Przejdź do treści

Wojciech Przylipiak – dziennikarz. Urodzony w Słupsku. Autor książek i reportaży poświęconych kulturze Polski w okresie PRL-u, „Czas wolny w PRL” wydanej w 2020 roku oraz „Zakupy w PRL. W kolejce po wszystko” wydanej w 2023. Napisał również książkę poświęconą polskiej popkulturze lat 90., zatytułowaną „Sex, disco i kasety video. Polska lat 90.”. Autor bloga „Bufet PRL”. Kolekcjoner pamiątek z czasów Polski Ludowej, a także końca XX wieku.

Ja miałem styczność z kasetami relatywnie wcześnie, chociaż wychowałem się w Słupsku. To takie nieduże miasto, stutysięczne na Pomorzu. Ale dosyć szybko mieliśmy na podwórku magnetowid, w sensie mówię w moim mieszkaniu. Chociaż pierwszy miał kolega, który miał… Było coś kiedyś takiego, co się nazywało odtwarzacz z możliwością nagrywania, słynnej firmy Otake. I to miał kolega pierwszy, więc wtedy od razu jego mieszkanie zamieniło się w świetlicę, bo tak to wyglądało, że po prostu tak mało ludzi miało pierwsze magnetowidy w latach osiemdziesiątych, że każdy, kto miał na to, do niego przychodzili sąsiedzi i rodzina i tak dalej, robił się wielki seans. Tak jak dokładnie na przykład w latach pięćdziesiątych albo sześćdziesiątych, jak się pojawiły pierwsze telewizory. Więc ja relatywnie dosyć wcześniej miałem magnetowid JBC, pamiętam i on już był taki normalnie nagrywający, więc to już był taki z lampkami. W ogóle to dzisiaj byśmy powiedzieli tak młodzieżowo chyba wypasiony, chociaż nie wiem, czy tak dzisiaj młodzież mówi, ale wtedy za mojej młodości tak się mówiło. No i oczywiście dosyć szybko zacząłem chodzić do wypożyczalni kaset wideo, które też są w tym rynku wideo bardzo ważną historią. Ale jeszcze zanim oczywiście pojawiły się wypożyczalnie tak na dobre, no to najpierw kasety po prostu załatwiało się jakby od albo znajomych, albo rodziny, która wyjeżdżała gdzieś za granicę, bo niektórzy mieli taką okazję w latach osiemdziesiątych, które było dużo łatwiejsze niż w latach tam sześćdziesiątych, powiedzmy. Więc już tam znałem kogoś, jakiś wujek wyjeżdża do Niemiec na przykład i się przegrywało. Oczywiście kasety na przykład z telewizji. Pierwsza taka ważna rzecz to nagrywanie telewizji MTV i teledysków. No to była taka kultowa historia. Myślę, że moje pokolenie i może trochę jeszcze młodsze wychowało się na takich właśnie przegranych teledyskach i programach kultowych z MTV, ale też film. Tutaj od razu trzeba zaznaczyć, że te filmy przegrywało się po prostu z telewizji, na przykład niemieckiej albo z jakiejś kopii holenderskiej. I one wtedy przyjeżdżały do Polski. Oczywiście rzadko kto miał taką kopię z lektorem jakimś nagranym, więc oglądało się te filmy, powiedzmy Wejście smoka w wersji niemieckiej nie wiem, pierwsze Rambo w wersji holenderskiej. Ale przy którymś tam 7 czy 8 oglądaniu to zupełnie nie przeszkadzało, bo po pierwsze te filmy jakoś nie były szczególnie skomplikowane, a po drugie i tak jakby przy którymś tak jak mówię obejrzeniu, to cała historia jakby już wpadała w głowę i wiedziało się, co się dzieje, więc relatywnie moja przygoda jakby z rynkiem wideo zaczęła się jeszcze właśnie pod koniec lat osiemdziesiątych, w których ten rynek tak naprawdę w Polsce dopiero się rodził. Na początku te pierwsze kasety wideo w Polsce to wyglądało, ja tu mogę pokazać przykład, to wyglądało mniej więcej tak. To jest akurat taka bardzo dobra kaseta Panasonica. Wtedy mało kogo było stać na takie, takie można było kupić tylko w Pewexie. No i to też nie wiem, czy wszyscy wiedzą w ogóle, jak wygląda kaseta wideo. Więc tak wygląda kaseta z filmem, to jest akurat popularna długość 180 minut i to można było nagrać 2 filmy. To akurat jest Rambo – Pierwsza krew i Rambo II. I to też charakterystyczne, tutaj się pisało oczywiście tytuły, długość, zazwyczaj reżysera, jakichś aktorów i numerek, a jak się ustawiało później pod telewizorem w takim złotym miejscu w swoim pokoju, znaczy w salonie to się właśnie numerowało, żeby było wiadomo, który też się pożyczyło komuś, bo później trzeba było oczywiście pamiętać, żeby oddać. Więc pierwsze kasety to wyglądały tak i to były takie kopie w zdecydowanej większości nielegalne, bo trzeba pamiętać, że ten rynek jeszcze nawet na początku lat dziewięćdziesiątych Polski i to jeśli chodzi o popkulturę całą, czyli o muzykę i o wydawanie książek, na przykład to też w świecie filmu, jakby dominowało piractwo i ono było wszechobecne. Oczywiście my wtedy, jako młodzi ludzie, w pewnym sensie mieliśmy świadomość, że to chyba nie do końca jest legalne. A z drugiej strony, mówiąc brutalnie, zbytnio nikt się z tym nie przejmował, bo nie mieliśmy pojęcia w ogóle, że jest coś takiego jak prawa autorskie i tak dalej. Więc te pierwsze filmy to były faktycznie takie przegrywane gdzieś na boku i pojawiały się już kopie z profesjonalnymi lektorami, jak na przykład Tomasz Knapik. Oni już czytali jakby profesjonalnie i to były profesjonalnie nagrane filmy. Ale tak jak mówię, na początku była masa takich po prostu przegrywanych i też gdzieś lektorzy nagrywani w jakichś, nie wiem, piwnicach, cholera wie, gdzie. To było tłumaczone bardzo prymitywnie i też tak nagrywane. Ale mówię, kompletnie nam nie przeszkadzało, bo chodziło o to, że to prostu te zachodnie filmy, bo to głównie też o to chodziło, że jakby na początku cała ta kultura wideo wiązała się z zachwytem nad kulturą zachodnią i po prostu, żeby ściągali wszystkie zagraniczne filmy. Jakie były wszystkie, tu mam na myśli głównie kino klasy B. Oczywiście była jakaś tam nisza kina artystycznego, która się wtedy pojawiała, ale przeważało kino klasy B, czy tam nawet C albo F. To wtedy przecież się pojawiły takie najbardziej kultowe dzisiaj filmy z Chuckiem Norrisem, ze Stevenem Seagalem czy z Sylvestrem Stallonem, czy Arnoldem Schwarzeneggerem, którego to mam zresztą na znaczku oryginalnym z lat osiemdziesiątych.

