Jarosław Czembrowski
Jarosław Czembrowski – filmograf. Absolwent bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Od 1987 roku pracuje w Szkole Filmowej w Łodzi. W 1998 założył bazę internetową Film Polski. Obecnie dyrektor Biblioteki Szkoły Filmowej w Łodzi oraz redaktor serwisu www.filmpolski.pl.
[Biała plansza. Pośrodku czarny napis prostą czcionką: Kim Pan jest z zawodu?] Z wykształcenia jestem bibliotekoznawcą, z zawodu wykonywanego jestem bibliotekarzem. Chociaż tutaj chyba zostałem zaproszony dlatego, że jestem także filmografem. [Biała plansza. Po środku czarny napis prostą czcionką: Jak rozpoczęła się Pana przygoda z kinem?] Faktem jest, że kino od dzieciństwa było jakoś mi bliskie. Pamiętam, że gdzieś już pod koniec szkoły podstawowej zacząłem prenumerować „Filmowy Serwis Prasowy”. I to chyba było wśród moich znajomych, jakimś dziwactwem jednak, dość szczególnym. Natomiast tak naprawdę, jeżeli w ogóle można powiedzieć, że jestem w kinematografii, to znalazłem się w niej chyba jednak troszeczkę przypadkowo. Skończyłem bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim i prawdę mówiąc się troszeczkę zastanawiałem, co będę w życiu robił. W takich snach zawsze się bałem, że albo będę pracował w bibliotece szkoły podstawowej i wypożyczał Plastusiowy pamiętnik, albo będę pracował w akademii medycznej i oglądał atlasy anatomiczne. Tego się strasznie zawsze bałem. Natomiast faktem jest, że któregoś dnia, przez jakieś tam znajomości, zadzwoniła do mnie znajoma rodziny, która poszukiwała pracownika do biblioteki Szkoły Filmowej. A, że to jest zawód bardzo sfeminizowany, więc każdy mężczyzna jest na wagę złota. Bo przecież trzeba te książki poprzenosić, półki trzeba ustawić. I mi zaproponowała pracę w bibliotece Szkoły Filmowej. Przyszedłem tam na rozmowę, przyjęła mnie pani Maria Kossakowska-Galewicz, wtedy już bardzo wieloletnia szefowa biblioteki w Szkole. Znana może jako scenarzystka, niektórym znana jako scenarzystka filmów o muminkach i żona byłego dyrektora Se-Ma-Fora, Janusza Galewicza. No i wygląda na to, że jakby oczekiwania jej spełniłem, bo mnie zatrudniła i to tyle. [Biała plansza. Po środku czarny napis prostą czcionką: Dlaczego został Pan bibliotekarzem?] Szczerze, trudno mi na to odpowiedzieć. To tak jakby zapytać się każdego licealisty, co będzie robił w życiu. Obawiam się, że mało który odpowie pewne rzeczy. A nawet jeżeli ktoś odpowie, to zapewniam, że 3/4 z nich tych rzeczy później w dorosłości nie robi, o których marzyła w liceum. Różne rzeczy jakoś mi przychodziły do głowy, historią się zawsze interesowałem, tym filmem. Książki oczywiście czytałem. No tyle. To nie było jakieś moje wielkie marzenie w życiu, żeby być bibliotekarzem. Ale tak się stało i, prawdę mówiąc, jak to się wszystko dalej toczy, to wydaje mi się, że nie był to najgorszy wybór.
