Karta reklamowa i prasa Nóż w wodzie (1961)


Co się tyczy snobizmu – to warto wspomnieć, iż od marca do czerwca br. film Polańskiego obejrzało 722.908 osób. Można zatem przyjąć, że w naszym kraju jest bez mała trzy czwarte miliona snobów; co najmniej tylu, bo przecież kilkuset widzów mogło na ten film nie pójść… ze snobizmu.
Roman Hivernd
Nagrody i sprawiedliwość, FILM (1946-1973) 1962 r.,nr 43, s. 7 (fragment artykułu)



Ale film nam się podoba. Tylko miejscami jest jak gdyby nudnawy. Tylko troszeczkę. Może Polański jeszcze nie umie dobrze robić filmów – debiut przecie. Jaki tam debiut, przed czterema laty dostał nagrodę w Brukseli za Dwóch ludzi z szafa! A więc umie robić, a jeżeli coś nie w porządku. To widocznie temat wydumany, marginesowy, aspołeczny, paryski. No cóż – młody jeszcze, życia nie zna. Ale zdolny, życie pozna, będzie robił lepiej.
Stanisław Manturzewski
Bo ja wiem...? FILM (1946-1973) 1962 r., nr 14, s. 7 (fragment artykułu)Pozostawała ostatnia przeszkoda – jak zawsze groźna kolaudacja. O filmie mieli dyskutować przedstawiciele partii i ministerstwa. Plotka głosiła, że przewodniczący komisji Jerzy Lewiński po projekcji biegnie zawsze do toalety. Po powrocie, zanim wypowie swoją opinię, może wysondować nastroje oficjeli. I tak się stało: rozbłysło światło, a Lewiński pospiesznie podążył do w.c. Kiedy wrócił, zastał raczej przychylne reakcje. Tylko najwyżej postawiony przedstawiciel partii nalegał, by nadać filmowi bardziej wyraźne zakończenie. „Albo niech wracają do domu, albo niech idą na milicję – powtarzał – to albo to”. Myśl, że widownia mogłaby sama wyciągnąć wnioski z opowiadania, wydawała mu się bluźnierstwem: zakończenie musiało być „pozytywne” albo „negatywne” , zawsze lepiej to pierwsze. Bossak zasugerował wycięcie dwóch ujęć z ostatniej sceny, żeby złagodzić jej dwuznaczność. To wystarczyło, by uspokoić oficjeli.
