Przejdź do treści
Home » Wydarzenia » Zagubiona autostrada

Zagubiona autostrada

Zagubiona autostrada (1997), 135′
reż. David Lynch

Zawieszone pomiędzy poetyką surrealizmu a postmodernistyczną wykładnią imaginacyjne imperium Davida Lyncha obezwładnia widza, zmuszając go do przewartościowania schematów racjonalnego myślenia. Zaplątana, wiodąca często donikąd opowieść ma na celu podważenie podstawowego wyznacznika tradycyjnej narracji, a więc relacji przyczynowo-skutkowej. Podobnie jak w Zagubionej autostradzie, także w innych swych filmach reżyser mnoży tropy, duplikuje postacie oraz miesza różne porządki ontyczne, by na koniec powstrzymać się od jednoznacznej odpowiedzi na wątpliwości zasiane w umyśle odbiorcy. Można zaryzykować opinię, że wciągając widza w krąg nierozwiązywalnych tajemnic, Lynch pragnie odtworzyć stan egzystencjalnego zagubienia, jakie wywołuje u każdego człowieka perspektywa nieuchronnej śmierci (nie przypadkiem w filmach amerykańskiego reżysera tak częsty motyw fabularny stanowi utrata życia przez któregoś z bohaterów).


Sytuując Zagubioną autostradę w szerszym kontekście kulturowym, Piotr Wojciechowski wskazuje na wpisane w nią aporie: „Autostrada jest symbolem amerykańskiego mitu możliwości, wolności przestrzeni. Pamiętacie te autostrady ze »Znikającego punktu«, »Swobodnego jeźdźca«, »Foressta Gumpa«? W ich przedstawieniu coraz mniej było zachwytu, coraz więcej ironii. Lynch stawia kropkę nad »i«. Ta przestrzeń jest kłamliwym złudzeniem, człowiek siedzi w swoim ciele jak w celi śmierci, człowiek jest więźniem swojej płciowości. W końcówce filmu bohaterowie spółkują na pustyni w oślepiającym świetle lamp auta. Trudno nawet rozpoznać, które to dwa ciała splecione są w akcie robiącym wrażenie spalania w rozżarzonym do białości piecu. »Pragnę cię« – mówi mężczyzna. »Nigdy nie będziesz mnie miał« – odpowiada kobieta. O kim mówi do nas David Lynch? O bohaterach swojego filmu, czy o mężczyźnie i kobiecie w ogóle, wciągniętych przez instynkty w pułapkę daremnego pożądania, uśmiercających się w pragnieniu. A może mówi tylko o nas, widzach filmowych nieustannie wabionych widmami na ekranie, skazanych na oślepiające światło codzienności tuż za progiem kina?”