Bogdan Dziworski
Bogdan Dziworski – operator filmowy i reżyser. Urodzony w Krynicy w 1941 roku. W 1965 ukończył Wydział Operatorski PWSFTviT w Łodzi. Jako operator debiutował w 1965 filmem „Malowanie palcami” w reżyserii Jadwigi Żukowskiej. Autor zdjęć do takich filmów, jak „Na wylot” (1972) i „Wieczne pretensje” (1974) w reżyserii Grzegorza Królikiewicza, „Serbian epics” (1992) w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. Związany z Wytwórnią Filmów Oświatowych, gdzie wyreżyserował m.in. „Hokej” (1976) oraz „Kilka opowieści o człowieku” (1983). W 2002 uzyskał tytuł profesor sztuki filmowej. Został wyróżniony Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”. W 2016 otrzymał Nagrodę Stowarzyszenia Autorów Zdjęć Filmowych (PSC) za całokształt twórczości. Od lat 80. wykładowca Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, gdzie pełnił również funkcję dziekana. Członek Stowarzyszenia Autorów Zdjęć Filmowych.
Nazywam się Bogdan Dziworski. Jestem twórcą filmowym, z zawodu operatorem, ale też i reżyserem filmów krótkich, długich, średnich i jeszcze jakichkolwiek. Czyli to ja jestem. Ja jestem człowiekiem ze wsi, czyli zajmowałem się pasaniem krów i tak dalej. I ponieważ mój ojciec był geodetą, więc jeździłem z nim na pomiary, nosząc taki teodolit. To jest taki instrument do namierzenia tyczek i do wyznaczenia, że tak powiem, kierunku akcji. No, i ten teodolit mnie zafascynował, ponieważ obraz w tym teodolicie był obrócony. Ja przez ten teodolit obserwowałem ludzi, którzy myśleli, że kręcę film. Mówili ciągle: „A to jest filmowiec, on nas kręci”. Ja nie prostowałem, tylko obserwowałem. Tak się zaczęła moja miłość do kina i do sprzętu fotograficznego i filmowego. Tak to wyglądało na początek, czyli od chodzenia po grudzie do życia po grudzie, później robiąc filmy. Tak to wygląda, krótko i węzłowato. Bardzo trudno było się dostać, dostałem się za drugim razem, ale w międzyczasie pracowałem nad zdjęciami i tak dalej. Udało mi się, moi koledzy zdawali po cztery, pięć razy, ja za drugim razem, za pomocą pewnych wybiegów, sztuczek, musiałem stosować i te sztuczki dały rezultat i dostałem się. Ja, gamoń, dostałem się do Szkoły Filmowej. Wykładowców, którzy mnie nic nie nauczyli, bo właściwie byli to ludzie starsi, którzy robili filmy w starym stylu, ale miałem to szczęście, że spotkałem Jerzego Skolimowskiego, geniusza, wybitnego reżysera, o którym Godard powiedział: „Ja i Skolimowski zmieniliśmy bieg świata” i właśnie z tym Jerzym, moim przyjacielem Jerzym Skolimowskim, uczestniczyłem w jego produkcjach, robiąc długie ujęcia kamerą Arriflex. Jestem Jerzemu bardzo wdzięczny, bo wszystko, co zawdzięczam, to zawdzięczam właściwie jego odwadze, jego geniuszowi, jego pomysłom. I jak gdyby to wywarło wielki wpływ na mnie. Powtarzam, Jerzy Skolimowski, Jurek Skolimowski, mój przyjaciel. Tak, robiłem z Edkiem Żebrowskim, z Królikiewiczem, robiłem… no głównie z tymi ludźmi. Głównie z Edkiem Bernsteinem-Żebrowskim, który był przyjacielem Hłaski i miałem okazję z nim współpracować przy filmach dokumentalnych i fabularnych. Także miałem to szczęście, że trafiłem na ludzi, ponieważ operator jak nie trafi na odpowiedniego reżysera, to nie istnieje. Nie istnieje.
