Maja Komorowska
Maja Komorowska – aktorka filmowa i teatralna, pedagog. Urodzona w Warszawie w 1937 roku. W 1960 ukończyła Wydział Aktorski krakowskiej PWST i w tym roku debiutowała w Teatrze Groteska w Krakowie. Należała również do zespołu Teatru 13 Rzędów w Opolu Jerzego Grotowskiego i Teatru Współczesnego w Warszawie. Pracowała z wybitnymi reżyserami teatralnymi, m.in.: Erwinem Axerem, Maciejem Englertem, Jerzym Grotowskim, Jerzym Jarockim, Krystianem Lupą, Krzysztofem Warlikowskim. Grała m.in. w takich filmach jak: „Jak daleko stąd, jak blisko” (1970) Tadeusza Konwickiego, w reżyserii „Życie rodzinne” (1970), „Rok spokojnego słońca” (1984), „Cwał” (1995) w reżyserii Krzysztofa Zanussiego, „Dekalog I” (1988) w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego oraz „Wesele” (1972), „Panny z Wilka” (1979), „Katyń” (2007) w reżyserii Andrzeja Wajdy. Profesor Akademii Teatralnej w Warszawie.
Maja Komorowska. Cieszę się, że mogę powiedzieć o wielkim artyście, o Tadeuszu Konwickim. Zrobiłam sobie nawet notatki, żeby nie zapomnieć tego, co chciałam powiedzieć, ale to później. Ja ten film wspominam jakoś inaczej niż inne filmy. A myślę, że polegało to na tym, że w tym filmie jakby realność mieszała się z nierealnością. I to jakby zmieszanie tego, co jest realne, tego co jest nierealne, tego co się nagle zdarza, kojarzyło mi się z takim sennym… sennym widzeniem. Nawet miałam takie kiedyś poczucie, że jak pierwszy raz zobaczyłam Felliniego Osiem i pół, to pomyślałam sobie, że… później, że to właśnie ten rodzaj… ten rodzaj snu. Właśnie tak, jak mówię: połączenie rzeczywistości, tego co się dzieje naprawdę, tego, że ludzie, którzy nie żyją, pojawiają się razem przy ludziach żywych. Więc miałam rzeczywiście szczęście, że mogłam dotknąć tego typu pracy i tego, że grałam Musię. Ale w tej roli ja nie musiałam szukać, nie wiem, takiej… takiego logicznego połączenia, tylko skupiać się na poszczególnych scenach, na emocji, na jakimś napięciu – a nie myśleć, co będzie dalej. To była trochę inna praca niż normalnie. Tutaj nie trzeba było takiej, powiedziałabym, logiki w szukaniu postaci. Że jeżeli ona się tak zachowuje, to potem się nie może inaczej zachować. A druga rzecz – to było to, co mnie bardzo wzrusza do dziś, jak o tym myślę to… Tadeusz Konwicki po każdym ujęciu przychodził do aktora i dziękował. To było niezwykłe. To było niezwykłe, pamiętam to. Przy Lawie, zwłaszcza przy Lawie. To jakoś tak mi się wbiło w głowę. Więc miałam to szczęście, że pracowałam właśnie Jak daleko stąd, jak blisko, w Lawie, gdzie grałam Guślarza i w spektaklu Wniebowstąpienie. Wiem, że Tadeusz Konwicki był na premierze i był zadowolony. To było w reżyserii Macieja Englerta. I teraz… scenografię napisałam, bo to ważne. W ogóle, w filmach czy w spektaklach Konwickiego bardzo jest ważna scenografia i operator. Marcin Stajewski był scenografem właśnie we Wniebowstąpieniu. Jahoda, Mieczysław był operatorem w Jak daleko stąd, jak blisko. Resztę nazwisk za chwilę przeczytam. Myślę, że… siłą, taką wielką siłą Tadeusza Konwickiego w filmie było to, że… Te filmy, one właśnie dotykały jakby innej… jakiejś innej przestrzeni. One mi się nie kojarzyły z filmami, które przedtem robiłam. To były inne filmy. Poza tym właśnie praca z nim. Pamiętam to wielkie zaskoczenie w Lawie, prawda, w Dziadach [„Lawa. Opowieść o Dziadach Adama Mickiewicza”] to nagle się dowiaduję, że gram mężczyznę, Guślarza. No to właśnie on mógł wpaść na taki pomysł. U niego wszystko było możliwe.