Więc na początku to na pewno były kopie nielegalne. I taki chyba pierwszy film, który pamiętam, tak bardzo zrobił na mnie wrażenie i oglądałem go, chyba nawet na początku rodzice mi nie pozwolili, ale u cioci była taka jakby… kredens na wysoki połysk i się telewizor odbijał w tym, więc oglądałem tak jakby w lustrzanym odbiciu. No ale to już jakby liczyło się i oglądałem Commando właśnie z Arnoldem. No i pamiętamy oczywiście, to jest umówmy się, nie jest to jakieś kino artystyczne i wybitne, ale wtedy ten film był myślę ważny też w karierze i Arnolda i w ogóle był popularny wtedy. I to był taki pierwszy film. Nie pamiętam, kurczę, z jaką kopią, raczej myślę, że to była właśnie taka kopia z jakimś lektorem, który nieszczególnie umiał czytać i jakby wypowiadać kwestie jako lektor. Ale to nie miało kompletnie znaczenia. To tak, jak mówię, najważniejsze dla mojego pokolenia było to, że po prostu mogliśmy zobaczyć to samo co na przykład chłopak w moim wieku, nie wiem, w zachodnich Niemczech, tam w Ameryce i tak dalej. Więc chodziło o to, że wreszcie mogliśmy ten Zachód też mieć u siebie. Ale tak jak w wielu dziedzinach, które weszły do Polski na przełomie lat osiemdziesiątych-dziewięćdziesiątych, po zmianach ten Zachód do nas wszedł z taką nutką troszkę jakby to powiedzieć, drugiej kategorii. No bo właśnie te kasety też były takie, żeby te kopie były po raz 100 przegrywane i ci lektorzy byli najlepsi, więc to musiało dopiero się narodzić. I to się bardzo zmieniło, szczególnie w 1994 roku, kiedy weszła słynna ustawa antypiracka, bo wtedy się jakby zmienił rynek. Chyba Sejm pracował nad tym aż 4 lata, więc to wtedy też, umówmy się, też były troszkę ważniejsze sprawy, jak się jakby zmieniła rzeczywistość polska. Ale to w końcu zostało też po części wymuszone jakby przez rząd amerykański, który stwierdził, że ja podaję to w swojej książce reportażu o latach dziewięćdziesiątych, o popkulturze, że bywało tak, że 80% na przykład kopię jakiegoś filmu było nielegalnych w Polsce. No więc wtedy rząd amerykański naciskał na Polaków, żeby jednak się zajęli trochę prawami autorskimi, bo coś tu jest nie tak. I tak jak mówię, to było w każdej dziedzinie, czy w muzyce – to muzycy sprzedawali na przykład 200 000 płyt, a z tego 10000 było jakby oryginałów, a resztę piraty, więc ten rynek się bardzo zmienił w połowie lat dziewięćdziesiątych. No a później oczywiście pod koniec już się zmienił jeszcze raz, bo weszły płyty DVD, ale to już jakby inna opowieść. Faktycznie był drugi obieg kaset VHS w latach osiemdziesiątych. One bardzo pomagały w dystrybucji pewnych rzeczy opozycji. Na przykład nagrywano, nie wiem, wystąpienia Lecha Wałęsy. Gdzieś tam pamiętajmy, że wtedy w telewizji takich rzeczy nie pokazywano. Nie było, uwaga, Internetu. Nie było też telefonów komórkowych, więc nie można byłoby przekazać dalej, ale kaseta VHS była świetnym nośnikiem po to, bo to jakby łatwo było przekopiować szybko. Więc później na przykład przemówienia, wystąpienia Wałęsy, pokazywano w jakichś innych, mniejszych miejscowościach, na jakiś pokazach po prostu na telewizorach i poprzez magnetowidy. Więc w drugim obiegu faktycznie była wykorzystywana kaseta VHS. W drugim obiegu ukazał się na przykład słynny, wstrząsający film Przesłuchanie Ryszarda Bugajskiego, na początku w takim drugim obiegu, czyli po prostu w podziemiu, zanim oficjalnie wszedł do dystrybucji. Więc ukazywały się takie podziemne rzeczy solidarnościowe i nawet oficyny. Tam chyba Oficyna Nowa bodajże się nazywa, która wydawała takie rzeczy. Ja osobiście miałem bardzo małą styczność z tym. Raczej wiedziałem, że gdzieś tam u rodziców jest, bo byłem nastolatkiem, więc jakbym, mówiąc brutalnie – wtedy jakby takie rzeczy nie do końca mnie interesowały. Miałem świadomość, co się dzieje oczywiście w kraju, ale no ja szukałem raczej Rambo na kasecie VHS, a nie drugiego obiegu. Ale on był. I też jeszcze taki trzeci ważny jakby obiekt kasetowy, to są prywatne rzeczy nagrywane na VHS-y, bo bardzo szybko takie kasety, jak tutaj właśnie, czyli takie zwykłe, na które każdy mógł nagrać, kupowane w Pewexie, ale też później już w normalnych sklepach. Oczywiście nie Panasonica, bo to było za drogie, ale jakieś inne tańsze modele. To bardzo szybko ludzie zobaczyli, że można nagrać na przykład, nie wiem, wesele, że można nagrać urodziny wujka. I myślę, że każdy, albo większość mojego pokolenia gdzieś się odkrywa cały czas na swoich jakichś starych VHS-ach jakieś właśnie uroczystości rodzinne nagrane wtedy, które przypominają, jak wtedy ludzie wyglądali, co jedli i jaką te imprezy były po prostu, mówiąc kolokwialnie, masakrą. Ta jakość oczywiście jest bardzo słabo, bo te kamery na początku takie tańsze, które były dostępne w Polsce, były słabej jakości. Były oczywiście też jakieś drogie egzemplarze, ale mało kogo było wtedy na to stać. Więc ludzie zobaczyli szybko, że może nagrywać uroczystości. No i szybko takie nagrania na kasety typu, nie wiem, studniówki też na przykład pojawiły na kasetach, jakieś tam chrzciny i tak dalej. To też pomagało w tym, że zaczęły się pojawiać kasety nie tylko tak jak tutaj pokazywałem o długości, powiedzmy, 180 minut albo 240, gdzie można było 2 filmy albo czasami nawet 3 upchnąć, tylko na przykład były takie kasety 30-minutowe. Trochę to było absurdalne, przynajmniej dla mnie, no bo szkoda było kasety, bo zawsze można było więcej nagrać. No ale jak jakieś studio nagrywało, bo też już się wtedy pojawiły pod koniec lat osiemdziesiątych, a bardziej na początku lat dziewięćdziesiątych jakieś firmy takie nagraniowe, które filmowały uroczystości. No to oni właśnie na takich kasetach wręczali takie rzeczy. Ale to też tak jak wspominałeś, studio na przykład Telewizji Gdańsk to też poszczególne takie jakby ośrodki telewizyjne wypuszczały jakieś swoje rzeczy, a to faktycznie studio Telewizji Gdańsk czy studio Wideo Gdańsk to się nazywało, było takim prężnym miejscem, gdzie wypuszczano na kasetach i tam realizowano wiele programów telewizyjnych też między innymi.

Myślę, żeby powiedzieć, że rynek VHS, kasety VHS przyczynił się do, nie wiem, na przykład do upadku komuny, to chyba będzie za duże. Raczej to polega na tym, że to zmieniło popkulturę polską czy kulturę, czy kinematografię w ogóle. Wtedy był też, warto pamiętać, ciężki czas dla kinematografii w ogóle, bo jakby przemiany ustrojowe uderzyły też w samą kinematografię tą kinową i też właśnie rynek wideo w nią uderzył. Więc myślę, że tu było większe jakby takie uderzenie w te zmiany ustrojowe niż czyste jakby zmiany takie polityczne, bo tak jak już wspominałem, wykorzystywano jakby ten nośnik, jakim jest kaseta VHS na przykład do dystrybucji właśnie jakichś wystąpień opozycyjnych, ale myślę, że trudno to powiedzieć – no tak, jak rynek kaset magnetofonowych też nie zmienił jakby polskiej rzeczywistości, ale na pewno zmienił popkulturę tak jak w ogóle kaseta VHS zmieniła popkulturę światową. No bo pamiętajmy, że ona oczywiście na świecie się pojawia, czy w Stanach. Przede wszystkim trochę wcześniej niż w Polsce, bo jakby mieliśmy troszkę później ten szał VHS. Ale to w ogóle globalnie zmieniło rynek, znaczy jakby te filmy po pierwsze rozwinęło jakby rynek, bo to się w ogóle popularność kasety VHS wzięła po prostu z rynku erotycznego, który polegał na tym, że kaseta VHS stała się bardzo łatwym prostym nośnikiem do rozprowadzania pewnych rzeczy, do dystrybucji. I to jak zwykle w takich przypadkach kulturowych, to właśnie rynek, jakby erotyczny rozwinął ten rynek tak naprawdę, ale później się rozwinął cały rynek to jest właśnie tego kina klasy B, który chyba w latach osiemdziesiątych osiągnął takie apogeum. No i to było relatywnie tanie, łatwe w transporcie, łatwe do oglądania, do kopiowania, jakby przestała trochę mieć znaczenie jakość sama. A z drugiej strony jakby ta łatwa dystrybucja poprzez właśnie wypożyczalnie czy sam fakt, że można było po prostu nagrać sobie na kasetę jakiś film czy z telewizji, czy komuś przekazać, powiedzmy, że to bardziej trzeba mówić w takiej perspektywie, że to zmieniło popkulturę światową, ale też przede wszystkim, znaczy przede wszystkim, też między innymi, w tym właśnie polską. W młodości jakoś niekoniecznie, znaczy raczej wypożyczałem i byłem takim stałym bywalcem wypożyczalni Pako, bo tak się moja wypożyczalnia w Słupsku na moim osiedlu nazywała. Swoich kaset miałem jakoś relatywnie mało, znaczy też wtedy raczej się nie kupowało kaset oryginalnych, bo po prostu były drogie. Poza tym tak naprawdę jak można było film przegrać, były oczywiście zabezpieczenia jakieś na kasetach niektórych, ale może po prostu ten film przegrać. Więc mówiąc jakby brutalnie, raczej się zbierało kasety przegrane i takie też przegrane oczywiście się zbierało w moim domu. Też je się podpisywało, numerowało i tak dalej. Ale wtedy wielkim kolekcjonerem jakimś nie byłem. Po prostu oglądałem maniakalnie różne rzeczy z wypożyczalni, wypożyczane, czy tam od znajomych. Ale pisząc książkę, spotkałem się z kilkoma kolekcjonerami i wiem, że byli ludzie, którzy mieli tych kaset, nie wiem, kilkaset i też opisuje taki ciekawy przykład w swojej książce kolekcjonera, którego kolekcjonerstwo przerodziło się jakby w otwarcie wypożyczalni. Bo na początku to wypożyczał po prostu dla sąsiadów i rodziny, bo miał tyle. A potem zobaczył, że może na tym zarobić, więc de facto w domu, bez żadnego jakby prawnie ustaleń czy wpisywania w jakikolwiek rejestr, wtedy nie miało żadnego znaczenia. Pod koniec lat osiemdziesiątych po prostu wypożyczał, bo to się szybko też rozrosło wśród znajomych, na całym podwórku i tak dalej. Więc takie historie też były.

