Przejdź do treści

Stefan Jabłoński – dyrektor Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Pracę jako inżynier rozpoczął w Polskich Zakładach Optycznych, z których w 1953 roku przeszedł do Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych Prexer, gdzie w latach 1972-1980 pełnił funkcję dyrektora.

Do Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych trafiłem w bardzo ciekawy sposób, mianowicie pierwszy powód to był taki, że byłem zainteresowany powrotem do Łodzi, a drugi powód to byłem zainteresowany, żeby uruchomić w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych celowniki dla wojska. Te celowniki uruchamialiśmy na licencji wspólnie z inżynierami radzieckimi wtedy. Do Łodzi przyjechałem w 1953 roku, przeniesiony służbowo i zająłem się tylko wyłącznie montażem i justowaniem celowników kilku rodzajów dla wojska. Praca w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych bardzo mnie fascynowała, bardzo szybko wciągnąłem się w zagadnienia związane z kinotechniką do tego stopnia, że postanowiłem studia skończyć robiąc pracę dyplomową z mechanizmów przesuwu taśmy. I od instrumentów optycznych przeszedłem do urządzeń kinowych i tak już do końca – nie wymieniając w kolejnych latach nowej dziedziny produkcji, którą Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych rozpoczęto, mianowicie kserografy. Także Łódzkie Zakłady Kinotechniczne tak się złożyło, że po moim przyjeździe do Łodzi, nie z powodu oczywiście mojego tylko wysiłku, ale z powodu wysiłku wielu ludzi zaczęły się bardzo szybko rozwijać. Do takich elementów rozwoju trzeba zaliczyć uruchomienie produkcji obróbki szkła i to robił pan inżynier Rup, który został, że tak powiem ściągnięty z Wrocławia od profesora Bodnara i on się zajmował tą dziedziną produkcji. Ta dziedzina produkcji się szybko rozwijała ponieważ my dążyliśmy do samodzielności, dążyliśmy do tego, żeby obiektywy do naszych urządzeń kserografów i projektorów robić samemu. Oczywiście technologia wykonania obiektywów wymagała różnych specjalności i różnych nowości, to potrafiliśmy też zrobić, jak na przykład powłoki przeciwodblaskowe, które w obiektywach odgrywały olbrzymią rolę, na całym zresztą świecie się szczycono z tego powodu. Projektory zdobyły sobie rynki światowe i dawały nam odpowiednie zyski, natomiast kserografy zdobywały rynki światowe. Jeżeli chodzi o projektory to trzeba powiedzieć, że właściwie były produkowane szerokie, głównie szerokotaśmowe do wszystkich krajów – jak do Turcji, Iranu, Iraku, do Francji nawet były produkowane projektory szerokotaśmowe. Natomiast projektory wąskotaśmowe były produkowane również do tych krajów, ale także w późniejszych latach produkowaliśmy projektory wąskotaśmowe do szkół angielskich. Także eksport nasz oraz wprowadzenie nowej techniki produkcji urządzeń kserograficznych pozwoliło się bardzo szybko Zakładom rozwijać.

