Przejdź do treści

Astrid Wojtaszek – jedna z pierwszych w Polsce kinooperatorek. Absolwentka Zasadniczej Szkoły Kinooperatorów w Markach. Pod koniec lat 50. XX wieku została zatrudniona w łódzkim kinie „Polonia”, gdzie przez kilka lat zajmowała stanowisko pierwszego kinooperatora. Pracowała także w Dziale Kontroli Łódzkich Zakładów Kinotechnicznych Prexer.

Krystyna Helman: Ja zaczęłam pracę w 1968 roku. Pracowałam w kinach do 1984 roku. Potem byłam na macierzyńskim. Potem pracowałam w Charlie. No a potem w kinie w Szkole Filmowej. Cała moja kariera. Łódzkie Zakłady Wytwórni Kopii Filmowej – w kabinie. Tam przecież była cała fabryka tych taśm nagrywanych i najdłużej to chyba Potop pamiętam, kobylasty. Tak. Każdy jeden tytuł, który – bo tam kopiowano te taśmy, te filmy wszystkie, a potem było, sprawdzałam, jak ta taśma wygląda na ekranie, no i wszystkie te usterki były wyłapywane. Pewnie, że często. To się wycinało i już, albo coś tam dokręcali. Może nie, już dokręcać to chyba nie, ale takie różne. Na przykład chyba Ziemi obiecanej coś było pocięte. Nie, tam było z porozumieniem. Czyje to było, no Wajdy. Tam została, albo nie będę może mówiła, chociaż to teraz jest na ekranach chyba, jak załóżmy, wycięte z Kaliną Jędrusik w pociągu, bo to było nieciekawe. Wulgarne. Mój ojciec najczęściej pracował w Polonii, w Włókniarzu pracował. Zresztą ja też w dużo kinach pracowałam. To znaczy, może nie pracowałam, ale taki zwyczaj był, że jak tam kogoś brakowało, to na zastępstwa nas wysyłali, ale w ten sposób się kabiny poznawało No i tak to… Nie, ojciec był bileterem. Ja w ogóle w ogóle styczności z kabiną, nie miałam. Jak weszłam do kabiny, ja miałam bardzo wielkie trudności z poznaniem kabiny. Ja nie wiedziałam, co to jest prostownik. Ja nie wiedziałam co to jest akumulator. Ja nie wiedziałam, co to jest wzmacniacz i dopiero z czasem, z czasem się wciągałam. No nie wiem, czy takie bardziej proste. Bardziej technika mnie pociągała, prawdopodobnie aniżeli stanie za ladą. Na pewno Polonia, to mi za skórę weszła. No ale to nieważne. Długo pracowałam w Przedwiośniu. Długo w Przedwiośniu pracowałam. Potem z Przedwiośnia poszłam do działu technicznego w dyrekcji, byłam starszym inspektorem. Potem poszłam właśnie z dyrekcji, z tego OPRF-u poszłam na macierzyńskie i potem się zaczęły zwolnienia, likwidowanie kin. No i zostałam zwolniona w 1990. Kiedy te rozruchy były? W 1988 chyba roku, bo to w 1989 były, to się mówi przejście z komunizmu na teraźniejszość. I chyba w 1998 roku zwolniono mnie, jak już prawie całkowicie kina padły.

Astrid Wojtaszek: Nazywam się Astrid Wojtaszek. Zaczęłam od tego, że pojechałam do szkoły do Marek. Ale ponieważ nie byłam techniczna za bardzo, więc nie było lekko. I na drugim roku, kiedy już kończyliśmy tę szkołę, też wszystkie egzaminy zdałam. I potem praktyczny. I zdawałem z naszym kolegą Drusiem, on przy jednym projektorze, ja przy drugim projektorze. On się pomylił i włączył mój projektor. I ja zgłupiałam ze strachu. Także nie dostałam wtedy zezwolenia. No wróciłam do Łodzi następnego dnia i jeszcze następnego pojechałam do naszej dyrekcji.
KH: MZK to było. Miejski Zarząd Kin był, a potem się połączyli z OPRF-em. Tam była taka dyrekcja objazdowych kin. WZK była, potem połączyli się i było OPRF, czyli wszystkie – tak, okręgowe.