[Biała plansza. Pośrodku czarny napis prostą czcionką: Jak wyglądała Pana praca w bibliotece Szkoły Filmowej w Łodzi?] No, na początku byłem, oczywiście, pomocnikiem bibliotekarza. Pamiętam, że zostałem zatrudniony, bo to już na studiach przyjęto mnie do pracy. Nie mogłem pracować na cały etat, więc pracowałem na 7/8 etatu, pamiętam. Bo tak to trzeba było zrobić. Moim zadaniem, oczywiście, było podawanie książek, przede wszystkim, później katalogowanie. A z takich obowiązków, może nieoczywistych, to uwielbiałem chodzenie na spacery z psem pani Marii. Bo pani Maria pracowała dwa kroki stąd, tuż przy pałacu na Księży Młynie. I codziennie przychodziła z Supłem do pracy. I jednym z moich zadań było spacerowanie z Supłem w czasie pracy. I to, muszę powiedzieć, że był najprzyjemniejszy obowiązek. Wtedy przynajmniej. Sama biblioteka, jeżeli dzisiaj ktoś z państwa do nas przyjdzie, biblioteka się jednak zasadniczo zmieniła, trzeba przyznać. Choć daleko nam do nowoczesności BUŁ-y czy Biblioteki Akademii Medycznej. Księgozbiór rzeczywiście jest niesamowity. Filmoteka Narodowa, oczywiście, przewyższa nas ilością i znaczeniem księgozbioru. Ale to wynika chociażby z tego, że Filmoteka Narodowa posiada egzemplarz obowiązkowy i także wszystkie materiały z okresu produkcji poszczególnych filmów trafiają obowiązkowo do Filmoteki. Natomiast, rzeczywiście u nas można na pewno znaleźć, jeśli nie wszystkie, to większość polskich książek o tematyce filmowej, ale także i teatralnej, i telewizyjnej, Mamy bardzo duży zbiór płyt DVD, teraz już bardziej Blu-Ray’ów z filmami zarówno polskimi, jak i kinematografii światowej. Choć troszeczkę się martwię o przyszłość tego, ponieważ coraz rzadziej da się kupić filmy na płytach. Więc nie wiem, jak to dalej będzie. I mamy coś, z czego jesteśmy bardzo dumni… bo chyba tutaj, nie wiem, czy ktoś może się pochwalić, równie dużym zbiorem. Mamy kilka tysięcy płyt CD z muzyką filmową. I to jest rzeczywiście dla mnie bardzo fajny zbiór.
Wtedy, kiedy zacząłem pracować, było nas czworo. Teraz jest nas pięcioro, więc niewielka różnica. Taką wspaniałą szefową, tak jak wspomniałem, była pani Maria Kosakowska-Galewicz. To była wspaniała osoba, ona była szefową od początku lat sześćdziesiątych. Czyli w momencie, kiedy ja przeszedłem do Szkoły w 1987 roku, to już była naprawdę bardzo szanowaną osobą, z którą… No, siłą rzeczy… zaczynała pracę, kiedy rektorem był Toeplitz i po Toeplitz przeszła wszystkich innych rektorów, niektórych przeżyła, jak pan Kuszewski. Więc to była osoba, z którą naprawdę wszyscy się liczyli. Zresztą, miała przyjaciół wśród wykładowców. Pamiętam, że dla mnie takim poza samą pracą i byciem w tych murach na Targowej i spacerami z Supłem też fascynowało to, że do pani Marii na pogaduchy przychodziła pani Maria Kaniewska, pani profesor Zwolińska. Pamiętam panią Albinę Barańską, która przychodziła do pani Marii na rozmowę. Wśród przyjaciół biblioteki oczywiście była Marysia Kornatowska, profesor Eugeniusz Haneman, pan profesor Aleksander Błoński, który do dzisiaj nas zaszczyca swoją przyjaźnią. Więc tych gości, przy których można było gdzieś tam posiedzieć i chociaż ich posłuchać, było sporo. A poza panią Marią, w bibliotece pracowała pani Elżbieta Jędraszczyk-Jedynak, to właśnie była ta pani, która kiedyś do mnie zadzwoniła, czy może bym chciał pracować w bibliotece. Która później, po odejściu pani Marii na emeryturę, została szefową i była moją bezpośrednią poprzedniczką na tym stanowisku. Pani Ela Krakowiak. Chwilę po mnie przyszła do pracy Agata Chruścińska, z którą do dzisiaj współpracuję. Dzisiaj jest nas pięcioro, już te zmiany trochę nastąpiły. Pani Maria odeszła na emeryturę. Po kilkunastu latach emerytury zmarła. Pani Ela