Na pewno wszyscy są ciekawi jak wyglądała produkcja wojskowa. Otóż produkcja wojskowa wyglądała w granicach 30% całej produkcji i to są prawdziwe cyfry. Mianowicie w ramach tej produkcji wojskowej robiliśmy celowniki i peryskopy. W momencie kiedy zacząłem pracę w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych w 1950 roku produkowaliśmy wyłącznie tylko projektory i projektory raczej konstrukcji przestarzałej już na owe czasy, i produkowaliśmy urządzenia celownicze. Poza tym robiliśmy na przykład takie – kontynuowaliśmy taką produkcję jak reflektory, jak wiertarki. Bardzo zresztą popularne wiertarki, które były do późnych lat kupowane, ponieważ cechowała je duża moc wiercenia. Natomiast powoli, jak już mieliśmy dobre osiągi technologiczne w zakresie obróbki szkła, w zakresie powłok szczególnie lakierniczych, bo wtedy te rzeczy były bardzo poważnie traktowane, chcieliśmy się rozwijać i powstał pomysł uruchomienia kserografów płaskich. Z produkcją kserografów płaskich było związane kilka różnych przedsięwzięć technologicznych. No taką najtrudniejszą sztuką było wykonanie płyty selenowej. I akurat się tak złożyło, że urządzenia do powłok przeciwodblaskowych posłużyły do wykonania powłok selenowych. Oczywiście ta technologia się zmieniała. Początkowo oczywiście były określone trudności w jakości odbitek, szybko te trudności zostały usunięte – tu trzeba powiedzieć, że to co zawsze się mówiło o załodze Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych, mianowicie pracowali ludzie, którzy byli strasznie oddani swoim zadaniom. I dlatego szybko, nie tylko opanowano produkcję KS2, pierwszego kserografu na format A4, ale przystąpiono do automatu do kserografów KS4, który automatycznie wykonywał proces reprodukcji. No i ciekawostką jest to, że kserograf ten zdobył na targach poznańskich i na targach w Lipsku złote medale za swoją, jak to się dzisiaj mówi innowacyjność, nowoczesność i swoją konstrukcję. No kserografy były produkcją, która dawała rozwój, bo była sprzedawana prawie do wszystkich krajów socjalistycznych i do krajów też kapitalistycznych. Ale również kserografy były sprzedawane – na przykład licencja na kserograf KS2 była sprzedana do Indii, panu Choksiemu w New Delhi. Licencja na kserografy, a właściwie na płyty selenowe, była sprzedana na Litwę. Także kserografy dały dosyć duży impuls do rozwoju Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych czy Prexeru.

Oczywiście nasi konstruktorzy wykazywali niecierpliwością olbrzymią, w związku z tym stwarzaliśmy im warunki do dalszego rozwoju, który polegał na tym, że przystąpiono do konstrukcji kopiarek. Używam słowa kopiarek dlatego, że były fotokopiarki, elektrokopiarki, kopiarki rotacyjne i tak dalej. I za termokopiarkę zarobiliśmy pieniądze i sławę, bo sprzedaliśmy ją do krajów kapitalistycznych, jak to się wtedy nazywało, i zarobiliśmy kupę pieniędzy. Dobry był wynik finansowy na tej sprzedaży, dokładnie sprzedaliśmy do Danii te fototermokopiarki. Następnie mając już trochę pieniędzy, mając tak zwane odpisy dewizowe, mogliśmy sobie pozwolić na zakupienie maszyny do powłok fotopółprzewodzących papierowych. No nikt nie chciał się podjąć tej produkcji papieru fotopółprzewodzącego, związku z tym na Żeromskiego pobudowaliśmy własny budynek, czyli mówiąc własną małą fabrykę papieru fotopółprzewodzącego, a maszynę kupiliśmy z Anglii od Ozalidu. Też nam się udało w szybkim tempie kupić maszynę nie tylko dlatego, że mieliśmy pieniądze z odpisów dewizowych za nasz eksport, ale wiceprezes Ozalidu był z pochodzenia Rosjanin i był bardzo przychylny, że zgodził się na sprzedaż nam w trybie natychmiastowym tej maszyny. Nam zależało na prędkości i się udało. W związku z tym, że wtedy elektrokopiarki były bardzo modne, a papier fotopółprzewodzący miał dobrą rentowność zarabialiśmy dalsze pieniądze i nadal się rozbudowaliśmy, do tego stopnia, że wchłonęliśmy prawie od strony Nowotki wszystkie budynki, od strony Kilińskiego i od strony Rewolucji, także Prexer stał się wielką fabryką, był w środku miasta i miał jeszcze tą ważną cechę w produkcji, w technologii, że mieliśmy własne zasilanie ciepła. Nie mieliśmy żadnych przeszkód