AW: No i następnego dnia po powrocie pojechałam do MZK, że chce się zatrudnić jako pomocnik oczywiście. Mama narzekała: „Zrób sobie chociaż jeden miesiąc wolny” – „Nie, ja nie zasługuję”. Szkoda mi było czasu. No i zatrudniłam się jako pomocnik właśnie w kinie Polonia, ale to były jeszcze wcześniejsze czasy. Jeszcze Krysia wtedy nie pracowała. I zaczęłam pracować w Polonii. Bardzo dobrze było, bo był jeszcze szef, taki starszy pan, ale bardzo miły, bardzo taki otwarty i prosił, że jeżeli czegoś nie wiem, on mi wszystko wytłumaczy. I rzeczywiście tak było, pod warunkiem, że wszystko musiało być zrobione. Rano kurze wytarte, projektory wyczyszczone, no wszystko. Z tym nie było problemu. Na drugiej zmianie, bo to było już kino dwuzmianowe, na drugiej zmianie był chłopak. Nie mógł się zgodzić, że musi z dziewczyną pracować. Niechętnie niektórzy patrzyli. No i zaczęłam pracować, zobaczyłam, jak to jest. I to był lipiec. Ach nie wiem. Chyba pod koniec września już przyjechała komisja z Warszawy. Ta sama, która nas egzaminowała po szkole. No i oczywiście tutaj koleżanka, już koledzy: „Tak idziesz, zdajesz. No dobrze, no to pójdziemy dzień wcześniej, żebyś sobie zobaczyła, obejrzała. Tak?”. No dobrze. No i poszliśmy, to się działo w Stylowym. I był nasz szef. Teraz nie pamiętam, jak się nazywał, ale na pewno przeczytam.
KH: Nazwiskami nie operujmy może, co?
AW: Ale to nie jest nazwisko tutaj, tylko nazwisko ze szkoły. Ten sam zespół przyszedł tutaj, żeby to było na tym samym poziomie. No i tam koleżanki były, koledzy byli. No i wołają mnie. I właśnie wyszedł szef i „No chodź”. Ja myślałam, że może coś mi tam chce jeszcze pokazać, coś powiedzieć. Ale okazało się, że nie. No miałam zrobić: uruchomić projektor, założyć, zrobić wszystko. Pilnowałam tylko, bo wtedy na tej tablicy rozdzielczej to mnie pomyliło, jak kolega włączył, więc pamiętam, że prosiłam, żeby się nie przesuwali. No i zdałam, także to było proste, no kilka miesięcy popracowałam. Więc i potem nie wiem, z tym, że najpierw chyba dostałam dwójkę. Tego już nie pamiętam. W każdym razie krótko na tym też byłam i dostałam jedynkę normalnie, i normalnie pracowałam.
KH: Szybko ci poszło. No ja 5 lat czekałam. Najpierw były kursy, które trwały rok na dwójkę, potem rok na jedynkę, a potem ze względu na to, że kobieta, to nie było awansu na kinooperatora, tylko cały czas się trzymało na pomocniku. I wtedy się zwolniłam, bo już miałam dosyć i właśnie poszłam do Kopii Filmowych. Tam już poszłam jako kinooperator.

KH: Tam mnie z kolei – co mnie tam przerażało – godziny wstawania, bo tam było na szóstą. Ja stamtąd bardzo szybko uciekłam. Wróciłam do kin. 6:00-14:00, 14:00-22:00. I zegary to jeszcze do tego, które mnie bardzo przerażały. Jak się wpadło o godzinie 6:00, odbiło, to dopiero można było się tam wyjść o 14. Chociaż w kinach tego nie było. Nie było tych zegarów i trzeba było być w tym kinie, i obsługiwać. Ale sam fakt, że ten zegar tam gdzieś jest, no okropnie człowiek się czuł. I nie wiem, jak teraz w Szkole. W Szkole chyba teraz też. Nie wie pani, bo były takie propozycje, że zegar wejścia-wyjścia. I tyle no. Większość mężczyzn była, to fakt, ale ja nieraz byłam niewpuszczona do kabiny. Na przykład poszłam do na zastępstwo. I pan sobie nie życzy z kobietą pracować i ja siedziałam na dole, a pan sobie wyświetlał sam, zamiast pójść do domu. Nie chce to nie. No, ale człowiek był taki obowiązkowy i siedział, patrzył na to, co on tam wyświetlał. Ale byli panowie tacy właśnie. Miałam szefa też takiego w Przedwiośniu, był to starszy człowiek, no i tam zaczęłam pracę. I on musiał wiedzieć, bo to był szef. Musiał wiedzieć, że dostanie kobietę kinooperatora. To był taki okres, że on nie wszedł do kabiny jak ja nie wyszłam. Ale on się bardzo szybko przekonał do mnie. Bardzo szybko. Potem pracowaliśmy razem, było wspaniale. Przypuszczam, że był, ale dźwigało się, niestety. Jestem po operacji kręgosłupa po tym wszystkim. Kinooperatora to może nie, ten kinooperator to tak za mocno nie dźwigał, tylko pomocnik. Kiedyś było dwóch kinooperatorów i pomocnik na jednej zmianie, na drugiej zmianie było dwóch kinooperatorów, szef i pomocnik. Potem się zmieniło, że jeden kinooperator już wystarczył. Tylko, że ten kinooperator w kinie to miał całe kino na głowie też. Oświetlenie, różne jakieś tam awarie, no praktycznie wszystko miał. Tak, ale to [kurtyna] było automatycznie otwierane.