Ja raczej powróciłem do kolekcjonowania jakiś czas temu, jak zacząłem kolekcjonować w ogóle rzeczy z PRL-u, bo tak naprawdę jestem takim kolekcjonerem rzeczy z PRL-u, o których pisze na blogu Bufet PRL i tam zacząłem zbierać najpierw zabawki jakieś różne z PRL, ale też na przykład z Pewexu, które można było wtedy kupić. Potem się to przerodziło w jakiś sprzęt też, gramofony, magnetofony No i najbardziej, jak właśnie zacząłem pracę nad książką o latach dziewięćdziesiątych, to jakby siłą rzeczy musiałem jeszcze raz wejść w ten rynek wideo. I wtedy zacząłem jakby znowu te kasety gdzieś tam zbierać. No i mam kilka takich perełek. Nie wiem, czy to teraz jest dobry moment, żeby pokazać, ale dobry moment jest zawsze. A na przykład taką perełkę, kultowy film Terminator ze Schwarzeneggerem. To jest taka perełka pokazująca też, jak wtedy taka wolność w tłumaczeniach panowała, bo tutaj jest terminator przetłumaczony jako Elektroniczny morderca. I to jest taki klasyk sprzed lat. Później to się nie ukazało pod tym tytułem, takim podtytułem. No tam był też słynny film Dirty Dancing, czyli Wirujący seks, to polskie tłumaczenie. Jakby takie perełki też były. Z takich ciekawych perełek i rzeczy to na pewno warto pokazać, bo też warto powiedzieć, że rynek VHS to nie tylko filmy. Też masę się pokazywało jakichś instruktarzy na przykład. Mam naukę prawa jazdy, która po prostu polega na tym, że jest jakiś starszy pan z wąsem w okularach nagrany na kanapie. Oczywiście to wszystko jest w jakimś amatorsko bardzo w domu. Obok niego telewizor radziecki Rubin, na którym pokazane są jakieś ulice tam ze znakami. Nic oczywiście nie widać na telewizorze prawie. No i ten pan opowiada, jakie są zasady ruchu i tam są podzielone na lekcje i tak dalej. Tak się ukazywało, nie wiem, obsługa komputera, jakieś przepisy kulinarne na przykład były wydawane. Więc z tych rzeczy ukazywało się masę. I jedną z nich jest taka kaseta Marioli Bojarskiej, czyli takiej polskiej Jane Fondy, byśmy powiedzieli lat dziewięćdziesiątych. Pani, która się specjalizowała w ćwiczeniach. I to jest oryginał, ja go kupiłem jakoś parę lat temu w jakimś chyba lumpeksie czy jakimś tego typu sklepie za złotówkę, a tego się, uwaga, sprzedało w latach dziewięćdziesiątych w Polsce i mówię o oryginalnych kopiach, czyli nieoryginalnych pewnie myślę, że 2 razy więcej, 3 miliony. Takie to były wtedy liczby. Dzisiaj to jest jakaś niewyobrażalna liczba dla chyba jakiegokolwiek nośnika popkulturowego. Więc jakby dzisiaj ta kolekcja obejmuje takie ciekawostki. Mam jakieś swoje też oczywiście ukochane filmy. Z jednej strony polską klasykę, czyli nie wiem, Misia czy tam Rejs bo one się też zaczęły szybko ukazywać na kasetach przez legalnych polskich dystrybutorów, ale też jakieś właśnie perełki, które przed laty jakby mnie zachwycały w jakimś tam sensie, a dzisiaj do nich wracam, czyli właśnie pierwsze filmy tam z Sylvestrem Stallonem czy z Arnoldem. Też mam kilka właśnie kaset z teledyskami, tak jak mówiłem już, które się nagrywało z tej MTV jeszcze zagranicznej, nie polskiej. Dzisiaj ta kolekcja bardziej się opiera na takich różnych perełkach, chociaż też trudno, jakby tych kaset wciąż mimo wszystko jest na rynku taka ilość, że trudno mi by było zbierać wszystko. Chociaż i tak już mam magazyn wynajęty, więc już nie chcę wiedzieć, ile tych rzeczy mam. Ale mam jakiś na przykład boks, Gwiezdnych wojen, tych takich pierwszych w sensie pierwszych nakręconych, wydanych na VHS-ach. Więc raczej dzisiaj to się opiera na takich perełkach.

Jeśli chodzi o ceny kaset, to jakby samo kupno kasety dobrej takiej właśnie, nie wiem, jak Panasonic, JBC, żeby sobie samemu coś nagrać było relatywnie drogie, bo możemy kupić, nie wiem, w Pewexach, w Baltonach. Można było oczywiście kupić jakieś tańsze egzemplarze typu Rax, to chyba była turecka firma. Nawet Stilon robił chyba na taśmach BASFA, więc one nie były takie złe, te kasety. Ale oryginalne kasety to w ogóle były dużo droższe. I tak samo były drogie, znaczy jeszcze droższe dla wypożyczalni. Bo trzeba pamiętać oczywiście, że kasety dostępne dla wypożyczalni kaset wideo, jakby trochę inne prawa wchodziły dystrybucyjne i one były droższe. I były niedostępne normalnie na rynku. I tutaj znalazłem taki przykład z 1988 roku, który może pokaże, co to znaczy, że one były drogie. W magazynie „Pan”, był taki magazyn poradniczo-hobbystyczny „Pan” polecam sobie znaleźć to w Internecie. Tam trochę erotyki, ale ogólnie to bardzo, bardzo ciekawe czasopismo. I tam była taka rubryka „Wideo gra”, którą prowadził zresztą Adam Halber, czyli tata pisarki Małgorzaty Halber. I on tam pisał, że cena kasety w kupnie dla wypożyczalni to jest 148000 zł wtedy, a wypożyczenie kosztowało 750 zł. I bardzo łatwo wyliczyć, że ona się zwracała po 200 wypożyczeniach, co jest strasznie dużo, bo pamiętajmy, że ten nośnik przy każdym odtworzeniu, przy każdym przewijaniu, a trzeba było przewinąć kasetę, jak się udało do wypożyczalni, bo inaczej się płaciło karę, traci na jakości. Więc wyobraźmy sobie, jak po 200 wypożyczeniach, jaka to musiała być jakość, a dopiero wtedy właśnie ta kaseta zaczęła się zwracać. Więc to było relatywnie drogie medium. Ale to też to powodowało, że tak rozrosło się właśnie piractwo, bo nawet w latach osiemdziesiątych jeszcze powstawało wiele wypożyczani, które po prostu miały egzemplarze tylko pirackie. Ja pamiętam, miałem kiedyś taką, jeśli można to nazwać chorobą, taką przypadłość, że oglądałem namiętnie stare Magazyny 997 jeszcze nie z Michałem Fajbusiewiczem, a jeszcze z Płócienniczakiem – pierwszym, który prowadził program. No i tam na przykład jak są jakieś odcinki pokazujące nam bandziorów gdzieś w wypożyczalni, to jest taki przykład wypożyczalni, gdzie są same przegrane kasety. Znaczy, nie ma żadnego oryginału. I to widać po prostu w tle, bo stoją takie kasety jak ta. Tak nie wyglądały oryginały. Ale to właśnie przyczyną tego było między innymi to, że po prostu te kasety były naprawdę drogie, znaczy relatywnie drogie. Oczywiście było taniej, nie wiem, możliwe, chociaż nie, no chyba taniej było pójść do kina. Ale mimo wszystko to jednak na początku te kasety jak wchodziły, to nie były takie tanie rzeczy. Dlatego właśnie ludzie po prostu też przegrywali. Korzystałem i też taka ciekawostka, że nie tylko puszczano filmy z kaset VHS w kinach, ale też dla tych, których nie było stać na magnetowid, bo już kasety mówiłem, że były drogie, ale magnetowidy były bardzo drogie, wtedy w latach, pod koniec lat osiemdziesiątych i to też do kupienia tylko praktycznie w Pewexach, chyba że ktoś przywiózł tam, nie wiem, z NRD, więc wtedy dopiero one zaczęły trafiać do mieszkań. I były takie opcje wypożyczenia magnetowidu po prostu nawet z telewizorem chyba, znalazłem takie ogłoszenia, można sobie było wypożyczyć na tydzień. Było jakieś takie prywaciarze, którzy po prostu mieli kilka egzemplarzy, można było sobie taki magnetowid wypożyczyć i nie wiem, poudawać, że to swój albo po prostu nadrobić i obejrzeć wszystkie części Rambo i tam innych filmów. Ale tak, takie sale z pokazami z VHS-ów były i co ciekawe, najczęściej to po prostu polegało na tym – ja pamiętam takie w domu kultury w moim mieście była sala kinowa. Słuchajcie, była taka scena, gdzie normalnie z tyłu był ekran, ale na tej scenie jest tam magnetowid i stał normalny telewizor, taki po prostu już nie wiem, czy tam rubin wtedy taki radziecki, ale jakaś taki ogromna kolubryna ważąca tam 25 kilo albo i więcej, bo rubin to warzył 50 ponad. I normalnie w kinie z magnetowidu leciał film. Więc takie były pokazy w Domu Kultury w kinie Millenium w Słupsku. Już niestety teraz zamienionym na wielki sklep i to jest dramat. No ale to już nieistotne.