na tym odcinku, na co się skarżyło wiele zakładów. Także sytuacja wtedy się potoczyła u nas na wszystkich kierunkach szybko do tego stopnia, że zorganizowaliśmy, bo już było nam za ciasno, nie tylko że przypomnę jeszcze przejęliśmy obiekt przy ulicy Piramowicza, żeby móc podołać zamówieniom produkcyjnym na nasze wyroby, ale zbudowaliśmy wielki oddział w Ostródzie. No więc jeżeli chodzi o produkcję w poszczególnych naszych oddziałach to ona była różna i zależała od sytuacji bieżącej. Z grubsza można powiedzieć, że projektory były zawsze na ulicy Nowotki. Kserografy KS2 na Piramowicza. Na Nowotki, na Piramowicza też w zależności od sytuacji. Bardzo często trzeba było przerzucać produkcję ze względu na zamówienia większe albo na wprowadzenie nowych jakichś wyrobów. Natomiast jeżeli chodzi o Ostródę to w Ostródzie zlokalizowaliśmy wszystkie wtryskarki i tam również robiliśmy produkcję – produkcję diaskopów czy produkcję UV-700. To było takie urządzenie, które przez kilka lat produkowane było do szkół, w postaci telewizora do wyświetlania przezroczy. U500 i U700 – dwa rodzaje takich urządzeń.

Więc nasze projektory szerokie – robiliśmy tylko projektory 35 mm, nie próbowaliśmy projektorów innych robić. Do przesuwu taśmy używały krzyża maltańskiego. Krzyż maltański w naszych projektorach znalazł się chyba z Niemiec. Prawdopodobnie to był krzyż – to był system cały przesuwu taśmy, był zrobione przez Ernemanna niemieckiego, i praktycznie rzecz biorąc kilka lat produkowaliśmy wiernie odwzorowujący to, co Ernemann zrobił. Natomiast po latach jak trochę nasza wiedza się zwiększała to spenetrowaliśmy ten krzyż maltański. Zrobiliśmy analizę wymiarową i okazało się, że krzyż maltański posiada wiele wad wymiarowych, które dawały gorszą jakość projekcji. Zostały te wady poprawione. Niektórzy starsi inżynierowie mieli dużo wątpliwości, ale po wykonaniu prototypów poprawionych krzyży maltańskich, te krzyże maltańskie pracowały ciszej i lżej, także sam element napędu nie był tak obciążony jak dotychczas i w tej dziedzinie można powiedzieć, że odnieśliśmy zadowolenie. Łódzkie Zakłady Kinotechniczne nie zamierzały nigdy, przynajmniej w okresie kiedy ja tam pracowałem, a myślę, że akurat w tym okresie najwięcej się działo w kinotechnice, uruchomić projektorów 70 mm. I myślę że to dobrze, dlatego że elektronika wszystko rozwiązała. Było niepotrzebne. To teraz powiem o wąskim projektorze, dwa zdarzenia takie interesujące. Pierwsze zdarzenie interesujące, to postanowiliśmy oczywiście wzorować się na wzorcach zagranicznych, nie ma co ukrywać. Niemniej jednak wzorce zagraniczne nie dostarczały technologii obróbki, technologii wykonania i dlatego wprowadzając krzywkę przestrzenną do projektora wąskotaśmowego musieliśmy wielki trud pokonać, wielkiego trudu dołożyć, żeby technologicznie obrabiać krzywkę przestrzenną. Krzywka przestrzenna to już nie była sercówka, która powszechnie była używana w projektorach wąskotaśmowych, ale o tej sercówce jeszcze powiem coś ciekawego, natomiast ona się różniła od sercówki tym, że współczynnik przesuwu taśmy był znacznie wyższy – czyli więcej było światła na ekranie i automatycznie obraz był ostrzejszy. No wskaźnik przesuwu taśmy u takiej tej krzywki przestrzennej wynosił od 5 do 7 nawet, ale wtedy efekty mechaniczne były gorsze – optyczne lepsze, ale mechaniczne gorsze, także w granicach 5-6 najlepiej było się utrzymać. Natomiast ta wspomniana sercówka, ona nam też przysporzyła dolarów, bo okazało się że nasi konstruktorzy zrobili projektor wąskotaśmowy, który robił projekcję do przodu i do tyłu i ta cecha projektora pozwoliła nam wygrać przetarg w Londynie, na projektory to szkół londyńskich i olbrzymie ilości projektorów sprzedawaliśmy do Londynu. Także to jest taka ciekawostka, a dlaczego krzywka nam pozwoliła? Dlatego czy krzywka miała charakterystykę symetryczną w jedną i w drugą stronę ten sam wskaźnik przesuwu taśmy. I oni byli bardzo zadowoleni, my byliśmy zadowoleni, bo wtedy to w tych czasach był ten system finansowo-ekonomiczny, że od eksportu się odliczało pieniądze, które były do mojej dyspozycji – ja mogłem sobie za to kupić, nie musiałem się nikogo prosić.

