13 filmów „ŚWIAT”:
- Grzesznicy (Sinners, reż. Ryan Coogler, 2025)
- Scott Pilgrim kontra świat (Scott Pilgrim vs. the World, reż. Edgar Wright, 2010)
- Kula w łeb (Die xue jie tou, reż. John Woo, 1990)
- Matrix (The Matrix, reż. Lilly Wachowski, Lana Wachowski, 1999)
- Nowy początek (Arrival, reż. Denis Villeneuve, 2016)
- Księżniczka Mononoke (Mononoke-hime, reż. Hayao Miyazaki, 1997)
- Za kilka dolarów więcej (Per qualche dollaro in più, reż. Sergio Leone, 1965)
- Napoleon (Napoléon, reż. Abel Gance, 1927)
- Ulice w ogniu (Streets of Fire, reż. Walter Hill, 1984)
- Pacific Rim (Pacific Rim, reż. Guillermo del Toro, 2013)
- Mad Max: Na drodze gniewu (Mad Max: Fury Road, reż. George Miller, 2015)
- Fantastyczny Pan Lis (Fantastic Mr. Fox, reż. Wes Anderson, 2009)
- Nausicaä z Doliny Wiatru (Kaze no Tani no Nausicaä, reż. Hayao Miyazaki, 1984)
Komentarz:
Napoleon: Napoleona Abla Gance’a zapamiętam na zawsze przez pryzmat tego, że projekcję tego filmu zainicjował profesor, z którym miałem wykłady o historii filmu światowego.
Zresztą, Napoleona zamieniającego się w orła, też zapamiętam na zawsze.
Pacific Rim: „Haven’t you heard, Mr. Beckett? The world is coming to an end. So where would you rather die? Here? Or in a Jaeger?”.
Scott Pillgrim: W historii ludzkości są obecne jakieś tam ważne zdarzenia, wydarzenia, zajścia przeróżne. Nie wiem na przykład jak meteoryt uderzył w Ziemię i dinozaury wyginęły, nigdy się z tego nie pozbieram. Z milszych rzeczy: wynalezienie druku. Znowu z mniej miłych – jak ten Oppenheimer stał się ojcem bomby atomowej. Jednak osobnym punktem na osi tej żałosnej ludzkiej linii czasowej jest Scott Pilgrim vs. the World. Arcydzieło Edgara Wrighta, znajdujące się gdzieś pomiędzy medium filmowym – w tym konkretnym przypadku wyrażającym ludzkie uczucia w namacalnej formie – a czystą wspaniałością.
Bullet in the Head: Od początku do końca czułem się, jakbym oglądał spaghetti western wyreżyserowany przez Sergio Leone po roku spędzonym z Johnem Woo w Hongkongu.
No i w trakcie tego roku oglądali sobie wspólnie swoje filmy po jakieś kilkanaście razy, a potem pomyśleli, że świetnie będzie zrobić Garść dynamitu, tylko osadzone w trakcie wojny
w Wietnamie.
Matrix: Mam coroczny zwyczaj wychodzenia z roku i wchodzenia w nowy rok rewatchem wszystkiego, co ze świata Matrixa, więc tak – to dla mnie trochę film-rytuał. Po prostu nie istnieje większe stężenie dekadenckiej wspaniałości.
Arrival: To zahacza o bycie nielegalnym, że w filmie można tak umiejętnie operować czasem, przestrzenią i słowami.
Princess Mononoke: Wiecie, co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Są tutaj ludzie źli, ludzie dobrzy i nie tylko ludzie, ale narracja nikogo wyraźnie nie antagonizuje. Pozwala każdej postaci wyciągnąć lekcję z tego, co się dzieje, nawet jeśli konkretny bohater lub bohaterka dokonał(a) czegoś skrajnie złego. Sam, jako widz, nie jestem w stanie palcem wskazać kogoś naprawdę zepsutego do szpiku kości. Zło czai się za rogiem i jest elementem mitologii tego świata, ale nikt tak naprawdę nim nie przesiąknął, bo koniec końców dba o swoich. Swoich ludzi, swoje zwierzęta, swoje wartości. A z tych ludzi, zwierząt oraz wartości potrafi wyciągnąć wniosek prowadzący finalnie do zrozumienia. Gdyby tylko w prawdziwym żyćku tak było, to może kibice Widzewa oraz kibice ŁKSu żyliby w zgodzie. Piękne marzenie.
For a Few Dollars More: Oglądałem ten film na egzamin. Nie był to mój pierwszy raz z tym przedstawicielem trylogii dolarowej. Raczej czysta przyjemność związana z powrotem po latach, ale jednocześnie napisałem o wielkości Sergio Leone zdecydowanie zbyt długą notkę na Letterboxd. Film większy niż życie – choć o życiu.
13 filmów „POLSKA”:
- Zbrodnia na ulicy Kota Brzuchomówcy (reż. Zenon Wasilewski, 1961)
- Czarny kapturek (reż. Piotr Dumała, 1983)
- Wesele (reż. Wojciech Smarzowski, 2004)
- Hydrozagadka (reż. Andrzej Kondratiuk, 1970)
- Człowiek na torze (reż. Andrzej Munk, 1956)
- Chłopi (reż. DK Welchman, Hugh Welchman, 2023)
- Amator (reż. Krzysztof Kieślowski, 1979)
- Idę (reż. Józef Robakowski, 1973)
- Pełnia (reż. Andrzej Kondratiuk, 1979)
- Prawo i pięść (reż. Jerzy Hoffman, Edward Skórzewski, 1964)
- Milioner (reż. Sylwester Szyszko, 1977)
- Tyle co nic (reż. Grzegorz Dębowski, 2023)
- Zima (reż. Tomasz Popakul, 2023)
Komentarz:
Zbrodnia na ulicy Kota Brzuchomówcy: Połączenie klasycznej lalki ze zdecydowanie świeższym podejściem do tej formy animowania. Już sam fakt, że główny bohater jest lalką płaską, a reszta lalek nie – umożliwia pojawienie się masy pomysłów, które, na szczęście, się pojawiają. Dodatkowo budowa poety jest konsekwentna w ramach narracji. Jednak najlepszy moment to i tak tytułowa zbrodnia, bo Jerzy Matuszkiewicz zapodaje – w związku z zaistniałą sytuacją – najlepszy jazz tego i ubiegłego stulecia.
Czarny kapturek: Wziął mnie niespodziewanie, bo na jednym z wykładów – a potem we mnie został, przez to absurdalne poczucie humoru.
Wesele: Film sam w sobie, ale też drugie – i wyłącznie jedno – słowo z mojej strony: piosenki.
Hydrozagadka: “Nieważne, kim jestem. Ważne jest przestrzeganie przepisów BHP, a zwłaszcza na kolei. Cześśśćć!”.
Człowiek na torze: Majster.
Idę: Chłop idzie – i ja go za to szanuję.