Jędraszczyk to jest… Do dzisiaj jakoś przeżywamy tę historię. Zmarła przedwcześnie w wieku 58 lat. Pani Ela Krakowiak jest do dzisiaj na emeryturze. To też była pani, która pracowała w bibliotece od połowy lat sześćdziesiątych. No dzisiaj nasz zespół liczy, tak jak mówię, 5 osób. Przyznam za wstydem, że dzisiaj niestety coraz mniej znam studentów, bo coraz rzadziej dyżuruję w wypożyczalni. To rzadko mi się zdarza, więc ich już tak bardzo nie rozpoznaję. Natomiast, rzeczywiście, w tamtych czasach tych studentów było sporo. Nawet kilka lat temu spotkaliśmy się z Mikaelem Lypińskim. Tutaj zresztą na „Człowieku w Zagrożeniu”, w Krakowie na festiwalu… I on mi przypomniał, że w czasach studenckich… On też jest miłośnikiem muzyki filmowej i przynosił do mnie kasety magnetofonowe, żebym mu przegrywał te płyty CD z muzyką filmową. I nawet się pochwalił, że do dzisiaj te kasety gdzieś przechowuje i że to było dla niego takie bardzo fajne i do dziś to wspomina.
[Biała plansza. Pośrodku czarny napis prostą czcionką: Co jest dostępne w bibliotece Szkoły Filmowej?] Do wypożyczenia to, oczywiście, nie jest wszystko. Wszystko jest do skorzystania na miejscu, w czytelni. Natomiast, nie wypożyczamy książek szczególnie wartościowych, jak i starodruków. Może to jest duże słowo, bo, mimo wszystko, to nie mamy książek z XVII i XVIII wieku. Do wypożyczenia nie są albumy fotograficzne, których mamy przepiękny zbiór, zapoczątkowany zresztą takim darem, który do nas przywiozła pani Ewa Rubinstein. Na początku lat osiemdziesiątych, ona wtedy po raz pierwszy przyjechała do Łodzi. Odwiedziła także Szkołę i zobaczyła taką mizerię w tej dziedzinie wtedy. Brak albumów Richarda Vedona, Helmuta Newtona itd. I zrobiła zbiórkę wśród swoich znajomych nowojorskich. I przy następnej wizycie przywiozła naprawdę taki pokaźny zbiór albumów fotograficznych, no z klasyki fotografii artystycznej. Do dzisiaj te albumy… Dzisiaj już studenci tego nie mają świadomości, ale wtedy, kiedy przychodziłem do Szkoły, to jeszcze przychodzili i mówili: „Ja bym chciał zobaczyć albumy pani Ewy Rubinstein”. I to chodziło o ten zbiór. Więc, tych albumów także nie wypożyczamy. Oczywiście płyty CD też są tylko na miejscu. Książki – o jednej mogę wspomnieć. To chyba nie jest jakiś szczególny biały kruk, ale z nim się wiąże jakieś moje, jedno z pierwszych takich wspaniałych wspomnień [w] tej pracy. I wtedy, zdobyłem pełną świadomość, w jakim miejscu pracuję i jakie szczęście jest mi w gruncie rzeczy dane. Mamy taką książkę, wydaną w połowie lat trzydziestych, z rycinami Stanisława Wyspiańskiego. To jest książka numerowana, tam najprawdopodobniej przed wojną. Na jakąś rocznicę urodzin czy śmierci Wyspiańskiego wydano sto egzemplarzy i jeden z takich egzemplarzy numerowanych posiadamy. I pamiętam, to był rok 1988 bodaj, czyli początek mojej pracy. Wtedy do biblioteki przyszedł pan Andrzej Brzozowski, dzisiaj niestety już nieżyjący klasyk filmu dokumentalnego, który przymierzał się do realizacji filmu o Andrzeju Wajdzie, a dokładnie o inspiracjach plastycznych w jego filmach. Ten film powstał na zamówienie niemieckiej telewizji. On nosi tytuł Sygnowane Andrzej Wajda. I Andrzej Brzozowski chciał od nas wypożyczyć dokładnie właśnie ten album, bo tak sobie wyobraził, że nakręci taką scenę, w której Wajda będzie trzymał tę książkę na kolanach, przeglądał i mówił: „A, no to z tej ryciny to wziąłem do tego filmu, a to z tego”. Pani Maria spojrzała na pana Andrzeja i powiedziała: „No, wie pan, ja wiem, co wy potraficie robić na planach z książkami, w związku z czym mogę się jedynie zgodzić, że pracownik biblioteki pojedzie na plan z tą książką i będzie jej pilnował”. No pan Andrzej powiedział: „Oczywiście, nie ma problemu”.
