Przejdź do treści

13 filmów na 130-lecie kina – Rankingi „ŚWIAT” – wyniki ogólne

Wyniki zbiorcze tegorocznej ankiety „ŚWIAT” są – nieco osobliwe. Przede wszystkim z tego powodu, że dwa pierwsze miejsca zajęły filmy tego samego reżysera, Francisa Forda Coppoli (a przecież jeszcze kilkanaście lat temu na łamach „Kina” toczono spory o to, czy zasługuje on na miano autora filmowego).

Inne zaskoczenia? Cóż, „Dwunastu gniewnych ludzi” to świetny film pod względem dramaturgii i aktorstwa – ale to jednak trochę „teatr telewizji” (nie mówiąc o widocznych na ścianie cieniach kamery, prowadzonej przez odpowiedzialnego za zdjęcia Borisa Kaufmana – swoją drogą, brata Dzigi Wiertowa). Na liście podstawowej „ŚWIAT” są tylko dwa (nie licząc koprodukcji z Francją i Włochami) filmy niemieckie, i to nieme (żadnego tytułu z lat 60. lub 70.), nie ma za to ani jednego (!) filmu Luisa Buñuela – może za rzadko był przypominany w ostatnich latach?

 

Na liście „ŚWIAT” znaczne awanse wobec rankingu „12 na 120” zanotowały (z jednym może wyjątkiem) filmy – ponure i brutalne, wśród nich „Idź i patrz” – wstrząsający film fabularny o zbrodniach wojennych popełnianych na Białorusi w czasie II wojny światowej. Porównując wyniki tegoroczne z rankingami sprzed 10 lat, śledziłem raczej awanse niż spadki – ale jeden z tych ostatnich chciałbym odnotować: znacznie niższą pozycję niż przed dekadą otrzymała mianowicie Wilderowska arcykomedia „Pół żartem, pół serio”. Trajektorie „w górę” bądź „w dół” obu tych tytułów to wymowne dowody na to, że preferencje filmowe w istocie są dobrym barometrem zmiany społecznej. W tym wypadku „mądrość ula” pokazuje, że cross–genderowa komedia omyłek była w 2025 roku dla większości ankietowanych mniej istotna, niż dramatyczny powrót historii, której rzekomy „koniec” onegdaj i nazbyt beztrosko zapowiadano.

Porównując naszą listę „ŚWIAT” z rankingami przygotowanymi trzy lata temu przez miesięcznik „Sight and Sound”, a upublicznionymi przez jego wydawcę, British Film Institute (chodzi de facto o dwa osobne polls: ogólny i reżyserów), zwraca uwagę fakt, że tylko kilka filmów pojawia się w pierwszej trzynastce we wszystkich tych zestawieniach. Są to: „Ojciec chrzestny”, „Obywatel Kane” Wellesa i „2001: Odyseja kosmiczna” Kubricka; ponadto, na „reżyserskiej” liście „S&S” uwzględniono „Osiem i pół” (dziesięć lat temu na szczycie naszej listy „ŚWIAT”, obecnie na miejscu piątym). Rzecz interesująca: film Kubricka to z kolei numer jeden zarówno na liście reżyserskiej w zestawieniu „S&S”, jak i na liście Muzeum Kinematografii, ale w wyborze… krytyków.

Ci ostatni, co zrozumiałe, chętniej przywoływali filmy nowsze; spośród filmów nakręconych w ostatniej dekadzie na podstawowej liście „ŚWIAT” pojawiają się: „Moonlight” Jenkinsa, „Parasite” Bonga, „Biedne istoty” Lantimosa, „Strefa interesów” Glazera, „Anatomia upadku” Triet oraz „Aftersun” Wells. Krótki jest też zestaw filmów z epoki kina niemego, które z kolei częściej zgłaszali wykładowcy filmoznawstwa. Znalazły się w nim dwie produkcje z Republiki Weimarskiej („Nosferatu – symfonia grozy” Murnaua oraz „Metropolis” Langa), dwa dzieła sowieckiej szkoły montażu („Człowiek z kamerą” Wiertowa oraz „Pancernik Potiomkin” Eisensteina) oraz „Gorączka złota” Chaplina i „Męczeństwo Joanny d’Arc” Dreyera.