W takim kinie słynnym bardzo, bo to chyba było pierwsze stereofoniczne kino w Polsce. Ono stało na rynku, ogromne kino. I tam z boku była nawet specjalna sala, która nazywała się Anna i tam były pokazy „Wideo Rama”. Pokazy właśnie filmów z VHS-ów. I to było normalne, że one nie były wyświetlane, tak jak z taśmy filmy się wyświetlało w kinie, tylko po prostu stał telewizor na scenie. Co ciekawe też, ja na takim pokazie nie byłem, żałuję, ale też w moim rodzinnym mieście wiem, chociaż nie tylko, bo też szybko zaczęły się pojawiać kluby miłośników VHS, więc oni organizowali sobie pokazy w jakichś tam świetlicach. Na przykład na takich pokazach filmy często czytali też jacyś po prostu maniacy filmowi. Takim był chociażby Tomasz Beksiński, który na organizowanych pokazach czytał na przykład tłumaczone przez siebie Bondy i na żywo czytał. Więc jakby taka ciekawostka. Ale a propos tych pokazów z kaset, nawet taki urządzano mojej miejskiej komendzie już wtedy policji, bo ona się chyba już zmieniła z milicji na policję. Tam mieli jakąś taką swoją świetlicę i tam też urządzali pokazy po prostu dla dzieciaków. Co ciekawe pokazy z nielegalnych kopii, więc to w ogóle jakiś absurd. Ale tak jak mówię, wtedy jakoś chyba nawet policjanci się tym niespecjalnie przejmowali. Więc tak, były w wielu kinach takie pokazy kina po prostu VHS, bo też jakby właściciele szybko zobaczyli, że ludzie chcą po prostu taki film oglądać i te bilety były zazwyczaj tańsze. No i tak jak mówię, jakością się nikt specjalnie nie przejmował. To też wyobraźcie sobie w kinie oglądanie z telewizora, jakby też nie za bardzo było co słychać. Już nie mówię, że to było widać, a ja chyba tak widziałem Rambo, chyba w Domu Kultury w Słupsku. Ale ta jakoś wtedy nie miała jakoś kompletnie znaczenia dla nas. Trochę tak, to znaczy trochę rozwój rynku VHS wiązał się z upadkiem w pewnym sensie telewizji. To też oczywiście jest szerszy problem czy zjawisko, bo telewizja była kojarzona oczywiście z panem w mundurze, który czytał Dziennik Telewizyjny. Więc telewizja się też zmieniała, ale oczywiście nie nadążała ze zmianami rynku filmowego. Z jednej strony telewizja starała się wtedy pokazywać ciekawe kino, chociażby artystyczne, ale tam brakowało takiego kina, jakie my chcieliśmy oglądać, czyli po prostu właśnie jakiegoś mięśniaka, który biega i strzela do swoich wrogów i zabija tam 150 osób na minutę. Albo dziewczyny chciały oglądać jakieś właśnie Patricka swojego tańczącego. Chociaż ja też przecież oglądałem ten film, tam chłopaki też oglądali, chociaż się rzadko przyznawali chyba do tego. Ale jakby te zmiany były szersze. I też właśnie pamiętajmy, że młodzi ludzie jakoś wtedy, może poza niektórymi takimi serialami, które oglądaliśmy, to nie za bardzo było co oglądać w telewizji. Znaczy ja jeszcze pamiętam jakiś agrobiznes, jakby takie rzeczy. Oczywiście zaczęły wchodzić jakieś programy „Mann do Materna” na przykład, czy właśnie jakieś seriale, Twin Peaks chociażby przecież w Polsce był szybko pokazywany po światowej premierze, tam później to już były jakieś serie typu Beverly Hills 90210 i tak dalej. Więc jakby trochę ta telewizja zaczęła młodych ludzi przyciągać. Ale mam wrażenie, że tak jak dzisiaj też, młodzi ludzie nie oglądają telewizji, oglądają streamingi i oglądają Internet. Wtedy też raczej telewizja się nie kojarzyła z czymś fajnym dla młodych ludzi, bo po prostu tam niewiele co było do oglądania. Też pamiętajmy, że przez pół dnia… Znaczy były dwa programy – to też warto pamiętać. Przez pół dnia była jakaś telewizja edukacyjna, więc jakby niewiele się działo. A VHS miał tą przewagę, że możesz sobie obejrzeć co chcesz i kiedy chcesz. To też było ważne. Telewizja – jakby leciał serial. Dlatego też takie zjawisko słynne z PRL-u, że jakby na najciekawszych seansach telewizyjnych to po prostu pustoszały ulice, bo nie było możliwości tego obejrzenia jeszcze raz, na przykład Kobry albo serialu, bo też nie było później wiele razy to powtarzane. Po prostu trzeba było obejrzeć jakby na żywo w telewizji. A VHS miał właśnie ogromną przewagę, że mogłeś sobie po prostu umówić się z kolegami, z koleżankami, obejrzeć, kiedy chcesz, w jakich warunkach chcesz i co chcesz i sobie cofnąć.

Moje doświadczenia z własnym nagrywaniem to pierwsze wujek Mirek, który nagrywał rodzinne uroczystości. I do dzisiaj mam kilka takich perełek, które znalazłem. To były takie dwie jakby gałęzie ludzi – niektórzy to starali się robić profesjonalnie, a niektórzy po prostu odpalali kamerę. Wtedy jakby taka kaseta, która miała 240 minut, można było po prostu 4 godziny bez przerwy nagrywać, jak cała rodzina je kotlety, ogląda telewizję. Albo właśnie to jest bardzo ciekawe, że na VHS-y bardzo często ludzie nagrywali chyba nieświadomie, jak też ludzie siedzieli i w tle leciał film z VHS-u. Ja mam takie nagranie, oglądamy tam chyba z kuzynami Wojownicze Żółwie Ninja na VHS-ie. A nagranie z kamerą z VHS to właśnie wujek Mirek, który chodził i nagrywał. Więc z jednej strony to ja sam już mam takie doświadczenia, że ja nagrywałem filmy swoje i teledyski. Znaczy to może za dużo powiedziane, ale były to takie próby, teledyski gdzieś tam w domu do takich podkładów, oczywiście puszczane z magnetofonu i próby filmowe, bo jakby bardzo mnie wtedy kino zafascynowało. Chciałem być scenarzystą i jakby wejść, mówię tutaj o połowie lat dziewięćdziesiątych. Więc kupiłem sobie taką kamerę, ona już wtedy nie była – bo były kamery na normalne kasety VHS takie duże, takie klasyczne, ale były też na mniejsze kasety, które się później, co ciekawe były takie mniejsze, to chyba były SVHS, one były na podejrzewam, że mniej niż połowę tej kasety, ale były takie ciekawe „kasety matki” tak zwane, które były VHS-ami i w nią się wkładało tą małą kasetę. Można było normalnie na magnetowidzie to odpalić. I ja taką kamerę sobie kupiłem, wydałem na nie pieniądze zarobione przez całe 2 miesiące wakacji i to kupiłem gdzieś tam w jakimś komisie. I to też śmieszne, bo później zobaczyłem, że to jest dokładnie taka kamera, jak nie wiem, czy pamiętacie Powrót do przeszłości i Marty McFly, czyli Michael J. Fox. Jest taki moment, kiedy on filmuje kamerą jakieś tam już nie pamiętam co i to jest kamera JBC taka bordowa. Ja dokładnie taką samą kamerę też mam jeszcze do dzisiaj, bo jej nie wyrzuciłem, bo stwierdziłem, jak zobaczyłem, że jest w Powrocie do przeszłości, to już na pewno tego nigdy się nie pozbędę. Zresztą działa do dziś. Więc ja próbowałem już rejestrować jakieś takie ambitne rzeczy. To też jakby kolejny ciekawe taki ruch, który się wtedy rozwinął, że bardzo kino amatorskie się rozwinęło. Wtedy była masa festiwali kina amatorskiego. Ja pamiętam, że brałem w wielu, wielu udział, bo się właśnie wysyłało kasetę, to też trzeba było iść na pocztę i wysłać taką kasetę VHS, a tych festiwali było masę, więc tych kaset trzeba było kopiować oczywiście w domu, pożyczyć od kolegi magnetowid. Oczywiście przy każdej kopii to też traciło na jakości, ale jakby to już było mniej istotne. I pamiętam, że był taki duży ruch kina amatorskiego, zresztą chociażby tak jak kultowa grupa Sky Piastowskie, to pewnie niektórzy kojarzą, taka jedna z najważniejszych chyba takich szalonych grup filmowych lat dziewięćdziesiątych, to zaczynali oczywiście na VHS-ch. I była masa takich konkursów, gdzie się po prostu wysyłało kasety VHS. Ja pamiętam, że też wtedy założyłem z bratem taką wytwórnię, Niezależną Wytwórnię Filmową Torba i żeśmy jako ta wytwórnia po prostu wysyłali na festiwale. Nawet jakąś nagrodę gdzieś dostali. Ale też dostaliśmy na przykład odpowiedź, że nasz film nie wejdzie do konkursu, bo to jakaś taka głupia komedia była krótka, bo jurorzy nie podzielają poczucia humoru twórców, bo wtedy chyba za bardzo absurdalnie żeśmy pojechali. Ale to też był taki ciekawy ruch amatorski, bo po prostu ludzie zobaczyli, że mogą. Oczywiście tak jak mówię, jakość tych filmów nie była pewnie najlepsza, znaczy nie wszystkich, bo tam się zdarzały perełki, ale to trochę nie ma znaczenia. Chodziło o to, że sami możemy sobie nagrać to, co chcemy. I oczywiście z jednej strony chcieliśmy być oryginalni i wymyślaliśmy jakieś takie absurdalne filmy, a z drugiej pamiętam, że jakieś tam swoje wersje Wściekłych psów pisałem coś tam, jakieś koszmary po prostu wymyślałem sensacyjne amerykańskie, się pasjonując kinem amerykańskim. Ale taki ruch amatorskiego kina, który bardzo się rozwinął właśnie dzięki kulturze VHS-ów też na pewno warto podkreślić w latach dziewięćdziesiątych.