No, więc któregoś dnia wsiadłem w pociąg, pojechałem z tą książką pod pachą do Warszawy, na Chełmską do Wytworni Filmów Dokumentalnych. Tam w takim roburze produkcyjnym, jak w Człowiek z marmuru jeździ Krystyna Janda. Zostałem zawieziony na ulicę Hauke-Bosaka, do domu Andrzeja Wajdy. Tam zobaczyłem po raz pierwszy prawdziwy plan filmowy. Jeszcze szyny były, bo to była kamera taka prawdziwa. Kamera na szynach jeździła. Pan Andrzej rzeczywiście usiadł. Tak jak miało się to odbyć, się odbyło. Za kamerą oczywiście cały tłum. I wśród tego tłumu była taka starsza pani, gosposia. Przyglądała się z takim przerażeniem, a jednocześnie ekscytacją i w pewnym momencie usłyszałem, jak powiedziała: „Matko, ja nie wiedziałam, że pan Andrzej jest taki znany”. No, to takie zdarzenie mi się przytrafiło. Film powstał, nawet niedawno udało mi się go obejrzeć. Tak do końca nie widać, że to jest ta książka. Teraz niedawno ukazały się Notesy Andrzeja Wajdy. Od razu przewertowałem, żeby sprawdzić, czy ten dzień został odnotowany. Ale niestety nie, nie pojawiło się. A pamiętam, że wtedy zupełnie przypadkowo do domu pana Andrzeja przyjechał Witold Adamek, który w tym czasie… przygotowywali się do Biesów. Przyjechała córka Andrzeja Wajdy. Więc z tych osób… oczywiście, pani Krystyna Zachwatowicz była też razem z panem Andrzejem na planie, więc troszeczkę się wtedy napatrzyłem na to. I to do dzisiaj jakoś we mnie tkwi ta historia. Natomiast po latach, jak Powidoki Andrzej Wajda kręcił, to zostałem przez jednego z współpracowników pana Andrzeja zaproszony na plan. Miałem okazję jeszcze raz uścisnąć dłoń pana Andrzeja. Tyle. Nie, na plany raczej nie zdarza mi się. Chociaż raz zagrałem, podobno, w filmie. Teraz sobie przypomniałem, że Artur Urbański do jakiejś etiudy poprosił mnie. Oczywiście, na Targowej w Szkole kręcił, ale on musiał… Tylko i wyłącznie, potem się okazało, że tylko moje nogi zostały sfilmowane, więc niestety. Nie dane mi jest być w bazie. Cały czas, nawet kiedyś rozmawiałem z reżyserem castingu Konradem Bugajem, który jest naszym absolwentem po Wydziale Aktorskim i tak, żeby może po znajomości mnie jakoś gdzieś tam… Talentu szczególnego nie mam, ale sobie tak wyobraziłem, że mógłbym jak Artur Barciś, po prostu, w Dekalogu gdzieś siedzieć i się tak przemazać, ale tak znacząco siedzieć. Ale jak na razie telefonu nie było.