AW: Trzeba było przycisnąć.
KH: Poprzez przyciski, no to automatycznie, wiadomo. Także, jak zaczynaliśmy projekty, to najpierw był odsłaniany ekran. Potem były przeźrocza wyświetlane, potem reklamy, potem były te – co to są? Dodatki. No i potem film. A i kronika pierwsza, znaczy po tym. To, co mi bardzo brakuje właśnie teraz – nie ma tej kroniki, bo te reklamy to mnie denerwują i dodatków, które były bardzo, bardzo wartościowe. A teraz niestety nie ma. Wszystko tylko film.

AW: W Polonii i Bałtyku zdarzały się pokazy mody. Jak premiera miała być, byli aktorzy. Były też i pokazy, i aktorzy.
KH:
No dobrze, dobrze.
AW:
Bardzo miłe, bardzo miłe, bo raz – widzieliśmy aktorów, którzy grali właśnie w tym filmie, ale to nie było we wszystkich kinach, tylko właśnie w tych zero – najlepszych, tak.
KH:
To najczęściej było na prapremierze chyba, gdzie byli aktorzy na pierwszych tych seansach, gdzie wchodziła kopia, film – tytuł, o, tytuł. Z lepszego do gorszego, z gorszego do lepszego – różnie to bywało. My tak jakoś traf miałyśmy, że zawsze nas w zerówkach trzymano. Nie pracowałam tak na stałe. A nie, przepraszam, pracowałam, chyba ze 3 miesiące w Tatrach. Ale z Tatr przyszłam właśnie do Przedwiośnia przez te 3 miesiące tam. Ale mówię, przez to, że się tak latało po kabinach, poznawało się i projektory, i kabiny. No różne rzeczy.
KH:
Dla mnie to powiem pani szczerze, że, bardzo przeżywałam i byłam w stresie awarii. Wtedy, kiedy była awaria. Opowiem jedną rzecz, którą do dzisiaj pamiętam, głupia rzecz. W prostowniku wysiadł bezpiecznik tam na prądzie stałym, nie wiem, nie będę mówiła dokładnie tego i to ten bezpiecznik jest taki dosyć duży. Ja tego nie mogłam odkręcić. Nie mogłam. To tak było spieczone, a jeszcze miałam takiego swojego szefa, że on miał takie łapy, że jak przykręcił, to nie można było odkręcić. No i jechałam na jednym projektorze jeden seans, bo po prostu nie mogła odkręcić. Pomocnik też nie mógł. No, ale szef przyjechał i odkręcił, no bo on zakręcał i potem nawzajem się ochrzanialiśmy. Ja szefa ochrzaniałam, że za mocno przykręca, a szef mnie ochrzaniał, że za lekko. Wiadomo, że te bezpieczniki muszą być dokręcone, bo wtedy się nie spiekają, tak. Ale jak kobieta jest w kabinie, to ona tego nie odkręci. To znaczy nie aż tak długie, bo to na jednym projektorze się jechało, ale można było… Moment na ciemno było na ekranie, bo to przecież rzucało się na drugi prostownik. Nie wiem. Także na tym jednym projektorze, ale jak byłoby się samemu, to nie dałoby rady. Musiałby być moment przerwy. A tak to prostownikami się jechało. Jak my zaczęłyśmy pracować, to nie było łatwopalnych taśm. Ale były naciski, prawda, jednak na to, że może coś takiego się stać. Byłyśmy szkolone pod tym względem, jak się zachować.