Ale tam w tych przeglądach filmowych, to znaczy niektóre się nazywały festiwalami, niektóre konkursami, bo tam często były nagrody. Tam był na przykład taki jakby festiwal czy konkurs, nie pamiętam jak się nazywał, ale taki słynny w klubie Burdl, taki słynny klub młodzieżowy w Gdańsku. I tam nagrodą był na przykład chyba montaż czy kilka godzin w profesjonalnym studiu właśnie Studio Video Gdańsk, więc takie nagrody też były tam. Częste były jakieś takie pierdoły typu kasety, coś tam, ale zdarzały się nagrody. I też zdarzało się, że w tych jury konkursu, bo to były takie konkursiki, ale też poważne jakieś konkursy w Zamościu, pamiętam… Nie w Zamościu – w każdym razie były takie konkursy amatorskiego kina, gdzie też w jury zasiadali poważni reżyserzy twórcy filmowi. Więc to była nie tylko taka zabawa dla po prostu głupków z podwórka ze Słupska, tylko tam naprawdę czasami działy się jakieś takie bardzo ciekawe rzeczy z poważnymi ludźmi. Znaczy te filmy takie nagrywane w domowych właśnie z jakichś tam urodzin, nie wiem, wesel czy tam… Ja mam taki, to jest chyba pierwszy dzień świąt nagrany. Znaczy to było takie, że to była czysta zabawa, znaczy w wielu przypadkach, bo pewnie byli ludzie, którzy jak się nagrywało wesela, to się później to oglądało. Oczywiście to zazwyczaj był koszmar, bo na przykład nagrywało się 4 godziny i to trzeba było oglądać, jak się wszyscy po prostu upijają po kolei, więc to musiało być koszmarne. Ja takiego z wesela nie pamiętam na szczęście. Ale to co ja mówiłem, że tak u mnie jak wujek nagrywał, to po prostu dla zabawy. No wiecie, to była radość z tego, że właśnie mam kamerę i mogę sam sobie zarejestrować, to też pewnie trochę można to trochę głębiej podciągnąć. Nie wiem, czy to na siłę robię, ale pamiętajmy, że to było zaledwie kilka lat po tym, jak takie rzeczy były niemożliwe, bo po prostu żyliśmy jakby w realnym socjalizmie, więc wtedy nie mógł sobie każdy wziąć kamery, chodzić po ulicy, kręcić co chce. Dzisiaj na przykład jest masa też filmów, w Internecie można zobaczyć, jak ludzie kamerami VHS po prostu kręcą ulicę miasta na przykład lat dziewięćdziesiątych i osiemdziesiątych To są przepiękne rzeczy, bo one są oczywiście amatorskie, ale pokazują rzeczywistość wtedy. To po prostu są ludzie. Wiecie, ja do tej swojej książki oglądałem masę takich filmów, że na przykład ktoś jedzie samochodem i z samochodu kręci ulicę przez na przykład pół godziny, jeżdżą sobie po Białymstoku. Jest podpisane Białystok 1992 rok, ulica jakaś tam. Nic się tam nie dzieje, ale jakby to są bezcenne materiały, tak jakbyś archiwalne materiały znalazł jakieś dokumentalne. Nie wiem, są archiwalne materiały na przykład z II wojny światowej, jakby kręcone gdzieś tam w różnych miastach, to to jest taki unikalny jakby zapis tamtejszej rzeczywistości, którą telewizja nie robiła, bo po co? A ludzie po prostu sobie kręcili po to, żeby sobie kręcić. I na szczęście tego nie wyrzucali, bo dzisiaj i polecam widzom sobie czasami poszukać ze swoich miast. Ja tak właśnie z rodzinnego na przykład Słupska przypominam sobie tamte czasy, to, jak odpalam gdzieś w sieci takie filmy, to po prostu dokładnie się przenoszę jeden do jeden do tamtego czasu i to są perełki. Ale czy był w tym jakiś zamysł głębszy? W większości nie sądzę. Po prostu czysta zabawa z tego, że można po prostu kręcić, co się chce i gdzie się chce.

Wypożyczalnie kaset wideo to jest bardzo ciekawa jakby część tego zagadnienia VHS-owego, bo one się pojawiły bardzo szybko w naszej przestrzeni. Chociaż na początku, czyli drugiej połowie lat osiemdziesiątych ten rynek jakby dopiero się rodził. Najpierw były to jakby oficjalne państwowe wypożyczalnie, bo też była taka sieć i było tam chyba tylko kilkadziesiąt. I znalazłem takie informacje, że na początku na przykład było oryginalnych filmów dostępnych 80, więc wyobraźmy sobie jaka to ogromna liczba i z tego chyba było tylko kilka zagranicznych. Myślę, że może dobry kinoman to by w ciągu tygodnia to obejrzał wszystko. Ale mówimy tu oczywiście o legalnych. I to, żeby otworzyć wtedy, to trzeba było mieć papier od jakiegoś, nie pamiętam, już jakiejś polskiej instytucji, która się tym zajmowała, dystrybucją filmów i nie było to wcale proste. Ale jak nie było proste, to można było, tak jak wspominałem, pana, który otworzy po prostu w domu wypożyczalnie. I te faktycznie wypożyczalnie zaczęły pod koniec lat osiemdziesiątych rosnąć jak grzyby po deszczu, jak to się mówi. Ale w pewnej mierze były to wypożyczanie nielegalne. Ale zaczęły jakby się otwierać i pojawiać wszędzie. Ja pamiętam kilka takich już jakby normalnie działających w swoim rodzinnym Słupsku. Ale jak zagłębiając się w ten temat, to znalazłem wypożyczanie, które były na przykład gdzieś w szatni w restauracji. Taka była w słynnej restauracji Lotos, zresztą do dzisiaj czynnej w Warszawie, od lat chyba siedemdziesiątych jest ta restauracja. I tam w szatni normalnie działała wypożyczalnia. Znalazłem bohatera, który prowadził gdzieś tam w piekarni, gdzieś tam w piwnicach ludzie otwierali wypożyczalnie czy gdzie się dało. To nie miało znaczenia w zasadzie, gdzie. Chodzi o to, żeby się zmieściło kilkadziesiąt czy kilkaset kaset i tyle. Więc te wypożyczalnie otwierały się wszędzie. Oczywiście była też, i to już bardziej wchodzimy w lata dziewięćdziesiąte, ludzie zaczęli bardziej pilnować tego, żeby to było wszystko legalne i otwierać normalne, profesjonalne wypożyczalnie, gdzie kupowali filmy do tego przeznaczone oryginalne. I proszę, warto powiedzieć, że ten bum, który relatywnie nie trwał chyba długo, myślę, że to nawet nie była cała dekada, to było pewnie tak pierwsze pięciolecie lat dziewięćdziesiątych, taki największy bum kaset VHS, to w swojej książce pokazuje historię takiej pary właśnie z rodzinnego Słupska, którzy otworzyli na początku lat dziewięćdziesiątych wypożyczalnię. I tam była nauczycielka i mąż, ale raczej jakby ludzie wykonujący takie zwykłe, powiedzmy w cudzysłowie, zawody i oni w ciągu miesiąca działalności wypożyczalni zarobili, nie, w ciągu dnia potrafi zarobić więcej niż przez miesiąc niż na swoich normalnych pracach wcześniej. Więc ten bum… Później do tego doszło jeszcze u nich jakby też taki charakterystyczny, popkulturowy fenomen pierwszych lat dziewięćdziesiątych, czyli kasety magnetofonowe. No ale jakby wracając do VHS-ów. Więc zaczęli prowadzić tą wypożyczalnię i bardzo szybko zobaczyli, że to przynosi naprawdę duże pieniądze. To może przynieść duże pieniądze. No oni mi opowiadali, że na przykład były takie weekendy, że zostawało im z kilkuset do wypożyczenia kaset na przykład 20 tylko na półkach, więc jakby wyobraźmy sobie jaka to była… Tak jak mówiłem, że te kasety były relatywnie drogie, to jednak to się opłacało i ludzie faktycznie wypożyczali cokolwiek, mówiąc tak kolokwialnie. Więc ten rynek wypożyczalni przeżywał boom i tych wypożyczalni było pełno. I myślę, że każdy z mojego pokolenia i starszych to na pewno pamięta na swoim osiedlu przynajmniej kilka. Moją taką wypożyczalnią najważniejszą to była właśnie w Domu Kultury, tam, gdzie były też pokazy u góry, właśnie te z magnetowidów. To była wypożyczalnia Pako. Co ciekawe, po latach odkryłem, że jedno z czasopism zajmujących się rynkiem VHS-ów, bo też warto powiedzieć, że w latach dziewięćdziesiątych zaczęło się ukazywać masę czasopism, które zajmowały się rynkiem VHS. Tu mam takie chyba najbardziej popularne z Cinema Press Video z jednym z gwiazdorów z tamtych lat, Lorenzo Lamas. Nie wiem, czy ten człowiek jeszcze w ogóle coś kręci, jak kręci, to już chyba filmy, których naprawdę nikt nie chce oglądać, ale wtedy był gwiazdą kina klasy B. I to było po prostu czasopismo, które jakby prezentowało to, co się wydaje na kasetach video. Tam były też wywiady, jakby teren był tak duży, że tam nie było jakichś pierdół. To było normalne, profesjonalne czasopismo. I inne czasopismo lat dziewięćdziesiątych organizowało, bo też organizowano na przykład konkurs na najlepszą wypożyczalnię, ale też organizowano konkurs na najładniejszą prowadzącą wypożyczalni. I co ciekawe, znalazłem informację, że pani prowadząca moją wypożyczenię właśnie wygrała taki konkurs i faktycznie sobie przypomniałem, że pani była bardzo ładna, ale też, co bardzo ważne, znała się na filmach. Bo to był też ciekawy aspekt tego całego rynku VHS-owego, że do wypożyczani chodziło się nie tylko po to, żeby wypożyczyć jakąś strzelankę czy jakiś erotyk wyciągnięty zza zasłonki. Bo trzeba pamiętać, że wypożyczalnie wyglądały tak, że był podział filmów. Tak jak tutaj za mną widzicie postawione filmy, to byłby napisy na przykład obyczaje, kryminał, nie wiem, westerny i podzielone filmy. Oczywiście nie można było wypożyczać w takich oryginalnych kasetach, tylko dostawało się jakby zastępcze opakowanie do tego, więc oryginał zostawał w wypożyczalni. I była też taka specjalna zawsze jakaś za firanką albo gdzieś z tyłu taki regał z filmami erotycznymi, one też były oczywiście bardzo popularne wtedy.