[Biała plansza. Pośrodku czarny napis prostą czcionką: Jak powstała Internetowa Baza Filmu Polskiego?] Prowadzę Internetową Bazę Filmu Polskiego pod adresem www.filmpolski.pl. Tak, jak mówię, ona powstała w marcu 1998 roku. Od tego czasu jest w Internecie i to jest taka próba stworzenia filmografii narodowej i jednocześnie słownika biograficznego filmu polskiego – tak to sobie wymyśliliśmy. Bo, o ile teatrologia dopracowała się Instytutu Teatralnego i wspaniałych zbiorów dotyczących historii teatru i wielotomowego słownika biograficznego Teatru Polskiego, o tyle filmografia, tak szczególnie za mojej młodości, to właśnie był Filmowy Serwis Prasowy. To do dzisiaj jest niesamowite źródło wiedzy o filmach dystrybuowanych w Polsce. No i był, oczywiście, Grzegorz Balski, czyli taki kultowy, mityczny pracownik biblioteki Filmoteki Narodowej, który tam niepodzielnie rządził tymi zbiorami i jednocześnie też opracowywał różne książki. Do dzisiaj, zresztą, bardzo ważne przy wszystkich pracach nad historią kina polskiego, więc tych materiałów może tak dużo nie było. My wpadliśmy na pomysł gdzieś właśnie na początku lat dziewięćdziesiątych. To trzeba sobie przypomnieć, że to jest ten moment, kiedy zaczęły się pojawiać komputery w pracy, tak? Jeszcze nie było technologii stron WWW w 1990 roku, tak? Komputery były, natomiast, żeby się połączyć z Internetem to pamiętam, oj to było niesamowite, bo to się dzwoniło na jakiś numer, ten dziwny taki brzęczyk brzmiał, żeby się połączyć i wtedy te maile się tylko przesyłało. To było rzeczywiście niesamowite. Więc, oczywiście, wtedy jeszcze o Internecie w ogóle nie myśleliśmy. Natomiast, komputery już zaczęły wchodzić do pracy. No i, oczywiście, też pomyśleliśmy, żeby coś z tego komputera mieć, bazy danych jakoś. A, że naszą bolączką wtedy, w latach osiemdziesiątych, to były takie telefony, które często do Szkoły się odbywały, do biblioteki dzwoniono: „Ja bym chciał poznać, mieć informacje o filmach Andrzeja Wajdy”. Albo: „Wie pan, jest taki film Wajdy, w którym wystąpił Olbrychski, ale ja nie pamiętam, jak on się nazywał”. No, oczywiście na takie pytania to potrafiliśmy z głowy odpowiedzieć najczęściej, ale nie oszukujmy się, nie wszystko wiemy, nie wszystko pamiętamy.
Więc wpadliśmy na pomysł, że po prostu stworzymy sobie taką wewnętrzną bazę danych, żeby później móc to szybko odszukać – odpowiedzi na bardziej skomplikowane pytania. I pamiętam, że poszliśmy z tym pomysłem do ówczesnego rektora, razem z Elą Jędraszczyk, wtedy już szefową biblioteki, do ówczesnego rektora, czyli pana Henryka Kluby. I poprosiliśmy go, żeby kupił nam trzy komputery. „A po co?” – się zapytał. „A, bo my byśmy chcieli zrobić takie bazy danych, żeby tam zbierać informacje o filmach polskich”. I wtedy pan Kluba się zapytał: „Panie Jarku, ale czy to będzie multimedialne?”. Takie mądre słowo. Powiedziałem: „Oczywiście, panie Rektorze” – „To kupujemy”. No i komputery zostały kupione i rzeczywiście zaczęliśmy w tym 1990 roku powoli zbierać te informacje, spisywać je z Filmowego Serwisu Prasowego, z innych źródeł. I w 1997 roku już byliśmy gotowi. To już był naprawdę taki pokaźny zbiór danych, de facto wszystkie pełnometrażowe filmy fabularne były już tam wpisane. Oczywiście, to do dzisiaj nie jest kompletna informacja, co chwilę pojawiają się… Już nie mówię, że nowa produkcja jest, ale co chwilę pojawiają się gdzieś… mamy dostęp do starszej produkcji. Teraz Wytwórnia Filmów Oświatowych prowadzi swoje konto na YouTubie. I tam dwa razy