KH: Pani mówi o wystroju kabiny. To nawet remonty ze względu na to były. W lepszych kabinach to był pokój wypoczynkowy. Nie wiem, w Polonii nie było, ale był tam taki. Ale w tych lepszych, na przykład w Przedwiośniu był, w Bałtyku chyba też był. No to tam już były takie fotele. Ale kto tam siedział w tym pokoju wypoczynkowym?
AW: To tylko ten, który nie był przy projektorze, mógł.
KH: Jak było dwóch kinooperatorów, to jeden mógł sobie tam iść trochę odpocząć, a drugi kręcił.
AW: I drugi klaskał jak przejście było.
KH: U jednego szefa tylko musiało być dwóch. Ale nie no. Nie wiem, co ten szef sobie tam tego, bo dla mnie to przejście to było, jak zależało od kinooperatora, a nie od tego drugiego, który tam ubezpieczał, może nie wiem, jak on, zagapi się? Ja nie wiem, po prostu nie wiem. To dla mnie przejście, to powinno być zrobione i tyle, no po co to było? No wytłumacz.
AW: Przepraszam, ja zaczęłam pracować troszkę wcześniej od ciebie.
KH: Chyba, że z węglami coś się działo. No nie wiem, bo ja na węglach nie pracowałam.
AW: Ja pracowałam na węglach.
KH: Źródło światłą węglowe.
AW: Ale to były takie cieniutkie jakby ołówki, coś takiego. I to trzeba było też pilnować, żeby wymienić, bo jeżeli jedno się przestanie palić, no to nie ma światła.
KH: Źródła światła nie ma. Jak się wypalą węgle, to tak jakoś ustawiane były. No i to się paliło, nie? I to szło do tego, to nie raz się wypaliło. No ale to już kinooperatora wina. Ja właśnie nie wiem, czy tak bardzo potrzebny.
AW: Jak zakładał taśmę nową, nową szpulę, to oczywiście założył taśmę, ale jednocześnie patrzył jak sprawa tych węgli. Jeżeli trzeba było wymienić w ogóle, bo było malutko, no to od razu wymieniał. W każdym razie to było razem z tym. Najczęściej było tak, że starczało, ale sprawdzić trzeba było.
KH: Nie wiem, ja na węglach nie pracowałam, to znaczy pracować, pracowałam, ale to było w Tatrach trochę na kinie letnim. Tam, chyba ze 2 razy byłam w tej kabinie. Ale tak to nie pamiętam za mocno tych węgli. I co jakiś czas, czy to by wystarczyło tych węgli na cały seans?
AW: Niekoniecznie.
KH: Czy nie? Nie wiem.
AW: To zależało, jaki długi film był.
KH: Ale czy to najczęściej wystarczało tego?
AW:
No nie, trzeba było wymieniać. Pamiętam dokładnie. Ale tak jak mówię, trzeba było tego pilnować. To było ważne, no bo ciemno było na ekranie.

KH: Zdarzało się. Nieraz się zdarzało. Ja pamiętam, ale to nikt nie buczał, nikt nie warczał. Przez pomyłkę nie puściło się jednej szpuli. Było tak, a że to był film Pierwszy dzień, pamiętam tytuł – jakieś Love Story. Jakoś się ludzie nie zorientowali. To zresztą to było na poranku także. Jakoś się ludzi, nie… A czy my? No wypadła nam. Patrzymy na zegarki. Kurczę, coś za wcześnie się skończyło. Potem ruszyliśmy. Ale to przeszło sobie cicho. Spokojnie. No tak to takich bardzo dużych wpadek to się nie miało chyba, nie? Miałaś jakąś tam wpadkę?
AW: Nie.
KH: No nie, chyba nie. Ja z tym bezpiecznikiem to mówię, sobie dawałam radę jakoś. Ale awarie poważne były, kiedy się odwoływało seanse. Załóżmy, prostownik całkowicie wysiadł, czy wzmacniacza nie było drugiego zapasowego, albo coś w projektorze, nie było części zamiennej. Były odwoływane nieraz seanse. To było bardzo pilnowane. Nie zdarzyło mi się, żeby nie dotarła kopia, ale na ostatnią chwilę tak. No to już była nerwówa.