Zazwyczaj też oczywiście były jakieś tam plakaty w tej wypożyczalni wisiały. Były też tak zwane „standy”, czyli po prostu bohaterowie wycięci z kartonu. I pamiętam, że tam stał właśnie jakiś taki chyba Sylvester Stallone czy tam, nie wiem, Schwarzenegger, taki „stand”. Więc te wypożyczanie były o tyle ważne, że tam też się chodziło pogadać o kinie, bo zazwyczaj ci prowadzący wypożyczalnie to się na tym kinie po prostu znali, bo sami też oglądali masę tych filmów. Zazwyczaj też w wypożyczalni gdzieś stał w rogu telewizor i magnetowid, i cały czas coś tam leciało. Więc faktycznie można było tam sobie w wypożyczalni pogadać o kinie. Bo nie tylko ja to mówię o tym kinie klasy B, ale pamiętajmy, że też jakby kino artystyczne szybko weszło na kasety VHS. I pamiętam na przykład mój taki zachwyt nad kinem Jarmuscha i te filmy jego, te wszystkie pierwsze czarno-białe nie tylko też szybko weszły do dystrybucji i wypożyczałem takie filmy też z wypożyczalni. Więc jakby osoba prowadząca wypożyczalnię była bardzo ważna, bo właśnie po pierwsze znała nowości, a po drugie po prostu można z nią było pogadać o kinie. I taką też ciekawostkę pozwolę sobie tu zacytować dwa zdania z mojej książki, co pokazuje, jak można było być profesjonalistą, jeśli chodzi o prowadzenie wypożyczalni kaset video. Bo znalazłem taką informację, że w jednej z wypożyczalni w kasecie klienci znajdowali karteczkę. Karteczka była takiej treści: „W związku z kompletnym zniszczeniem przez czyjś magnetowid początkowego fragmentu taśmy ostrzegam przed oglądaniem od początku. Dopiero po 11 minucie można włączyć wideo bez obawy”. I uwaga, do tego dołączona karteczka, na której było streszczone pierwsze 11 minut filmu przez prowadzącego wypożyczalnię. Więc takie perełki też się zdarzały. Ale mówię, prowadzący wypożyczalnię był bardzo ważny, bo też często było tak, że po prostu na przykład się przychodziło, mówiło, że jakiś wojenny dla ojca poproszę i on mówi, że to „Jest teraz tu Bitwa o Anzio tam z Robertem Mitchumem, polecam”, bo to jest jakaś tam nowość. Także ci prowadzący ta była też taka instytucja i to nie były osoby, które po prostu tam pracowały przypadkowo. Oczywiście to się troszkę później zaczęło zmieniać, jak już wszedł rynek DVD i takie profesjonalne wypożyczalnie. Była taka sieć, pewnie moje pokolenie pamięta, Beverly Hills Video. To była taka już profesjonalna o tyle, że tam można było kupić coś do picia, jakieś chipsy, popcorn. Tam też odbywały się pokazy, spotkania z aktorami, oni podpisywali autografy na kasetach VHS, na jakichś tam zdjęciach. Więc już tam rynek się bardzo szybko jakby sprofesjonalizował. A później się zmienił, to już jakby dochodząc do końca lat dziewięćdziesiątych z powodu wejścia szerokim strumieniem płyt DVD. One w ogóle jeszcze zmieniły, ten rynek VHS jakby wtedy wygasł. Ale na pewno wypożyczalnie to jest takie obok na przykład sklepów muzycznych, które były takim miejscami, gdzie się gadało o muzyce i kupowało płyty. To jest coś, czego mi i myślę mojemu pokoleniu trochę brakuje z tamtych lat, bo dzisiaj te filmy głównie oglądamy przez streamingi, to nam poleca jakiś algorytm w większości, to samo się dzieje z muzyką zresztą. A wtedy naprawdę trzeba było po prostu albo zobaczyć w gazecie, albo się dowiedzieć od znajomego z podwórka, albo pogadać z panem czy panią w wypożyczalni. Też zresztą miałem takie marzenie z bratem, żeby otworzyć teraz wypożyczalnie kaset video. Ale jakoś się nie udało, bo kompletnie teraz znaleźć dystrybutorów niektórych filmów jest bardzo ciężkie. Ale też taką ciekawostkę powiem, że kilka wypożyczalni w Polsce istnieje jeszcze. I one oczywiście już raczej mają DVD i Blu-Ray, ale też tam się zdarzają VHS-y. Wiem, że 2 lata temu istniały. Może już się zamknęły. Wiem, że w Krakowie była wtedy jeszcze 2 lata temu jakaś wypożyczalnia, w Gdyni wypożyczalnia Wojtek, nomen omen. I w Warszawie byłem w wypożyczalni. W Warszawie były dwie: na Ursynowie w Domu Kultury. Ja się nawet do jednej zapisałem, pracując nad tą książką. Nazywa się Tao, czyli trochę jak chińska knajpa, ale to wypożyczalnia. Znaczy wiecie, bo to tak jak kiedyś to prowadzili pasjonaci, teraz to już w ogóle są pasjonaci do potęgi entej, bo nikt tego praktycznie nie wypożycza. Ja pamiętam, że wypożyczyłem w tej wypożyczalni, do której się zapisałem 2 lata temu film, to zapłaciłem chyba tam 7 zł za tydzień, więc ten człowiek nie zarabia nic. Ale jak z nim rozmawiałem, on po prostu ma to otwarte kilka godzin dziennie, on sobie tam schodzi, chowa się pewnie przed żoną w swoim składziku z kasetami, znaczy z płytami, ale kasety ma też schowane i ma cały katalog i po prostu przychodzą znajomi i sobie gadają, gadają o filmach. Więc dzisiaj to jest taka mała grupka pasjonatów.

Ale mam wrażenie, że ten rynek VHS oczywiście nie jak, powiedzmy na przykład płyty winylowe, które wróciły w wielkim stylu i zresztą bardzo dobrze, w jakimś takim drugim obiegu żyje. I tak jak pewnie ludzie interesują się popkulturą, głównie z Gdańska, bo stamtąd pochodzi człowiek, który wymyślił VHS Hell, czyli taką platformę, która organizuje pokazy kina po prostu z kaset wideo i to pokazy z czytaniem na żywo. I pamiętam, że jeszcze przed śmiercią zdążył parę razy na tych pokazać czytać Tomasz Knapik, więc jakby tam czytają profesjonalni lektorzy albo też improwizują czasami. To też jest świetna zabawa. I oni organizują pokazy filmów na różnych festiwalach. Wiem, że w Gdyni też na jakimś festiwalu był taki dzień, że pokazywali filmy z VHS-ów. Oni się specjalizują w takim kinie już naprawdę klasy X, jakieś takie horrory o żabach tam wychodzących po prostu z głów i tak dalej. Ale jest to fantastyczna przygoda. I też działają takie małe kina. Wiem, że w Warszawie jest takie kino Amondo, gdzie można wynająć salkę z kasetami VHS. Nie wiem, czy coś takiego jest w Łodzi, ale myślę, że pewnie gdzieś w Łodzi też są wariaci, którzy organizują pokazy z kaset VHS. Ja właśnie wyrosłem na tym kinie takim klasy, znaczy z jednej strony na kinie klasy B, czyli tych wszystkich Commandach, Rambach i tych no, nie powiem koszmarach, bo to niektóre te filmy, pierwszy Rambo uważam, że to jest doskonały film. Naprawdę. Terminator pierwszy zresztą też. Później już może z niektórymi seriami było gorzej, ale bardzo pamiętam właśnie te filmy. Troszkę mniej ja oglądałem, chociaż wiem, że byli maniacy tego, kino karatecy. Wiem, że z Brucem Lee niektórzy filmy oglądali tam po 80 razy. Ja to jakoś tak filmy karateckie, jak to się wtedy mówiło, to tak średnio pamiętam. Z takich filmów na pewno ważnych, takich młodzieńczych to Niekończąca się opowieśćPowrót do przyszłości właśnie, który gdzieś tam katowaliśmy na VHS-ach. Z jeszcze jakby kolejnej strony właśnie to kino artystyczne, które też dzięki VHS-om jakby do mnie dotarło, czyli tak jak wspominałem, pierwsze filmy Jarmuscha Nieustające wakacje, które sobie nagrywałem na przykład z telewizji i później jeszcze raz oglądałem. Więc jakby to kino artystyczne na szczęście też było przemycane. Z jeszcze kolejnej strony przez tatę miałem wpajane właśnie kino wojenne, więc wszystkie tam Tylko dla orłów i właśnie Bitwa o Anzio, to to mi się bardzo podobało. Te filmy faktycznie wtedy naprawdę były robione z takim wielkim rozmachem. A jeszcze też myślę, że warto chociaż wspomnieć, to jakby VHS-y wtedy uczyły młodych ludzi erotyki. I ja pamiętam swój pierwszy erotyczny film wypożyczony z kolegami, a żeśmy cali byli zdenerwowani i pamiętam, że się trzymało. Oczywiście to nie było porno, tylko to był erotyk, tam w ogóle nawet nie było scen żadnych jakby w parach, po prostu tam się ktoś całował, tylko jakieś piersi było widać, dzisiaj to koszmarne. Wiem, że ja zobaczyłem jakiś film, jodłowanie chyba, coś tam, jakiś bawarski, pracując nad tą książką i się zastanawiałem, co my tam żeśmy widzieli erotycznego. No ale wiecie, dla chłopaków w podstawówce, jak mają tam, nie wiem ile tam lat – 13 – to wypożyczenie takiego filmu to było wydarzenie. Pamiętam, że żeśmy losowali, kto z nas pójdzie do wypożyczalni, bo to przecież był strach, że tam nie wypożyczy albo coś. No i kolega wylosował, ale pani mu dała. No ciekawe. No i właśnie tylko nie wiem, dlaczego wziął te bawarskie jakieś koszmary. No nie dało się tego oglądać, ale no i tak to było wydarzenie. Więc tak, to kino VHS myślę, że moje pokolenie ukształtowało, tak samo jak wszystkie na przykład filmy z Indianą Jonesem. One też leciały w kinach, tylko z dużym opóźnieniem. Pojawiały się czasami w telewizji, ale na VHS-ie to można było po prostu katować godzinami. I wiem, że byli ludzie, którzy oglądali właśnie chociażby Wejście smoka 80 razy. Ale też jakby ja, to ja mówię o sobie, ale bardzo popularne było też wśród dziewczyn i kobiet takie kino obyczajowe, bo takie filmy też wtedy były bardzo popularne na VHS-ach. Więc też były właśnie dziewczyny, które Dirty Dancing oglądały tam 25 razy. Chociaż takich facetów też znam. Ale moje to z jednej strony właśnie takie kino klasy B, chociaż tej raczej lepszej próby, bo pamiętam, że oczywiście oglądałam, nie wiem, seria Amerykański ninja z Michaelem Dudikoffem, też taką gwiazdą kina klasy B, ale już wtedy tak widzieliśmy, że to chyba nie jest wybitne kino, że coś tu jest nie halo. To bardziej jak wchodziły takie filmy jak na przykład pierwszy Rambo, który jednak się troszkę różnił od tych takich po prostu produkcyjniaków tam z Lamasem czy z Michaelem Dudikoffem. Więc na pewno jakby kultura VHS troszkę ukształtowała, nawet nie trochę, bardzo mnie filmowo, bo się wtedy też jakoś rzadko chodziło do kina, bo chyba dla młodych ludzi poza takimi właśnie amerykańskimi filmami, to jakoś nie pojawiało się za bardzo takie obrazy, które by nas jakoś szczególnie interesowały. Chyba takim pierwszym filmem, który mnie przejął, to były Psy oczywiście, ale to z powodu jakby takiej całej otoczki, tych tam przekleństw, kontrowersji i tak dalej. To jakby przełomowego kina gangsterskiego w Polsce. Ale tak to raczej kształtowała, myślę, moje pokolenie kultura VHS.