w tygodniu publikuje zupełnie nam nieznane filmy oświatowe, więc też je oglądamy, też je opracowujemy. I w 1997 roku pojawiła się możliwość zdobycia grantu z ówczesnego Komitetu Badań Naukowych na utworzenie Internetu. Bo to trzeba sobie uprzytomnić, że właśnie to jest ten moment, kiedy zaczyna technologia WWW się pojawiać. Baza IMDB to jest bodaj 1997 rok. Nie chciałbym tutaj się pomylić, ale to są… Połowa lat dziewięćdziesiątych to jest ten moment, kiedy się zaczynają pojawiać najpierw IMDB, chwilę przed nami Filmweb się pojawił. My wystartowaliśmy w marcu 1998 roku. No i tak sobie dłubiemy do dzisiaj. No dzisiaj to już jest naprawdę instytucja. Przynajmniej dla środowiska filmowego, dla historyków kina, dla dziennikarzy. Ale myślę, że też po prostu dla miłośników kina polskiego jesteśmy chyba takim głównym źródłem informacji na temat polskich filmów i ich twórców. I no… jesteśmy dwukrotnym laureatem nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kategorii „Portal internetowy o tematyce filmowej”. Więc myślę, że chyba dobrą robotę robimy.
My pracujemy na żywej materii polskiego środowiska filmowego, tak bym to określił, i środowiska aktorów. Polski Słownik Biograficzny Teatru Polskiego opisuje tylko osoby zmarłe i to tam musi upłynąć jakiś czas. Polski Słownik Biograficzny, też takie wspaniałe biograficzne źródło wiedzy o najważniejszych Polakach – tam chyba nawet musi upłynąć co najmniej 10 lat, żeby w ogóle móc być tam opisanym. Natomiast, taką bazę jak my… nie da się tworzyć, nie da się opisywać tylko i wyłącznie osób zmarłych. A jak się pisze o osobach działających, aktywnych…. Już nawet nie mówię „pisze”, bo my… To trzeba, jeżeli Państwo zajrzycie to zobaczycie, tam nie ma ocen. Tam nie ma… To są suche fakty. To są obiektywne suche fakty. Tylko i wyłącznie tym się zajmujemy. Natomiast, nawet te suche fakty nie zawsze są akurat dobrze widziane, bo może nie dość pomagają w karierze, a może przeszkadzają w karierze. Pamiętam kiedyś aktorkę, która napisała, żeby usunąć informację o tym, że zagrała w pewnym filmie. Napisała jako argument: „Bo ja się nie utożsamiam z tą rolą”. Zważywszy na to, że zagrała, jak to było napisane w napisach, „trup” – to ja to rozumiem. Też bym się nie utożsamiał. No, ale faktem jest, że pani zagrała i nic się z tym zrobić nie da. Naszym zadaniem jest, po prostu, dokumentować polską twórczość filmową, w całej jej złożoności. My opisujemy wszystkie produkcje filmowe. Tutaj nie ma selekcji wartościującej. Nie ma co się oszukiwać, że nie każdy film jest wybitny i wywołuje efekt „wow”. Więc to rzeczywiście bywa też i dość męczące. Opisujemy też produkcję telewizyjną, a tutaj… No, wiemy jak jest, prawda? To znaczy, oczywiście są seriale premium. Ale też są seriale, najdelikatniej mówiąc, może niewybitne. I one także dopominają się, aby być opisane. Też je oglądamy. Może nie przy każdym tytule, ale każdy tytuł to jest jakieś wyzwanie. Nie wiem, czy państwo wiecie, że np. w serialu M jak Miłość, kiedyś także pan Witold Pyrkosz, ale pani Teresa Lipowska ma chyba w kontrakcie zapisane, że ona jest w napisach każdego odcinka, mimo że występuje w co dziesiątym. I żeby napisać stan, opisać stan faktyczny, po prostu każdy odcinek M jak Miłość trzeba obejrzeć. Inaczej się nie da. I oglądamy. Ale ja zawsze sobie tłumaczę, jak już naprawdę mam już trochę dosyć, to tak sobie tłumaczę, że są ludzie, którzy robią to codziennie. Oglądają po prostu seriale, a ja chociaż… Mnie ktoś chociaż za to płaci troszeczkę.