Interesujące rozpoznania przynosi porównanie naszej listy podstawowej „ŚWIAT” z rankingami ”S&S”. Czterech filmów, które uplasowały się na nich wysoko, nie ma na żadnym (!) tegorocznym zestawieniu Muzeum Kinematografii; są to: „Wschód słońca” Murnaua, „Reguły gry” Renoira, „Tokijska opowieść” Ozu oraz „Zbliżenia” Kiarostamiego. Zdecydowanie niższą pozycję w naszym rankingu ma też „Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela” Akerman. Trzy lata temu film ten szturmem wdarł się na sam szczyt listy „ogólnej” – co zresztą stało się przedmiotem skarg i kpin (m.in. formułowanych przez Paula Schradera, który mówił o „przeszacowaniu z ducha kultury woke”). Tymczasem w naszej ankiecie tytuł ten nie był w ogóle typowany przez reżyserów, natomiast przywołany został łącznie przez kilkunastu krytyków, filmoznawców akademickich i popularyzatorów.

Z kolei dwa filmy Miloša Formana, które – podobnie jak dziesięć lat temu – uplasowały się bardzo wysoko w naszym rankingu „ŚWIAT”, są całkiem niewidoczne na upublicznionej przez „S&S” liście 250 tytułów (łącznie w tej ankiecie zarówno „Amadeusz”, jak i „Lot nad kukułczym gniazdem” uzyskały po 9 głosów – bardzo niewiele, w porównaniu na przykład ze 140 głosami dla „Ojca chrzestnego” i 190 dla „2001: Odysei kosmicznej”). Najwyraźniej, oba anglojęzyczne filmy Formana poruszają jakąś strunę szczególnie istotną właśnie dla polskiej widowni – o czym wiedział chyba dystrybutor ich niedawnych krajowych repremier. Kto wie, może chodzi o arcypolskie umiłowanie wolności (by „wyrwać murom zęby krat”) oraz życie „po swojemu”, wbrew zasadom narzucanym przez możniejszych i nie bacząc na ich opinię?

W pierwszej „trzynastce” znalazło się jeszcze dziewięć innych filmów anglojęzycznych („Powiększenie” Antonioniego i „2001: Odyseja kosmiczna” są nominalnie produkcjami brytyjskimi). Gdy jednak spojrzymy na wszystkie filmy z listy podstawowej, wniosek o bezwzględnej dominacji kina amerykańskiego przyjdzie zniuansować: na 133 tytuły, niemal dokładnie połowa powstała poza USA, głównie – rzecz jasna – w Europie.

Zaskakiwać na naszych listach może skromna obecność filmów francuskich, czy może raczej – pochodzących z frankofońskiego obszaru kulturowego. To zaledwie siedem tytułów, w tym „Męczeństwo Joanny d’Arc”, „400 batów” Truffaut, „Do utraty tchu” Godarda, „Zeszłego roku w Marienbadzie” Resnais, „Playtime” Tatiego, „Amelia” Jeuneta, „Piękna praca” Denis (dziesięć lat temu nieobecna w zestawieniu) oraz, najmłodsza w tym gronie, „Anatomia upadku” Triet (plus wspomniana już belgijska „Jeanne Dielman…”). W ankietach rodzimych krytyków i filmoznawców akademickich sporadycznie pojawiały się także filmy Bressona, kanadyjsko-francuski „Sweet movie” Makavejeva, „Zakazane zabawy” Clémenta oraz krótkometrażowy „Filar” Markera (znany także jako „Pomost”) – ale w liczbie zbyt skromnej, by zmieścić się w rankingu 130 najczęściej typowanych. To nie oznacza oczywiście, że kinematografia francuska jest w jakiś sposób „gorsza”; najpewniej frankofilów było wśród ankietowanych po prostu zbyt mało.