AW: Za mnie jeszcze był pędel. W Polonii, tym z Bałtykiem.
KH: To nie tylko z Bałtykiem.
AW: Ale taki miałam przypadek. Ja byłam sama, znaczy byłam pomocnikiem. Oczywiście latałam, bo te szpule zabierałam, oddawałam. I okazało się, że pan w Bałtyku pomylił. Ja tylko nosiłam, ale nie było czasu na to, żeby tam patrzeć co, bo szybciutko grali i tu, i tu. Bo film był dobry, tak jak na Sylwestra. Ale ja nie miałam konsekwencji, bo tak jak mówię, no tak było, ja tylko nosiłam.
KH: To pomocnik latał w tę i z powrotem.
AW: Mało, znaczy to zależało, ale raczej tak. Tak jak mówię, tutaj wtedy w Sylwestra, no to rzeczywiście mało było czasu. Z tym, że ze szpulą się zdążyło dojść. Zresztą biegło się może. W każdym razie tak. No i w tym właśnie szef Bałtyku się pomylił. Także nie było też dużej tej, bo to tak jak mówię, to był Sylwester, więc…
KH: No to tym bardziej chyba powinno być coś, bo to było wszystko postawione na…
AW: Tak, ale Krysiu, to było jeszcze dawniej, jak zaczęłam niedługo pracować.
KH: To myślisz, że nie było takich wesołków sylwestrowych, jak były wtedy za twoich czasów? Kiedy wszyscy byli na baczność postawieni. Były jakieś tam występy.
AW: No nie.
KH: Aktorzy albo ktoś z teatru był zapraszany na…
AW: Wtedy na…
KH: Taka wpadka by nie przeszła wtedy.
AW: Nie wiem, może nie pamiętam, no w każdym razie…
KH: Jakoś wybrnęliście.
AW: No jakoś tak.
KH: Znaczy ten kinooperator wybrnął.

[00:26:46] AHM_MKŁ_13.12.2022_001
KH: Wesołek to był w Sylwestra. To były jakieś występy i dodatkowo film po. Czy tam jacyś piosenkarze, czy tam byli zapraszani.
KH: Kupił sobie bilet, to wchodził.
AW: Ale jak u nas było na przykład, bo Polonii też szybciutko były premiery. Wtedy były długie kolejki w ogóle do kasy. No i dużo znajomych i przyjaciół z drugiej strony, no bo każdy chciał zobaczyć.
KH: No jak się żyło dobrze z kasjerką…
AW: Poprosiliśmy.
KH: To tam zawsze odłożyła, odkreśliła. Ale pracownikowi, no jak mogła nie pójść na rękę. A jeszcze były tak zwane, kurczę, jak one się nazywa, na karnety – Konfrontacje jeszcze były, zgadza się. Tu były hopki z tymi… No tak i to były na karnety i to – wie pani co to karnety, nie. Ale też się dostawało wtedy karnet, ktoś tam poprosił. To szło się do kasjerki.
AW: Dla męża do pracy przecież.

KH: Nie było dobrze widziane, ale przychodził. Opowiem pani sytuację, właśnie jak się połączyli MZK z WZK, czyli te wiejskie, no to zmienił się dyrektor. Ja tego dyrektora nie znałam, a przed kabiną było napisane „Obcym wstęp wzbroniony”, no i wszedł jakiś facet do tego pokoju, bo to okazał się dyrektor. Nie przedstawił się, ani nic. No to miałam prawo. Poszedł na skargę do kierowniczki: „Kto tam pracuje, że mnie wygonił?”. No ale mówi: „Dobrze, dobrze”. No, ale go nie znałam, no wiadomo.
AW: Krysiu, to, co nam się przypomniało, znaczy mnie się część przypomniała i tobie. Pracowałyśmy, była niedziela, pracowałyśmy z Krysią na rannej zmianie. I ja nie pamiętam, czy to był kierownik jakiś na zastępstwie, tego nie pamiętam. W każdym razie jesteśmy obie w kabinie. Wchodzi ktoś, rozgląda się, on chce rozmawiać z kinooperatorem. Ja mówię, słucham. No, ale takie wrażenie na nim zrobiło, że jak wszedł, butów nie wytarł, tylko wychodząc. Zupełnie był tak zaskoczony. To był młody człowiek.