Projektory 8 mm były dwa razy rozpoczęte w produkcji. O pierwszym projektorze to nie będę wspominał, bo to dosyć nie była zbyt udana konstrukcja. Natomiast drugi projektor mieliśmy uruchomić wspólnie z Agfa-Gevaert, ale Agfa-Gevaert robiła takie, jakby powiedzieć, ukłony do nas prawdopodobnie, żeby opóźnić całe uruchomienie, i dlatego postanowiliśmy sami uruchomić ostatni projektor 8 mm. Zrobiliśmy trochę błędów, ale już nasz poziom był dosyć wysoki i udało nam się te błędy usunąć. To znaczy, główny błąd polegał na tym, że projektor miał drgania obrazu niezgodnie z normą i postanowiliśmy znaleźć przyczynę tych drgań obrazu, usunąć i projektor był jakiś czas produkowany i sprzedawany, ale potem już nie było na ten projektor zamówienia, bo jakoś się zmieniło pod wpływem elektronicznych urządzeń, które już się pokazywały, trzeba o tym pamiętać. Ostatni projektor 8 mm, produkowany w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych nie był eksportowany. Jeżeli chodzi o źródła światła w projektorach to niestety mogę powiedzieć taką rzecz, że to nie był łatwy problem, bo fabryki, które produkowały źródła światła nie mogły lub nie chciały się zgodzić, żeby barwa światła była zgodna z naszymi potrzebami. I dochodziło do spięć, na przykład Wytwórnia Filmów Fabularnych kręciła filmy przy pomocy określonego źródła światła, a filmy wyświetlane na projektorze dawały bardzo zły efekt i te problemy były poddane, że tak powiem weryfikacji i wyregulowane przez Instytut – to się tak nazywało, Mały Ośrodek Doświadczalno-Usługowy to korygował między nami tą całą współpracę. W zakresie źródeł światła. Źródła światła do projektorów, których próbowaliśmy i skorzystaliśmy, nawet zawiązując współpracę z węgierskim producentem, produkowały dwie firmy Tungsram i Osram.