No Wytwórnia była blisko mojego domu, bo właśnie ja życie spędziłem w Słotwinach, a mój ojciec mieszkał w Łodzi, czyli ja mieszkałem z ojcem i z matką w Łodzi. No i po prostu była Wytwórnia Filmów Fabularnych, ale Wytwórnia Filmów Oświatowych była dla mnie o wiele ciekawsza, ponieważ ja mogłem tam robić filmy z dnia na dzień, pisząc kilka słów na papierze i już następnego dnia mogłem jechać na zdjęcia i to się już nie powtórzy, nie wróci się. I ta Wytwórnia właśnie mi to umożliwiła, że te wszystkie moje filmy, które objechały cały świat, jak gdyby są znane w świecie i były robione w Wytwórni Filmów Oświatowych, która mi umożliwiała robienie krótkich filmów w długim czasie – czyli ja miałem długi czas na realizację tego, to było potrzebne. I bez Wytwórni filmów to ja bym nie istniał w ogóle. Dziękuję oświatówce, dziękuję. Ja byłem wolnym strzelcem. Ja etat miałem w Zespołach Filmowych, bo robiłem filmy fabularne to robiłem swoje filmy. I tu już nie chodziło o pieniądze, bo właściwie ja z tych filmów pieniędzy nie miałem, nie czerpałem. Natomiast ślad jest bardzo mocny. W tych filmach są, jak wiecie Państwo, to filmy bez komentarza. One są rozumiane na całym świecie, do dzisiaj są pokazywane w różnych miejscach – Muzeum Modern Art, Albertina, także cały świat, że tak powiem, te filmy ogląda. No i jeszcze BBC, z którą współpracowałem później też dzięki temu, że zrobiłem te filmy, dała mi do realizacji film, a później moja współpraca z wybitnym Pawłem Pawlikowskim, z jednej strony i z drugiej strony z wybitnym Zbigniewem Rybczyńskim z drugiej strony. Także miałem, że tak powiem szczęście pracy z wybitnymi ludźmi, o których teraz mówię, że byli wybitni i są wybitni, są nadal moimi przyjaciółmi. Oni chcieli ze mną pracować i to był Ryszard Lenczewski, Witek Dąbal, Piotrek Sobociński. To była moja grupa, która jeździła ze mną i kręciliśmy wszystkie te filmy na kilka kamer. Jak wiadomo, z perspektywy, byli to najwybitniejsi europejscy operatorzy, tu miałem to szczęście – i współpraca ze mną też im coś dawała. No i teraz muszę powiedzieć, że świętej pamięci Krzysiu Ptak powiedział mi, że najlepszym filmem, jaki zrobił, był film Kilka opowieści o człowieku, co mnie bardzo ucieszyło, że tak powiem, byłem bardzo dumny. Z kolei Paweł Pawlikowski też powiedział, że najlepszym jego filmem był film Serbian Epics, który robił ze mną. Słuchajcie, nic więcej żyć, już nie umierać po prostu, już koniec.
Miejsce pięknie położone, z naprawdę świetnymi ludźmi. Tam przecież w Oświatówce pracowali Marek Koterski, Jacek Bławut. Wszyscy właściwie wielcy reżyserzy, którzy byli w Oświatówce, przewinęli się przez Oświatówkę, w której te filmy robione właśnie posiadały tą zaletę, że posiadały silną formę. Forma, przede wszystkim, a nie jak w dokumencie, że tak powiem, gdzie były gadające głowy tylko i wyłącznie. Też doceniam dokument, były to problemy, były to jakieś fajne sytuacje, natomiast my żeśmy głównie robili filmy właśnie, ten Wojtek świętej pamięci Wiszniewski, fantastyczny Szulkin, który też zaczynał w Oświatówce. Masę, masę, masę ludzi naprawdę rewelacyjnych. Moich przyjaciół żyjących i nieżyjących już, bo wiek robi swoje i tak już jest. Tak, miejsce to było w barze, a później po knajpach chodziliśmy. Także dobre miejsca. Dobre miejsca mieliśmy do rozmowy. Czyli rodziły się pomysły w dobrych miejscach, tak jak zwykle. Lepszych miejsc nie można sobie wyobrazić. No żeśmy kombinowali taśmę. No trzeba było umieć kombinować tę taśmę. To znaczy czasami trzeba było robić na czarno-białym, a później krytyka mówiła: „Świetne pomysły, genialny pomysł. Część filmu Hokej jest robiona na czarno-białym”. No był po prostu brak taśmy zmusił mnie do roboty. Takie niedostatki wpływają na to, że człowiek jest podekscytowany, myśli lepiej i tak dalej. Tak to wygląda. Nie, nie miałem żadnych problemów ze sprzętem, nie miałem problemów z kierowcami. To były czasy, kiedy film można było zacząć i zawsze się film kończyło. W tej chwili robię od pięciu lat film o Andym Warholu i nie mogę go skończyć, bo na szybko, na szybko, brak pieniędzy, czekam na pieniądze. No tak to wygląda. Takie czasy były i takie teraz. Tam to mi bardziej pasowały. Tak to było.