KH: Już ja to pamiętam tak, ale ja sobie nie przypominam tej twarzy, wiesz?
AW: Twarzy też nie. Ja nawet nie wiem, kto to był.
KH: Kierownik to był. Nie wiem, czy on był na zastępstwie czy nie.
AW: W każdym razie, a myśmy tak chichotały.
KH: Poważne byłyśmy bardzo. Było z czego chichotać, że facet zobaczył dwie kobiety w kabinie i speszył się.
AW: Tak, a nie ma kinooperatora. I wcześniej, jak ja zaczęłam i potem, jak Krysia przyszła, pracowało się bardzo fajnie, spokojnie, miło.
KH: No tak.
AW: Nie wiem, czy ty byłaś. Ja miałam taki moment, że miałam Bożenkę, taką małą córeczkę. I miałam ją właśnie w kabinie. Ja nie pamiętam, czy mąż miał oglądać film i chyba ona tutaj była, a ja wyświetlałam przeźrocza. Tam było osobne okienko i sobie tu wyświetlam. No i więcej chyba nie było nikogo w kabinie. W każdym razie Bożenka tam sobie – byłam spokojna, że tam patrzy sobie. W pewnym momencie mam ciemno na ekranie. W pierwszej chwili idę, bo ona była troszkę dalej. Patrzę, a ona spróbowała rączką zasłonić. Ja w pierwszej chwili nie wiedziałam, co się dzieje. Ale takie przygody też się zdarzały.
KH: Niebezpieczne, bo przecież wszystkie urządzenia pod prądem, dzieciak łapę wsadzi i już jest problem, ale jak nie było, gdzie tego dzieciaka zostawić, no to się…
AW: Zresztą to nie było też często. To nie było, że przychodziła, ale…
KH: Najczęściej wzięłaś i ktoś przyszedł po to dziecko tam za godzinę czy za dwie, ale tak żeby całymi dniami być, to nie.

AW: Przywykłyśmy. Bo to jednocześnie była kontrola, znaczy wiedziałyśmy.
KH: No właśnie, Ala zaczyna mówić, a ja jej przerywam. Ale po pracy głośnej rozpoznawało się, czy coś się dzieje z projektorem, czy nie. Dlatego, że znała pani ten głośny, a jak się coś tam zaczęło, to całkiem inny chód projektora był. I natychmiast człowiek już tam na ten projektor. Było tak?
AW: Było.
KH: To już tak w rutynę weszło, że jak tam się coś działo, to natychmiast się leciało. Albo się zdążyło, albo nie. Też tak było.
AW: No nie wiem. Ja bardzo dobrze wspominam. Tak jak mówię, no zaczęłam pracę zaraz po szkole, potem miałam przerwę, potem miałam Bożenkę. I jak już Bożenka trochę podrosła, to poszłam do pracy i znowuż przyszłam do Polonii. Więc, to tak. Tak to było. Zresztą inni też mieli dzieci. To nie tylko ja, ale nie, to nie było, że szłam z nią do pracy i tyle godzin siedziała. Nie, czegoś takiego nie było.
KH: Problem, bo dwukrotna uwaga, bo tu dziecko, a tutaj…
AW: No, no mówię, tu ja wyświetlam spokojnie, nagle mi się ciemno zrobiło. I byłyśmy niedaleko siebie, no ale ona musiała sprawdzić.
KH: No jeszcze takie głupoty pewno egzaminach robili. No właśnie jak się zdawało na kinooperatora. No to ten, który był niby egzamin, to nie niby – przepraszam, egzaminatorem, potrafił czapką zasłonić obiektyw.
AW: Krysia to jest kinooperator.
KH: Ale się nie dałam w konia zrobić. E tam, kinooperator – różnie to było.
AW: Jednak długo pracowałaś.
KH: Długo pracowałam, Ale byłam „be” na początku. Niestety.

[00:35:23] AHM_MKŁ_13.12.2022_001
KH: Były te pensje, jakie były, no przecież to jest… W ogóle w kinach pensje były okropne. A ludzie tak siedzieli, tak jak my, nie wiem po co i na co.