Jeżeli chodzi o optykę to było różnie i trzeba pamiętać, że my współpracowaliśmy bardzo ściśle z Polskimi Zakładami Optycznymi. I często było tak, że dane partie były zamawiane w Polskich Zakładach Optycznych, ale po uruchomieniu produkcji soczewek w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych wiele rzeczy, a prawie wszystko już robiliśmy sami. Włącznie z anamorfotami. Sam robiłem oprzyrządowanie do obróbki anamorfotów. Jeżeli chodzi o produkcję przystawek anamorfotycznych to one były o tyle trudne, że to nie była produkcja na przykład w ruchu wirującym tylko trzeba było znaleźć ten ruch dla obróbki soczewki cylindrycznej, na przykład. Łódzkie Zakłady Kinotechniczne permanentnie zdobywały specjalistów, żeby rozwijać swoje dziedziny produkcji – wszystkie, bo nie tylko optyków ale i chemików, także z Torunia, z Wrocławia, z Warszawy. Tych, co ja mogę wymienić to proszę bardzo: to pierwszym optykiem par excellence, prawdziwym optykiem był inżynier Rup, asystent profesora Bodnara, który właściwie założył obróbkę szkła w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych i nauczył pana Wolnego, który jeszcze długo potem pracował, bo inżynier Rup dostał propozycje od przyjaciół amerykańskich i przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Drugim optykiem, który do nas przyszedł to był inżynier Leśniak, bardzo młody i zdolny konstruktor, ale on opuścił Łódzkie Zakłady Kinotechniczne dlatego, że on marzył o własnej firmie. I założył własną firmę optyczną w Kołobrzegu. Następnym inżynierem optykiem, który przyszedł do nas i już do końca do końca życia był, to był inżynier Wdowiak, po Politechnice Warszawskiej ten był. Ponieważ Warszawa w latach chyba 1957-1958 powołała katedrę optyczną z profesorem Matysiakiem na czele, byłym głównym inżynierem Polskich Zakładów Optycznych. No fizyków na przykład ściągaliśmy z Torunia. Potrzebowaliśmy takich – takim który jest do dzisiaj w Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych w spółce to jest magister Kwiatkowski, z którym możecie zrobić wywiad kiedy chcecie. On przyjechał tutaj, żeby pokonać problemy związane ze zjawiskami fizycznymi. No my żeśmy permanentnie współpracowali z Politechniką Łódzką. Cały czas do końca, do rewolucji tak zwanej. I pracowaliśmy z katedrą Fizyki Politechniki Warszawskiej z panią profesor Klarne, która się zajmowała naszymi zagadnieniami też. Także to jest bardzo do podkreślenia, że i Politechnika Warszawska i Politechnika Łódzka udzielała nam bardzo szerokiej pomocy. Na przykład w produkcji papieru fotopółprzewodzącego, elektroprzewodzącego, to dzięki Politechnice uruchomiliśmy to. I takim jak można wymienić, żeby historia nie zapomniała to był profesor Korczyński Andrzej, który już odszedł od nas i Tadeusz Sobierajski, dr Tadeusz Sobierajski, który jeszcze żyje, ale już jest staruszek, bo jest starszy ode mnie znacznie.

Biuro konstrukcyjne, które zastałem jak przyszedłem z Polskich Zakładów Optycznych do Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych, składało się z konstruktorów, którzy zajmowali się konstrukcją projektorów i wzmacniaczy. Bo takim nieodłącznym elementem i takim ważnym elementem w każdym projektorze to był wzmacniacz. Oczywiście inna kategoria wzmacniaczy była w szerokich projektorach, inna kategoria w wąskich projektorach. W wąskich projektorach, mniej więcej w tym samym czasie jak w szerokim, nastąpił odczyt magnetyczny – produkowaliśmy już projektory z główkami magnetycznymi. W szerokich projektorach również produkowaliśmy i co ciekawe, szerokie projektory w niedużej serii, ale wypuściliśmy z odczytem kwadrofonicznym. Nawet chyba do dzisiaj mam prototyp tej główki do odczytu kwadrofonicznego. No ciekawostką jest to, że projektory, które były robione od początku były stworzone przez naszych konstruktorów, w naszym biurze konstrukcyjnym. W owym czasie głównym