O wiele lepiej wypadła kinematografia włoska, reprezentowana przez aż 15 tytułów na liście „ŚWIAT” (nie wliczając rzecz jasna do tej liczby filmów Coppoli, Tarantino i Scorsesego). Dwa filmy Włochów – „Osiem i pół” oraz „Powiększenie” – to zarazem jedyne pozycje europejskie w pierwszej trzynastce (choć do tej grupy zaliczyć też można „2001: Odyseję kosmiczną”). Również ranking poszerzony potwierdza szczególną pozycję włoskiego kina. W „top 130” odmeldowują się bowiem cztery inne filmy Felliniego („Amarcord”, „La Strada”, „Rzym” i „Słodkie życie”), dwa – Antonioniego („Przygoda” i „Zaćmienie”), Viscontiego („Lampart” i „Zmierzch bogów”), a także Leone („Dawno temu w Ameryce” oraz „Dobry, zły i brzydki”). Mocną pozycję kina włoskiego dopełniają inne filmy uwzględnione w rankingu: „Złodzieje rowerów” De Siki, „Teoremat” Pasoliniego, „Cinema Paradiso” Tornatore, „Wielkie piękno” Sorrentino i „Życie jest piękne” Benigniego.

Wśród 130 filmów uznanych za najlepsze znalazło się siedem tytułów zrealizowanych w byłym ZSRS, w tym „Pancernik Potiomkin” i „Człowiek z kamerą”, „Cienie zapomnianych przodków” Paradżanowa oraz „Idź i patrz” Klimowa, a także trzy filmy Andrieja Tarkowskiego („Andriej Rublow”, „Stalker” i „Zwierciadło”). W dolnej części listy „ŚWIAT” pojawiło się też pięć filmów czechosłowackich („Pociągi pod specjalnym nadzorem” Menzla, „Miłość blondynki” Formana, „Sklep przy głównej ulicy” Kadára i Klosa, „Diamenty nocy” Němeca oraz „Stokrotki” Chytilovej). Co ciekawe, to zupełnie inne tytuły niż te, które ostatecznie zostały wyróżnione w czeskim projekcie „Kanon 100” (a były to: „Palacz zwłok” Herza, „Pali się, moja panno” Formana i „Małgorzata, córka Łazarza” Vláčila); niemniej, wszystkie te filmy nakręcono w latach 60, co potwierdza wyjątkowe znaczenie tej dekady dla kina naszych południowych sąsiadów.

Na liście podstawowej „ŚWIAT” niewiele jest natomiast filmów azjatyckich. Oprócz dwóch filmów Kurosawy („Rashomon” i „Siedmiu samurajów”), odnotowały się tylko: „Spragnieni miłości” Kar-Waia (wysoko na liście krytyków), wspomniany już „Parasite”, „Kobieta z wydm” Teshigahary oraz „Spirited away” Miyazakiego. Stosunkowo wysoko w rankingu są dwa filmy z australijsko-nowozelandzkich antypodów: „Piknik pod Wiszącą Skałą” Weira oraz „Fortepian” Campion (a do zestawu doliczyć można też „Władcę Pierścieni: Drużynę Pierścienia” Jacksona).

Zestawienie wszystkich ankiet dało nam też możliwość sprawdzenia, którzy reżyserzy przywoływani byli najczęściej. Łącznie wskazano osiem tytułów Coppoli – tyle samo co w wypadku Kubricka (drugiego w tym zestawieniu). Co ciekawe, reżyserzy plasujący się na kolejnych pozycjach mieli na listach więcej wyreżyserowanych przez siebie filmów: Bergman wymieniany był w sąsiedztwie 12 swoich tytułów, Felliniego przywoływano zaś w kontekście łącznie 10 dzieł. Zarazem kilka nazwisk w rankingu „reżyserskim” znalazło się na nim z powodu tylko jednego lub dwóch filmów (przykładowo, spośród 61 „trafień” na Wellesa, aż w 58 wypadkach chodziło o „Obywatela Kane’a”, dwa razy wskazano „Dotyk zła”, a raz – „Damę z Szanghaju”).

 

Czytaj dalej:

Powróć do strony głównej projektu:

Skip to content