Bardzo jest ważna obsada. Ja zapisałam sobie, żeby nie pomylić, bo obsada była niezwykła. Bardzo dużo ludzi nie żyje. więc tak: Andrzej Łapicki, oczywiście główna rola, Gustaw Holoubek, Zdzisław Maklakiewicz, Jerzy [Edmund?] Fetting, Stanisław Jasiukiewicz, Szymon Szurmiej, Alicja Jachiewicz, Anna Dymna, Ewa Krzyżewska, Ewa Lemańska, Piotr Pawłowski, Jerzy Cnota i Marek Jasiński. I ważna też była oczywiście charakteryzacja. I charakteryzacja to był Mieczysław Pośmiechowicz. Scenografia Ryszard Potocki. To jest to, co sobie zapisałam. Aha, jeszcze bardzo ważne. Kostiumy. W Jak daleko, stąd jak blisko robiła Małgosia Spychalska. I pamiętam, że… Tak wspominałam, że bardzo się podobała Zdzisiowi Maklakiewiczowi i bardzo mówił mi, że koniecznie muszę wracać samochodem i żeby jego zabrać, bo jadę z Małgosią. Więc pamiętam, że były takie właśnie sympatie. Takie, powiedziałabym, właśnie w tym czasie, ładne sympatie, to taka była adoracja. Zapisałam sobie też coś, czego właśnie nie byłam pewna. Wiedziałam, że kręciliśmy w Łodzi, ale to było w Muzeum Kinematografii i to był rok, proszę państwa, 1971. Więc bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dawno. I w tym Muzeum Kinematografii była jedna z sekwencji kręcona. Bardzo dobrze ją pamiętam. Właśnie Zdzisia Maklakiewicza, z którym potem wracałam do Warszawy. Co można powiedzieć, że… Ja myślę, że jak myślę o tym… pracy z Tadeuszem, to się uśmiecham, bo właśnie on był… Ja nigdy się z tym nie spotkałam. To znaczy, oczywiście z wdzięcznością reżysera się człowiek spotykał, czy z takim ogólnym podziękowaniem. Ale on, jak się jakieś ujęcie udało, to on przybiegał i dziękował. I to było… To nie to, że mówił, że jest dobrze czy źle, tylko, że „dziękuję”. Człowiek miał poczucie, że jakoś… że razem z nim tworzy te obrazy. A mnie, dla której sny zawsze były ważne, bo jeszcze jak byłam młoda, to Maria Dąbrowska w Komorowie kiedyś żartowała, że chętnie odkupi… że odkupi moje sny. Bo były rzeczywiście takie obrazy i takie… no interesujące. I dla mnie właśnie jego sposób myślenia jest bardzo bliski. Bo naprawdę my w życiu nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo… Czasami pamięć o czymś jest prawie ważniejsza od tego, co jest naprawdę. To znaczy pamięć… pamięć wspomina to, co my chcemy. Prawdopodobnie my chcemy być… my chcemy często być trochę inni niż jesteśmy, w każdym razie, w niektórych sytuacjach. Może tak jest. I u niego właśnie jest jakaś taka… taka, powiedziałabym, rodzaj… Nie wiem, nie chcę przesadzić, ale rodzaj takiej jakiejś tęsknoty, takiej… właśnie takiej przestrzeni, w której się pojawiają… No na przykład ten Pałac Kultury no. On się pojawia… Tak samo w spektaklu naszym też było, że jedziemy windą w Pałacu Kultury. I te pochody, prawda? Poza tym coś jest takiego, że to oddaje też ten czas, w którym myśmy żyli. Bo to dotyka tego czasu Jak daleko, stąd, jak blisko. I właśnie… No i ta obsada, że byliśmy otoczeni… Byłam otoczona niezwykłymi aktorami. Ja wtedy nie miałam za sobą dużo filmów. Na pewno Za ścianą, na pewno Życie rodzinne. Nie pamiętam, czy Wesele wtedy było, chyba nie. Nie było, Wesele chyba nie było. Bo to był 1971 rok, prawda? Więc to było na pewno Za ścianą, na pewno Życie rodzinne. Także dla mnie to było… I to była pierwsza praca z Andrzejem Łapickim, dzięki któremu zaczęłam uczyć się w Akademii Teatralnej.