konstruktorem był pan Zaborowski, technik nie inżynier nawet, ale był bardzo dobrze, w okresie okupacji gdzieś tam się zapoznał z problemami związanymi z projektorami. Głównym technologiem był inżynier Zieliński, który też był bardzo dobrze zorientowany w tych zagadnieniach technologicznych projektorów. I pierwszy projektor AP14 robił pan inżynier Brzozowski. Ciekawostką jest to, że to był syn pana, który miał zakład fotograficzny na rogu Piotrkowskiej i Andrzeja – znany w Łodzi zakład fotograficzny. Potem od nas odszedł, przeprowadził się do Warszawy, potem się zajmował handlem projektorów. To też mam ułatwiało tą akwizycję i handel ponieważ on się doskonale znał na projektorach. No elementem, który cały czas pokonywaliśmy, to jest modyfikacja czy ulepszanie urządzeń odtwarzania dźwięku. Urządzenia lampowe do odtwarzania dźwięku w projektorach na przykład wąskich wykonywał prywatny przedsiębiorca we Włochach pod Warszawą i w momencie kiedy ja doszedłem do władzy Łódzkich Zakładach Kinotechnicznych to po prostu sam zrobiłem, a potem siłą zmusiłem konstruktorów do wprowadzenia wzmacniacza tranzystorowego. I my wprowadziliśmy w sześćdziesiątych latach wzmacniacze tranzystorowe, współpracując z TEWą, z fabryką tranzystorów. Jeżeli chodzi o odczyt kwadrofoniczny w projektorach szerokich filmowych jakoś my zaangażowaliśmy duże pieniądze na wykonanie tych główek kwadrofonicznych i nie doszło do, powiedziałbym, nawet seryjnej sprzedaży projektorów. Żeśmy stracili na tym, bo Centrala nie sprowadziła projektorów nagranych kwadrofonicznie. W Wytwórni Filmów Fabularnych to z taką nowością było się trudno przebić. Także nie doszło do czegoś. Chociaż ja byłem osobiście w to zaangażowany. Czyli to był nietrafiony wybór.

Jeżeli chodzi o ilość takich projektorów to nawet się nie odważę powiedzieć ile. Na zamówienie jakieś jednorazowe, które robiono dla koneserów, którzy tam chcieli to czy ówdzie zrobić i mieli dostęp do projektora, bo przede wszystkim trzeba było mieć dostęp do projektora, który ma nagrany dźwięk kwadrofoniczny. I trudno mi w tej chwili powiedzieć – byłem w to mocno zaangażowany, ale moja pamięć jest bardzo słaba na ten temat, bo to już zrezygnowałem z tego, tylu było przeciwników tego przedsięwzięcia. Być może, że były produkowane na rynek zagraniczny. Dlaczego? Dlatego, że inżynier Brzozowski był twórcą naszego projektora, dobrze się znał na aparatach filmowych i czasami zamawiał 1-3 sztuki dla kogoś znajomego i my wykonywaliśmy ekstra, pod jego nadzorem i na jego zamówienie. Także jakichś prawdziwych informacji trudno mi jest przekazać. Specjalne zamówienia to były projektory do kina, które powstały w Polach Elizejskich, przed wyborami Mitteranda. To było ciekawe zamówienie bo raz, że projektory specjalnie szykowane, drugi raz, Mitterrand wygrał wybory, a Mitterrand był zwolennikiem ówczesnej polityki naszego państwa. Nasze projektory być może, że do dzisiaj pracują w kinie, które jest zlokalizowane na Polach Elizejskich, ale nie wiem, bo nie byłem w Paryżu. W Moskwie byłem miesiąc temu, a w Paryżu nie byłem. Jeżeli chodzi handel to trzeba powiedzieć – wbrew powszechnie panującej opinii – że centrale handlowe stanowiły jakieś kłopoty ze sprzedażą. My mieliśmy dwie centrale i mieliśmy wspaniałą współpracę. Mianowicie Warimex i Metronex. I jedna centrala i druga była bardzo mocno wciągnięta w nasze zamiary, w nasze koncepcję, brała udział w akwizycji i nawet dochodziło do tego, że wyjeżdżając na akwizycję to oni czy te centralę robiły na przykład mnie kierownikiem całej ekipy, a nie swojego pracownika. Z czego byłem często zaskoczony, że ta współpraca do tego doprowadziła, do takiej współpracy. Także my nie mieliśmy żadnych problemów, bo i w centrali się znali, jednej i drugiej, próbowali się poznać i próbowali nam pomagać. Nie mieliśmy konfliktu żadnego z centralą. Jedną i drugą.