Do wypożyczalni najpierw się trzeba było zapisać, wyrobić sobie kartę. Ja kilka takich kart mam w swoich zbiorach i myślę, że na wystawie pewnie będzie można je zobaczyć. No nie mówię o swoich, tylko w ogóle karty, bo to była bardzo ważna część jakby w swoim portfelu, czy w szufladzie. W każdej wypożyczalni dostawało się karty ze swoim numerem, no były czasami karty takie właśnie jakieś biblioteczne napisane gdzieś na kartce. Czasami były takie już bardziej profesjonalne. Za zalaminowane ta była zazwyczaj nazwa, pożyczanie, jakaś nowa, wypożyczalnia. Nie wiem Barbara albo Pako i tam numer, jak chyba nazwy się nie wpisywało, tylko po prostu był numer. No i trzeba było oczywiście pójść do wypożyczalni, wybrać sobie, co się chce. Zazwyczaj pani albo Pan otwiera taki duży zeszyt i wpisywała tam numer. Wypożyczało się zazwyczaj na jedną dobę. No poza oczywiście weekendem, bo wtedy chyba w piątki nie wiem, czy w sobotę było czynne, nie pamiętam, ale wypożyczało się do poniedziałku i to był chyba trochę droższy. Była zazwyczaj jakaś określona liczba filmów, które można pożyczyć, to nie było tak, że się brało tam 20 filmów i mógłbyś się oglądać jak chcesz to to to już zależało różnie. W mojej wypożyczalni chyba było do 5, można było na raz pożyczyć i to było na dobę, czyli znaczy na taką przysłowiową dobę po prostu drugiego dnia trzeba było oddać. Oczywiście zdarzało się, że się przetrzymywało te filmy. Po prostu później trzeba było zapłacić, jakby za te doby, które się trzymało. Pamiętam nawet, że jakiś, ale już nie pamiętam jaki film jakoś gdzieś mi się zapodział. No też oczywiście my sobie później te firmy pożyczaliśmy między sobą i tylko się mówiło jutro oddaj, bo muszę zanieść do wypożyczalni. To dzisiaj też jakoś absurdalnie brzmi i gdzieś taki film zaginął. I pamiętam, że, ale to już w Gdańsku jak mieszkałem do innej wypożyczani przestałem chodzić, bo się okazało, że mam gdzieś tam film, ale już nawet nie wiem gdzie i pani zaczęła do mnie wydzwaniać, że od 2 miesięcy trzymam ich film. Niestety przyznam się, nigdy nie oddałem tego filmu, bo po prostu już sam nie wiedziałem, gdzie on jest. Ale też na szczęście już nie wiem, jaka to wypożyczalnia, więc mam nadzieję, że ona już nie istnieje i to gdzieś tam zeszło do annałów historii. No i co ważne, taka rzecz też śmieszna, że film trzeba było przewinąć do początku kasety oczywiście VHS. Były takie magnetowidy, które same to robiły, takie już lepszej jakości, że jak film dochodził do końca czy kaseta, to po prostu się automatycznie przewijało do początku. Bo za nieprzewiniętą kasetę… Zresztą tutaj nie wiem, czy tu gdzieś nie mam, tak to jest na przykład kaseta, gdzie jest napisane „Przewiń kasetę. Dziękuję”. To jest akurat jakaś prywatna osoba, bo to jest kolekcji prywatnej, ale jakby na kasetach też było podpisane, żeby przewinąć, bo się za to płaciło jakieś tam grosze, ale trzeba było dopłacić, że pani sprawdzała i „O, ta nie przewinięta”. Bo umówmy się, kasetę, żeby obejrzeć od początku, trzeba było przewinąć. To trochę trwało. Więc jak się wypożyczało kasetę i nie była przewinięta, to troszkę można się było zdenerwować. Ale tak, trzeba było oddać przewiniętą, bo to wtedy się mniej płaciło. I też były takie wypożyczalnie, które czasami sprzedawały kasety, jak one już po prostu trochę jakby wyszły z obiegu i tam miały, powiedzmy, parę lat i oczywiście jakość już była też żadna, ale pamiętam, że można było w niektórych rzeczach po prostu kupić takie już, które się nie chciały pożyczać i tak dalej.