AW: No właśnie, jak ja przyszłam, to przyszłam bez uprawnienia jako pomocnik. W Polonii był ład. Tam były chyba raz w miesiącu takie zebrania wszystkich nas.
KH: Bardzo to lubiłam, te zebrania.
AW: I kierownik wszystko sprawdzał, o wszystko pytał. No i zapytał mnie, i ja wtedy byłam pomocnikiem, także nie miałam zawrotnej pensji. No i właśnie zapytał, jak, co i ja mówię: „Z mamą jesteśmy” – jeszcze ciocia z nami była. No to przecież to niedużo jest. No i nie wiem, jakąś podwyżkę dostałam, znaczy nie zawrotną. Bo wtedy rzeczywiście te pensje chyba nie były zawrotne. Ale był kierownik, który wszystko mógł i wszystko robił.
KH: To szczęście miałaś. Ja nie miałam takich kierowników.
AW: Ja mówię o kierowniku w Polonii – Guziak. I już czas minął, moja córeczka chodziła do przedszkola albo do szkoły do małej klasy. No i okazało się, że ma – znaczy, długo byłam często na zwolnieniu. No i wreszcie jakoś tam się dogadałam z którymś lekarzem, że to trzeci migdał jest. I byłam znowuż w pracy, i kierownik: „Pani Alu co się dzieje?”. Ja mówię: „No źle się dzieje”, ale mówię: „Już wiem, że trzeci migdał trzeba usunąć” – „Tak?”. I pan kierownik dał mi adres do laryngologa prywatnie. I poszłam. I pan doktor mi zrobił to sam. Znaczy pan doktor powiedział, że to to kosztuje. Ja mówię: „Zdaję sobie sprawę. To nie jest ważne. Ważne, żeby było jej lżej, prawda?”. A ja ciągle na zwolnieniu. No i pan doktor Laudański, słynny taki. I pojechałam z nią rano. I zrobili to szybko. Ja patrzę, jaka ona cierpiąca. Ona mówi: „Ratujcie moją mamę, bo ona słaba jest”. Wrażenie, nie. No, ale pojechałyśmy do domu. Przed drzwiami dopiero to wszystko wyszło, ta krew i to wszystko. No i pan doktor, jak mówiłam, on powiedział, że to drogo kosztuje i ja poszłam potem, żeby załatwić sprawę. On mówi: „Przecież ja od pani pieniędzy nie wezmę”. Tak było. No i szczęśliwie się uspokoiło. Bo byłby jeszcze problem, żeby do szpitala nie poszła, bo przecież ona by rozniosła szpital.
KH: No tak, no i tak to było.

KH: Praktycznie to się wyświetlało. Były zajęcia i po zajęciach tematyczny film był po tym. Tylko, że tutaj było trochę… Na przykład był dźwięk oddzielnie i obraz oddzielnie. To tu był też taki. Ale jedna osoba była i sobie musiała tak, wie pani, synchronizować ten dźwięk z tym. Ale to taka podobna praca, no całkowicie. Dlaczego byłam szczęśliwa? Niedzielę i święta odpadły. Dlatego w tej szkole tak już do końca sobie pociągnęłam. No może próbowali, ale sobie nie pozwalałam. Po prostu nie pozwalałam sobie pewnych rzeczy. Ale mówię, młodzież niektóra jest bardzo fajna, ale niektóra jest niesamowita. To też w stres człowiek wchodził, bo no dużo starszy, a taki przyjdzie i zaczyna na pierwszym roku. Najczęściej tacy byli.
AW: No bo chce pokazać.
KH: Ale to też było stresujące, właśnie ze względu na studentów. On potrafił powiedzieć – na przykład egzaminy były, on potrafił powiedzieć na głos. Ja miałam mikrofon, a on tam mówi, że to wina kabiny. Bo jest za ciemna kopia. A on zrobił ciemną kopię. No to, no najlepiej. Światło w kabinie za… – i to mnie strasznie denerwowało. Że takie cwaniaki.
AW: To znaczy, że nie znał całości?
KH: Jak nie znał?
AW: No, że zwala na kabinę.