Formalnie to tak, jak regulowało prawo, wyglądało. Także my mieliśmy tylko odpisy i trudno mi powiedzieć nawet, gdzieś może mam taki kajet z tych odpisów. Odpisy dewizowe na nasze konto szły. I w owym czasie, to wbrew temu jakie panują dyskusję na ten temat, różnych takich pół-zorientowanych ludzi, mianowicie te odpisy były do dyspozycji dyrektora firmy. Dyrektor firmy był przedstawicielem, zgodnie z prawem, władzy, czyli Państwa, na swojej posiadłości. Nikt w to nie wierzył, że na przykład dyrektor firmy może zmieniać prawo. Po ukonstytuowaniu się w Polsce tych Rad Robotniczych, Konferencji Samorządu Robotniczego, dyrektor mógł zmienić siatkę płac dla pracowników, jeżeli Konferencja Samorządu Robotniczego mu zaakceptowała. I jeżeli miał pieniądze na koncie. I to są prawdziwe informacje. To nie jest tak, że dyrektor musiał chodzić gdzieś tam na Kościuszki i się pytać. Dyrektor się pytał Konferencji Samorządu – przygotował, tak jak teraz w Sejmie, przygotował zarządzenie i to zarządzenie musiało być przegłosowane na Konferencji Samorządu Robotniczego po zebraniu ówczesnych opinii Rady Robotniczej, tam związków zawodowych i tak dalej. Także ja miałem wolną rękę jeśli chodzi o dysponowanie pieniędzmi. I pieniędzmi wyrobionymi ze sprzedaży i pieniędzmi z odpisów dewizowych. Tak jak się czasami boję wypowiedzieć, bo nie pamiętam, tak tymi pieniędzmi dysponowałem dobrze. Według mnie. Bo takim największym zakupem to była ta maszyna z Ozalidu. No to już nie potrzeba lepszego dowodu jak to, że mogłem zakupić z Anglii maszynę za dolary. Z firmą Fazelbhoya z Bombaju produkowaliśmy wspólnie projektor szeroki. Nie wiem, czy to tak było znane w Polsce. Bardzo dużo rocznie, chyba 1000 sztuk projektorów. My dostarczaliśmy główki. Przy akwizycji, przy negocjacjach pan Fazelbhoy się pomylił i dzięki temu podpisany został kontrakt na milion parę dolarów rocznie. To odpisy z tych kontraktów były do mojej dyspozycji. Oprócz tego niezadługo, bo prawie równolegle pobudowaliśmy może nie duży, ale ładny zakład w Goa, który produkował wąskie projektory. Nasze projektory produkował w Indiach, na całe okolice tam wokół w Indiach. Także mieliśmy kontakt z New Delhi z panem Choksi, bo produkował kserografy i w Bombaju z Fazelbhoyem, który produkował projektory szerokie z naszą główką i naszym napędem. A jego pomyłka polegała na tym, to jest miła dykteryjka, mianowicie, że nie zamówił u nas napędu. Zamówił główkę, a nie zamówił napędu. W związku z tym musiał dopłacić za napęd, bo napęd nasz składał się z silnika synchronicznego, który był naszej produkcji. Nigdzie nie mógł otrzymać silnika synchronicznego. Musiałby dołożyć więcej pieniędzy do napędu, który by kupił z innej firmy. W Turcji siedzieliśmy głęboko. Turcja była bardzo zadowolona z wielu względów i naszych projektorów i z naszego serwisu. Nawet byliśmy wychwalani w mediach, bo w ciągu 24 godzin załatwialiśmy serwis szerokiego projektora. Także Łódzkie Zakłady Kinotechniczne no były w tym okresie 70-lecia to powiedzmy sobie szalały. Jakoś ci ludzie wszyscy chcieli pracować, nie potrzeba ich było poganiać. Oczywiście jakieś tam drobne przypadki, wypadki przy pracy były, ale tak to jak o tym konstruktorze, co mówiłem.