Ja tylko zahaczyłem o wypożyczalnie DVD. Jakoś wtedy już bardziej zaczęło mnie interesować kino w sensie seansów w prawdziwym kinie i chodzenie do kina. Chyba już inne rzeczy miałem w głowie i ten nośnik DVD jakoś był dla mnie mniej jakby czarujący, ale z drugiej strony zaczęło się na DVD ukazywać bardzo wiele bardzo ciekawych rzeczy. Na przykład jakieś wersje reżyserskie – nie wiem, mam takiego Blade Runnera na przykład, z jakimiś dodatkami. To jakby przyciągało do DVD, że zaczęły się ukazywać tam rzeczy jakieś na przykład wycięte sceny, komentarz reżyserski. To było w przypadku VHS-u niemożliwe, a na DVD jakby to, co mnie praktycznie przyciągało, jedna z niewielu rzeczy to właśnie, że można na przykład było obejrzeć film z komentarzem reżysera, który komentował poszczególne sceny. I to było ciekawe w tym, co się wydarzyło w DVD. A tak to był po prostu inny nośnik. Oczywiście jakościowo dużo lepsze, to nie ma co jakby mówić. VHS nie jest jakimś wybitnym nośnikiem, tak jak taśma magnetofonowa. No i dużo prostszy jakby też w obsłudze, mniej miejsca zajmował, co pewnie też było istotne, kaseta trochę miejsca zajmuje. Ale tak jak mówię, mnie już raczej ten etap wypożyczenia, to już raczej wtedy, jak chciałem, to po prostu kupowałem filmy DVD i raczej nie wypożyczałem. Dlatego też po tym przejściu na DVD relatywnie wypożyczalnie zaczęły szybko upadać, bo to też przestało być takie drogie. Ludzie raczej jak chcieli coś mieć, to sobie kupowali. Więc jakby ten rynek VHS-ów jak przeszedł na DVD, to trochę mam wrażenie, że DVD jakby ten rynek wypożyczalni po prostu zgasiło. Wypożyczalnie, to jest ciekawa uwaga, że te wypożyczanie faktycznie nie były wszystkie takie same. Po pierwsze, to zależało od osoby prowadzącej, bo byli po prostu ludzie, którzy preferowali jakieś kino i specjalizowali się w tym, i jakby tam się do nich chodziło. Pamiętam taką właśnie w Gdańsku wypożyczalnię na Żabiance, gdzie mieli bardzo dużo kina artystycznego. Właśnie tam chodziłem pożyczać filmy Jarmuscha, ale nie tylko i jakby się specjalizowali w tym, że faktycznie mieli te naprawdę dobre filmy i tam specjalnie jeździłem. Więc z jednej strony mógł to być repertuar. Oczywiście najlepszym sposobem była po prostu ilość, im więcej, to tym wypożyczalnia więcej ludzi może przyciągnąć. Ale zdarzało się, że właśnie swoim repertuarem przyciągały wypożyczalnie. Też zdarzały się takie bardziej przyziemne właśnie rzeczy, że na przykład wypożyczalnie zaczęły przyciągać tym, żeby można było wypić kawę. I nie mówię tu jeszcze o tej wielkiej sieci Beverly Hills Video, tylko wcześniej o takich jakby prywatnych wypożyczalniach, prywaciarzach. Można było zjeść jakieś przekąski. Pamiętam, że znalazłem do książki informacje, że była taka, że nie pamiętam, gdzieś chyba w Gdańsku, taka wypożyczalnia, która miała akwarium z rybkami, takie specjalne duże z jakimś tam nawet żółwiem chyba, żeby przyciągać klientów. Więc takie rzeczy też były. Ale to, co najważniejsze musiało być w wypożyczalni, to po prostu filmy. No i też oczywiście tak jak mówiłem, że na początku jakby ta jakość była taka mało ważna dla ludzi. To też się też szybko zmieniło, bo jakby zobaczyliśmy, jak było w mieście kilkadziesiąt wypożyczalni, czy nawet kilkaset, to jakby ktoś, kto wypożyczał filmy jakości takiej, że nic nie było widać, albo z lektorami, których nie było słychać, to jakby siłą rzeczy szybko tracił klientów. Więc ta jakość też. Ale to tak jak mówię, to dopiero po kilku latach, bo na początku to jakby nie miało znaczenia. Po prostu się oglądało to, co jest. Ale tak, ewidentnie zdarzało się, że wypożyczalnie, szczególnie te lepsze, nie mówię o takich, jakich jak schowane w garażach czy tam w szatni restauracji, to były takie specjalizacje. Ja osobiście nie odczułem tego, bo taka ważna właśnie wypożyczalnia, słynne Pako w Słupsku, która była taką jedną chyba albo nawet największą wypożyczalnią, to ona była na tyle profesjonalna, że jakby tam się te rzeczy złe nie działy i jakby nie zamknięto z powodu… Znaczy ta ustawa wypleniła po prostu jakby nielegalne wypożyczalnie, czyli takie, które powiedzmy właśnie gdzieś w jakichś garażach były, ktoś z domu wypożyczał. Takie wypożyczalnie, które działały normalnie, to one działały dalej, tylko po prostu musiały trochę zmienić swój profil. Oczywiście też nie działo się z dnia na dzień, bo jakby to ludzie się musieli tego nauczyć. To nie było tak, że weszła ustawa i ludzie wyrzucili wszystkie nielegalne kasety, tylko zaczęto je albo chować, albo właśnie mniej wypożyczać i raczej starać się zajmować tymi oryginałami i jakby dystrybuować, a nie po prostu jakieś przegrywane piraty. Więc myślę, że ona na tyle jakby zmieniła. I też sprzedaż kaset, czyli ukróciła sprzedaż nielegalnych kaset na jakichś rynkach, bazarach, na słynnym stadionie w Warszawie, na Jarmarku Europa. Więc jakby to chyba bardziej ukróciło niż działalność wypożyczalni, bo jakby to tylko po prostu musiało zmienić profil. Ale na pewno to uderzyło, bo jakby na nielegalnych pirackich kopiach to na pewno zarabiały wypożyczalnie dużo więcej pieniędzy.

Ja przyznam, że nie korzystałem. Może się zdarzyło, ale też u mnie w rodzinnym mieście jakoś nie było takiego wielkiego bazaru, na którym handlowano takimi rzeczami. Ale wiem, że na Jarmarku Europa oczywiście w Warszawie na stadionie, to tam kwitł taki handel. I na bazarach to w ogóle i w wypożyczalniach też tak było, na przykład z kasetami z muzyką, magnetofonowymi, że można było w sklepie po prostu kupić czystą kasetę i poprosić, żeby pan ci nagrał to, co chcesz. Więc to jest już klasyka po prostu piractwa i to jest nie do pomyślenia dzisiaj, ale to jest, a propos muzyki takie rzeczy się działy. Pamiętam, że u mnie w bibliotece miejskiej normalnie publicznej można było kasetę przegrać po prostu z kolekcji CD, którą mieli, więc jakby biblioteka jakby dystrybuowała piractwo. Było to absurdalne, ale wtedy to dla mnie nie było. Można też było CD w ogóle wypożyczyć. Ale z VHS-ami też było tak, że na przykład przychodziło się właśnie do jakiegoś handlarza na bazarze i on też miał katalog. Były charakterystyczne takie po prostu książki, gdzie tam zazwyczaj długopisem, ale też niektórzy już mieli na maszynie czy tam na jakimś takim wydruku dziwnym, już prawie komputerowym wypisaną kolekcję, bo też nie wszystko mieli ze sobą. Ale jak na przykład mieli kaset, nie wiem parę tysięcy, no to nie wszystko przynosili na sprzedaż. I mówiło się, że zamawiam na jutro to, to i to. I facet przynosił, oryginałów nie przenosił, przynosił po prostu przegrane właśnie Rambo IV albo coś, pokazywał nowości. Więc jakby takie rzeczy też się… Oczywiście to było dużo tańsze niż oryginalne. Wiadomo, bo to wystarczyło kupić właśnie czystą kasetę, nawet nie czystą, z nagranym jakimś właśnie obiadem u babci i można było dać to takiemu handlarzowi, żeby przyniósł na swój, albo oczywiście miał, to trzeba było więcej zapłacić i mógł na drugi dzień przynieść to, co chcieliśmy. Taka ciekawostka, to też mi powiedział kolega, z którym rozmawiałem też do książki, który chodził na Jarmark Europa, że miał takiego swojego sprzedawcę, który mu tam zawsze coś dokładał na kasetę. Jak on prosił na przykład, żeby on nagrał tam jakiś, załóżmy, że tam 4 część Rambo, to dokładał na przykład jeden odcinek Policjantów z Miami. Taki oczywiście przypadkowy, więc bez sensu, gdzieś w ogóle jakiś 25 odcinek tam z 2 sezonu. Ale takie perełki też były albo parę teledysków. Więc właśnie kasety z teledyskami też pamiętam, że się kupowało albo z programami przegranymi właśnie na kasetach i tacy dystrybutorzy też byli. Jeszcze taka ciekawostka, też sobie przypomniałem. To mi też ktoś opowiadał, że w Gdańsku kupował gdzieś na jakimś straganie kasety VHS, na które facet nagrywał koncerty za granicą, jeździł na festiwal, taki słynny festiwal w Danii w Roskilde. I on tam jeździł sobie co roku, brał kamerę VHS, nagrywał całe koncerty i później sprzedawał na swoim. Oczywiście jakość, umówmy się, jaka mogła być, ale mieć taki występ, nie wiem tam, powiedzmy, Pearl Jam z 1990 roku czy coś takiego na VHS-ie to wtedy było wydarzenie. To był dziki czas i takie rzeczy się wtedy działy. Wtedy oczywiście to dla nas nie było nic dziwnego. Dzisiaj myślę, że ci, którzy tego nie znają, młodzi ludzie albo też starsi, bo też warto tak chociażby, myślę, jedno zdanie powiedzieć o tym, że VHS-y to głównie chyba moje pokolenie, znaczy, powiedzmy, czterdziesto-pięćdziesięciolatków. Ludzie dużo starsi raczej tak bardzo nie weszli w ten świat z różnych pewnie powodów. Ale dla mojego pokolenia to był taki bardzo ważny świat i świat popkultury i stworzenie pewnych takich podwalin naszej popkultury, która tak, jakby chociażby ten handel na bazarach w wielu aspektach był absurdalny i dzisiaj absolutnie nie do pomyślenia. Zresztą całe szczęście oczywiście. Ale myślę, że jak młodym ludziom dzisiaj się mówi, że można było zanieść kasetę i na drugi dzień mieć film, a do tego jeszcze odcinek Policjantów z Miami, to mogą się zdziwić. Pozory oczywiście stwarzano, pewnie bardziej po prostu chowano, jak widziano, że idzie straż miejska albo jacyś ludzie. Bo na tych bazarach można było kupić, po pierwsze to się zdarzało, to też tak samo było z kasetami magnetofonowymi, że na przykład było co innego nagranego niż na okładce. Tak się zdarzało często. Albo było to nagrane w takiej jakości, że nie dało się oglądać, albo urwane, albo na przykład na minutę włączał się jakiś inny film. Znaczy było coś pod spodem. Najgorzej, jak to właśnie oglądało się, na przykład jakiś rodzinny film, a tam pod spodem jakieś kino erotyczne, bo tak też się zdarzało. Albo odwrotnie. Czasami były nagrane rzeczy z telewizji z reklamami po prostu, bo nikt się nie przejmował tym, żeby zrobić stop i tam odpalić później na nowo. Oryginalna okładka jest jedna i nikt sprzedający na bazarze nie będzie sobie zawracał głowy, żeby wziąć taką kasetę i pójść do jakiegoś profesjonalnego studia i drukować jakby, nie wiem, 1000 sztuk czegoś takiego. To wtedy raczej było ksero i często czarno-białe, po prostu najtańsza wersja. Chociaż na pewno też się zdarzali, akurat takich nie pamiętam, ale zdarzali się profesjonaliści, którzy próbowali, jak najbliżej być oryginału. Ale ten bazarowy handel opierał się chyba na ilości, a nie na jakości.