Tak, no to jest ciekawa sprawa, ponieważ ja wyjechałem do Bułgarii i słuchajcie, wszyscy wyjeżdżali na zachód, ja wyjechałem do Bułgarii. Tak się złożyło, że w Bułgarii zacząłem robić swoje filmy oraz współpracowałem z ekipą Lazzariego, który robił film Kurier Carski w Bułgarii. Miałem jego ekipę i z wybitnym reżyserem Grishą Ostrovskim robiłem film, z ekipą Lazzariego i słuchajcie, to była niesamowita sprawa, że ja tuż po szkole, zamiast robić fotosy w Polsce, wyjechałem do Bułgarii, a wszyscy wjeżdżali do Stanów Zjednoczonych. Ja tam zrobiłem filmy swoje, zacząłem robić i robiłem film właśnie z Grishą Ostrovskim z ekipą Lazzariego. Słuchajcie, to szczęście to niebywałe. No i później przyjechała delegacja z Polski, zobaczyli moje dokonania, no i dali mi do roboty film w Polsce. Później robiłem film Na wylot z Królikiewiczem, też wielki film. No i tak to się zaczęło, czyli trochę szczęścia trzeba mieć, ja je miałem. Tak to wygląda. Ja miałem za sobą Królikiewicza, który był papugą, czyli adwokatem i on był moim adwokatem. I on bez względu na… to był genialny człowiek, naprawdę wybitny, wybitny, taki polski Kubrick. I on mnie chronił, na przykład dawał mi wolność, że ja mogłem robić wszystko, co chcę i później mnie bronił na komisjach technicznych. To był idealny układ, bo Królikiewicz nie miał autorytetów. On po prostu występował w mojej obronie wszędzie, łącznie z ministrami. Mówił i przekonywał ich, i przekonał Kazia Kutza, który był zaprzyjaźniony z Edwardem Gierkiem i dzięki temu, właśnie dzięki Edwardowi Gierkowi też zrobiłem ten film. No Kutz, Kutza się bali ludzie i Kutz mnie poparł. Kazimierz Kutz. No i to film, który później zdobył wiele nagród i jak gdyby wywołał sensację w Japonii, gdzie sztuka operatorska była na dużym poziomie. I wtedy ja byłem tuż po szkole, nie miałem żadnego doświadczenia, ale obok mnie stał Królikiewicz, który mnie, tak powiem, bronił, bo sam bym się nie wybronił. Tak to wyglądało. Tak, to była ta sprawa, że ja zostałem, bo Wiciu Dąbal, mój przyjaciel, który robił filmy z Pawłem – po prostu nie wiem, czy czasu nie miał, czy nie chciał, no i wkręcił mnie w Pawła. No jak mnie wkręcił, tak Paweł już zaczął ze mną robić filmy. Później ja miałem robić fabuły, ale raczej nie robiłem tych filmów fabularnych. Natomiast robiłem z nim wielkie filmy – Podróż z Żyrinowskim o wojnie w Jugosławii. Fantastyczne filmy, które żyją do dzisiaj. Paweł, jak wiadomo, że laureat Oscara, Zbyszek laureat Oscara, wszyscy moi przyjaciele.
Teraz mamy zachodni system, a wcześniej to był system komunistyczny i wtedy państwo dawało na film. Teraz też można dostać pieniądze. Trzeba zabiegać. Ja nie posiadam tych umiejętności. Ja nie zabiegam. Ja robię swoje filmy. Jak na przykład się nie podoba, to nie robię. Jak ktoś chce ze mną robić, to wybieram, czy mam z nim robić, czy nie mam robić. W takiej sytuacji jestem dość luksusowy. Jestem też przedstawicielem Laiki. Laika wydaje moje, że tak powiem, książki, promuje mnie na całym świecie. To jest ważne, zresztą zajęła się mną i umożliwiła mi promocję. Do tego, że mnie odkryli, bo ja zdjęcia wstawiałem do szuflady i oni mnie odkryli. I zainwestowali, to prosta sprawa. Także od kilku lat współpracuję, miałem wystawy po całym świecie – w Stanach, w Berlinie, tutaj Laika zawsze mnie promuje i przy okazji mam pokazy filmów, to też jest bardzo ważne, że mam wystawy, pokazane filmy. Teraz miałem w Albertinie właśnie wystawę, pokaz filmów, czyli super miejsce. Troszeczkę mogę powiedzieć, bo Warhol jest jak gdyby w mojej rodzinie, to znaczy w mojej rodzinie Łemkowskiej, bo jestem Łemkiem i dlatego robię film o Warholu, bo on jest Łemkiem. Łemek robi o Łemku, no prosta rzecz. Warhol budował swoje studio w Nowym Jorku, a ja buduję fabrykę w tym filmie. To swoją fabrykę buduję, to jest jak gdyby taka konfrontacja pomysłów i tak dalej. No niestety John Cale, który miał mi z Velvet Underground muzykę pisać – nie mam pieniędzy na dokończenie tego filmu. Ale czekam, zobaczymy. Nie żyje mój bohater, ale u mnie się rodzi z jajka. Czyli po prostu, jak Endy powiedział: „Pochodzę znikąd i nie żyję”, a u mnie się rodzi z jajka – „Pochodzę, wyskakuję z jajka”. Nie żyje, ale jednak u mnie żyje. Na tym polega sprawa. Na tym polega magia filmu, że człowiek nie żyje, a jednak żyje. Leży w grobie, a ja mam cały grób zrekonstruowany i on będzie wychodził do mnie. Żyje. Stalin wiecznie żywy, Warhol wiecznie żywy. To genialny człowiek. Znaczy film, który rzeczywiście świat obleciał, to muszę powiedzieć i dzięki temu filmowi, ja robiłem wersję dla BBC, dzięki temu filmowi nawiązałem współpracę z BBC, czyli jak gdyby same korzyści. On skorzystał, ja skorzystałem i to trzeba obejrzeć film, żeby móc doświadczyć tego, co ja doświadczyłem z tym człowiekiem. Namawiam, obejrzyjcie ten film, on jest na YouTube. Kilka opowieści o człowieku i to polecam.