Jeżeli chodzi o patenty. Kserografy były opatentowane po zęby. Problem polegał na tym, żeby w procesie patentowania nie wejść na czyjś patent, prawda, bo wtedy to było groźne. Nie mieliśmy żadnego procesu. Kserografy były opatentowane. Jeżeli chodzi o elektrokopiarki to, co prawda elektrokopiarki były produkowane przez wiele firm i może ze wstydem można powiedzieć, że może nawet na lepszym poziomie, ale wszystkie szczegóły istotne w elektrokopiarkach były opatentowane, i też nie musieliśmy się wstydzić. Na przykład Schreib-Projektor, czyli projektor pisma, który zrobiliśmy ze sterowaniem zdalnym, radiowym sterowaniem, co było wtedy super nowością. Ten projektor zawiozłem na wystawę do Niemiec i tam pan inżynier Brzozowski wykazał wielkie wystraszenie, bo na wystawach w Niemczech normalnie przychodzili specjaliści i konfiskowali, jak coś było zerżnięte. Projektor nie tylko, że nie skonfiskowano, ale ja miałem 5 projektorów we własnym samochodzie i je sprzedałem. Wtedy ci z Warimexu byli wystraszeni: „Panie?!”. Ja mówię: „Biorę pieniądze i oddam w Polsce”. I było takie zjawisko, co jest też ciekawością, dałem im te projektory, dali mi pokwitowanie, wziąłem pieniądze, przyniosłem i wpłaciłem. I do dzisiaj nikt mnie nie oskarżył o jakieś przestępstwo albo że coś odciągnąłem dla siebie, nie? Bo mogłem powiedzieć, że nie 100 wziąłem dolarów za sztukę, tylko 90 prawda, a 10 dla siebie jak to mówią. Także nawet do tego dochodziło, że na biegu sprzedawaliśmy swoje nowe rzeczy. Projektor pisma wtedy był bardzo w Niemczech poszukiwany. Projektor na przykład wąskotaśmowy Elew. Robił pan Szczepanek konstruktor-samouk. Mieliśmy z tym olbrzymie kłopoty w pierwszych latach. I też należy powiedzieć, bo w każdym przedsiębiorstwie i u was na pewno tak jest, to wpływ mają różni ludzie na różne sprawy. No pan Szczepanek był okrzyczany, że zrobił projektor, nie dali się dotknąć do tego i tak dalej. Jak ja doszedłem do władzy to pierwszą rzecz, co zrobiłem, bo to była jakaś namiętność wynikająca z nauki, którą człowiek zdobył na Politechnice, nieprawdaż – zrobiłem analizę wymiarową. To projektor o połowę zmniejszył silnik do napędu. Po usunięciu wszystkich błędów i wszystkich zbędnych tarcz projektor napędzał mały – nie silnikiem 50 W a 24 W. No co to było patentować? Nie było co patentować. Silniki robiliśmy sami. Potem zaczęła robić Września silniki. Próbowaliśmy skorzystać, żeby u siebie nie robić tych silników. Silniki nie tylko robiliśmy sami, ale i całą technologię opracowaliśmy. I też opatentowanie stanowiska do zalewania silników. To żaden wielki cud. Tam takie patenty, różnego rodzaju wnioski racjonalizatorskie ich było mnóstwo. Ich było mnóstwo. Robienie zdjęć z telewizora na kserografie. To był też patent, który obleciał cały świat ale on był nieprzydatny do niczego, bo nikt z tego nie korzystał.