[Biała plansza. Pośrodku czarny napis prostą czcionką: Jakie warunki musi spełnić film, by znalazł się w bazie?] Próbujemy stworzyć regulamin, który… Bo rzeczywiście to jest duży problem, bo, oczywiście, każdy twórca, nawet amator, twórca filmów niezależnych… Bez względu na to, co to oznacza, bo to jest bardzo trudne ustalenie, co jest filmem niezależnym. Pamiętam, jak w Gdyni wygrywał film Edi. Wszak w pełni profesjonalny film wyprodukowany przez Piotra Dzięcioła, to też się mówiło o tym, że to jest jeden z pierwszych polskich filmów niezależnych. Więc próbujemy jakby zapisać to w jakichś regułach. I na ten moment wymyśliliśmy tak, że wpisujemy każdy film, który spełnia jeden z trzech warunków, to znaczy – jego reżyser lub operator ma wykształcenie filmowe, był dystrybuowany w Polsce w kinach, w streamingu lub na DVD lub był prezentowany, dostał się na jakiś polski festiwal filmowy. Jeżeli jeden z tych trzech warunków jest spełniony, to wpisujemy każdą produkcję. [Biała plansza. Po środku czarny napis prostą czcionka: Jak wyobraża sobie Pan przyszłość bazy Filmu Polskiego?] Ja bym wolał, żeby to była ewolucja, a nie rewolucja, ale co z tego wyniknie, to zobaczymy. To znaczy decyzja jakby taka merytoryczna jest podjęta, że idziemy… Stawiamy duży krok do przodu. Czy to się uda? No jak wszystko na tym świecie zależy od finansów, bo to już jest zmiana, która pociąga za sobą naprawdę duże koszty. Przynajmniej ten budżet, który przygotowujemy, opiewa na dużo zer. Ale to, co dzisiaj Państwo widzicie to jest efekt oczywiście wieloletniej pracy, ale „layout” tej strony, jego rozwiązania technologiczne pochodzą sprzed ponad dziesięciu lat. Więc to, w świecie Internetu to już jest cokolwiek przedpotopowa historia, zdajemy sobie z tego sprawę i staramy się zdobyć pieniądze, aby całkowicie przebudować bazę danych. Przy okazji prowadzimy rozmowy ze środowiskiem filmowym, z reżyserami castingu. Nawet wczoraj rozmawiałem z prezydium Związku Zawodowego Aktorów Polskich, aby odbudować tę bazę danych, która pozostanie najważniejszą częścią serwisu. Ale obudować go różnymi innymi elementami, które także będą służyć temu środowisku, może bardziej komercyjnymi. Właśnie tak, jak bazę najprawdopodobniej zamkniętą, dostępną po zalogowaniu, ale bazę z danymi potrzebnymi dla reżyserów castingu, już to są specjalistyczne informacje. Tego rodzaju to dotyczyć ma zarówno aktorów, jak i w ogóle, twórców filmowych, gdzie będziemy zbierać dane, które będą pomocne później w poszukiwaniu filmowców do kolejnych ekip filmowych. Mam nadzieję, że rozbudujemy także taką część, w której będą publikowane… Może „monografia” to jest za duże słowo, ale takie krytyczne opracowania poszczególnych filmów tworzone przez najważniejszych polskich krytyków filmowych. Takie rozmowy prowadzimy. Mamy już na to pomysły, jak to ma wyglądać. No, teraz tylko szukamy pieniędzy.
Zadanie Powiększenie kolekcji nagrań audiowizualnych oraz zwiększenie dostępności Archiwum Historii Mówionej zostało sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU.