KH: Tak, oczywiście, ale to takich bardzo dużo i człowieka to naprawdę denerwowało. Zrobił knota, a próbował – żeby tylko dostać ocenę. Także, to na kabinę, najczęściej kabina była winna. To oni mieli nawet jakieś zajęcia, że wchodzili do kabiny i pokazywało się projektory i mniej więcej co w środku tego projektora jest. Tak, ale to z profesorem wchodzili na zajęcia.

AW: Samo to, że patrzyłyśmy zawsze na filmy. Dużo od nas zależało, prawda?
KH: To ja nie miałam, nie miałam. Teraz nawet jak jestem już stara. Pamiętam, że ojciec mój, jak na jakimś filmie, to on zasypiał. Ja się dziwiłam: „Kurczę, taki dobry film”, a ja mam to samo.
AW: No coś zostało.
KH: A ja mam to samo. On tyle lat pracował w tych tym kinie. I mnie to bardzo dziwiło, no taki fajny film czy w telewizji czy… A on zasypiał na tym filmie. A ja teraz już mam niestety podobnie, żeby nie wiem jaki ciekawy film był. Najlepiej byłam z córką i synem, to w Charliem było, to ja jeszcze pracowałam, jeszcze byłam na – co to za film był, tytuł o tej naszej świętej Faustynie. No i siedzę z tymi dzieciakami, wyświetlają. Ja sobie wyszłam z kabiny jako drugi kinooperator, siedzę sobie z tymi dzieciakami na tym filmie. Dzieciaki mnie pukają: „Nie śpij”. No nie wiem, dlaczego. Albo jeszcze jeden film głośny, bardzo głośny Wajdy, chyba z Katynia, coś takiego tam, nie pamiętam tego tytułu. Kurczę, ja się obudziłam, jak strzelali – końcówka filmu. Co to jest przesyt właśnie tego wszystkiego? No, aż mi było wstyd, no poważny film. Przecież ja się budzę jak…

AW: Tak, mało tego. Były filmy, jak właśnie przychodziły z Zachodu. Piękne aktorki, piękne wszystko. To się patrzyło. Byłam na bałuckim rynku, w Świcie pracowałam. I Bożenka była chyba w pierwszej klasie szkoły muzycznej. I wszystko grało, my z mężem się wymienialiśmy, ale mąż zachorował, więc ja musiałam ją zawieść i przywieść. I teraz mi pomóżcie, też polski film. Fajny film. No nic i Bożenkę przywiozłam do kabiny. Tam nie wiem, herbaty zrobiłam. No nieważne. W każdym razie film – nie pamiętam. Ale do pewnego momentu mogła oglądać. A potem: „No słuchaj, ubieramy się”. A buty stały w kabinie, a tam był pokój wypoczynkowy. Ojej, pracowałam nawet z kolegą ze szkoły, z Edkiem Śpiewakiem. No i: „No ubierasz te buty?” – „Tak”. A on mówi tak: „Przecież ona na film patrzy na ścianie”.
KH: Odbijało się.
AW: Tak.
KH: Światło.
AW: Tak, no bo to był taki film, bardzo ładny film o miłości, o młodych, w ogóle. No w każdym razie zainteresowało ją.
KH: A pamiętasz pierwszy twój film w kabinie, jak już zaczęłaś pracować?
AW: Nie.
KH: Tytułu nie pamiętasz. Ja pamiętam, Pamiętnik pani doktor. Pamiętam. No to był chyba szwedzki, taki czarno-biały. Takie, no ale pamiętam. Może wtedy mi się bardzo podobał, ale z czasem to już człowiek był bardziej wybredny może.
AW: Tak, ale były filmy, że były takie momenty, że całego filmu się nie oglądało, ale idzie się na ten moment.
KH: No tak.
AW: Tak też było. Nie mówię, że przy każdym, ale coś w tym było.
AW: Bo ona wszystko od razu mówi od początku, co i jak. Tu ją podziwiam, bo mnie dużo rzeczy umknęło. Inna rzecz, pracowałam, przestałam, pracowałam gdzie indziej, więc musiało się jakoś tak… Także Krysię podziwiam, naprawdę. Ale Krysia, jeżeli mogę powiedzieć, ona…
KH: Już tak nie…
AW: No nie, zawsze siedziała przy projektorze. Czy ktoś przyszedł do nas, czy jak – ona zawsze przy projektorze spokojnie. Tak było: „Porozmawiajcie sobie”.