Myśląc o Lawie, bardzo ważne jest powiedzieć o Piotrze Sobocińskim. Wiemy, że nie żyje. Pamiętam jego pożegnanie. W Warszawie jeszcze żyli rodzice. Dla nas wszystkich to był wielki smutek. No a główna rola Andrzej Łapicki i Gustaw Holoubek. To było piękne, że oni zagrali razem, dlatego że wiedzieliśmy, że przy stoliku razem, znaczy w Czytelniku siedzieli, ale jeszcze gdzieś pewnie właśnie Konwicki, Holoubek i Andrzej Łapicki. Więc to gdzieś takie było powtórzenie tego, co myśmy znali i wiedzieli o ich przyjaźni, o ich kontakcie. Zresztą jak myślę o Holoubku, to niezwykły jest film syna Holoubka, prawda? Główną rolę, jak wiemy, grał Andrzej Łapicki i Gustaw Holoubek. Dla nas to była taka dodatkowa radość, bo wszyscy wiedzieli o wspólnym stoliku Konwicki w Czytelniku Andrzeja Łapickiego i Gustawa i o ich kontakcie, o ich przyjaźni. I potem z radością zobaczyłam film robiony przez Jana Holoubka, syna. Taki spacer Konwickiego i Holoubka. I to był naprawdę bardzo piękny film i bardzo dużo mówił Holoubku. Bardzo, bardzo piękny film. Z Andrzejem Łapickim grałam w Teatrze Współczesnym i również grałam w Weselu Wajdy. I pamiętam jak, wspominam to z uśmiechem, ale myślę, że dla Andrzeja to było trudne, jak ciągle chciałam próbować. On ciągle mówił, że Maja ciągle chciała próbować, Rachelę grałam, a on grał poetę. No, bo ja ciągle bałam się, że w końcu to jest wiersz, że pomylę i ciągle nie byłam pewna. Znaczy, ze zdolnościami to była przecież różnie, ale byłam raczej pracowitą osobą i bałam się, że jakoś wyjdzie to nie tak. Miałam poczucie, że granie Racheli to jest bardzo odpowiedzialne. No i Andrzej wspaniale zagrał poetę. Bardzo się, bardzo. To zresztą był film, niezwykły dzięki Andrzejowi Wajdzie. I myślę, że ta rola u Konwickiego, to ona bardzo dużo pokazała Andrzeja możliwości, bardzo dużo. Ja dzięki niemu zaczęłam uczyć w szkole teatralnej. Pamiętam kiedyś dzień, kiedy on umiał znaleźć sposób, bo powiedział to: ,,Nie, to tylko tak, no zobaczysz”. Ja mówię, że: ,,Ja nigdy nie uczyłam’’. ,,No nie, ale…” No i wtedy prozę wprowadziłam, bo prozy wtedy nie było. No i że ja będę prozę. ,,Dobrze, dobrze”. Potem jak pokazywaliśmy to jako rodzaj dyplomu, to też pewnie bym się nie odważyła robić, ale… ale powiedział: ,,Nie, to tylko tak pokażesz”. On tak umiał jakoś podejść, że ja w końcu tyle lat przepracowałam w tej szkole i myślę, że dla szkoły był rektorem bardzo ważnym i to, co zrobił, na pewno zostanie w pamięci.
Takim wspomnieniem też, kiedy myślę o Tadeuszu, To myślę, że tak się złożyło w życiu, że kiedy mój mąż chorował, umierał w domu, mieliśmy taką… Syn pomógł mi. Zaangażowaliśmy Olgę, Ukrainkę. Wspaniałą. Ona była do końca u mnie, a potem córka szukała pomocy dla taty, dla Tadeusza i wtedy Olga była u nich w domu. Wiem, że byli bardzo zadowoleni i myślę, że mogła pomóc Tadeuszowi. No Tadeusz, no myślimy o tobie. Jak tu dziś jesteśmy, jest dwóch panów wspaniałych i pani. I tak jak my teraz myślimy, jak jesteś wśród nas, tak jesteś wśród wielu, wielu ludzi i jeżeli, jeżeli słyszysz i wiesz, że o tobie myślimy, to byłoby bardzo dobrze. Bardzo bym chciała, żebyś wiedział, że o tobie pamiętamy. Myślę, że pamięć jest najważniejsza. Dlatego wdzięczna jestem, że Państwo przyjechali, że chcecie właśnie… Zresztą ja jadę, a teraz w najbliższych dniach jest parę mam spotkań w związku z Tadeuszem Konwickim, także nawet właśnie zrobiłam sobie notatki, żeby sobie to przypomnieć. Ale jak mówię, tak jak powiedziałam, dla mnie najważniejsze było to, że to było takie, że to mi się kojarzy ze snem. I że to się pojawia, zdarza, nie musi mieć takiej logiki. Ludzie, którzy odeszli, spotykają się z ludźmi, którzy jeszcze nie odeszli i to jest, jeżeli bym miała jakiegoś reżysera, porównać na przykład do Felliniego, to właśnie Tadeusza Konwickiego, który tą niebywałą wyobraźnię miał i gdzieś dotykał takich ważnych miejsc naszego życia. Tadeusz, dziękuję Ci bardzo, że byłeś, że jesteś, że mam nadzieję, że będziesz. Dziękuję.
Zadanie Powiększenie kolekcji nagrań audiowizualnych oraz zwiększenie dostępności Archiwum Historii Mówionej zostało sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.
