmo materiały od Bruce’a Beresforda, reżysera filmów ,,Wożąc panią Daisy”, który nam pozwolił użyć swoich materiałów, które on zarejestrował jako nastolatek będąc na igrzyskach olimpijskich w Melbourne, gdzie jakby tam miał jakiś taki reportaż mały zrobić sobie z igrzysk.

Nie jestem pierwszy raz, właściwie wszystkie moje pełnometrażowe filmy były pokazywane tutaj w Łodzi na festiwalu. To jest w ogóle bardzo ciekawy festiwal, pod względu jakby tego konta i na które jakby nawet w tytule wyrażony ,,Człowiek w zagrożeniu”, czyli to są właśnie te takie społecznie sfokusowane filmowy opowiadające o różnych problemach. Projekcje z licznym udziałem publiczności zawsze z dużą dyskusją. To jest też interesujące tak, no bo generalnie nie robimy tych filmów dla siebie, to znaczy zawsze jest to dla nas ciekawe, jak już ten film wypuścimy i możemy się skonfrontować z publicznością. A właśnie festiwale są taką okazją, gdzie mamy ten żywy kontakt tak. Znaczy na bieżąco publiczność może nam powiedzieć, co im się podobało, nie podobało, jak oni reagują na ten film i to jest zawsze taka super przygoda i ta publiczność łódzka ona to właśnie też dzięki temu, że jest wykształcona przez festiwal tak. No bo jakby festiwale nie tylko są miejscem, które pokazują filmy, ale są też miejscem, które jakby świadomość widza budują, tak. To znaczy wychowujemy sobie widzów, takie festiwale jak ,,Człowiek w zagrożeniu”, które mają ponad 30 lat. No to tak już kilka pokoleń tych widzów mogły sobie wychować, tak. Więc to jest zawsze taka świetna okazja właśnie, żeby zobaczyć, co z tego, co nam się wydawało, o czym ten film jest, co przechodzi do widza, bo czasami są to bardzo zaskakujące komentarze

które właściwe pozwalają czasami zmienić nawet perspektywę tego, jak my sobie myślimy o filmie, który no jako twórcy czy współtwórcy. Często ja taki film potrafię obejrzeć 100, 150 razy na różnych etapach, montażu i postprodukcji. Więc no może już nie oglądam ich z przyjemnością w pewnym momencie tak, no bo trudno tutaj mówić o przyjemności, ale właśnie jak jest refleksja jak widzowie reagują też, jak ogląda się z salą pełną ludzi, to jest zawsze fantastyczne przeżycie.