„Akademicka praktyka nakazuje, by raport rozpocząć od wyjaśnienia celów, jakie omawianemu projektowi przyświecały. Gdyby zachować zasady tej poetyki opisu, wyliczyć należałoby przymiotniki: poznawczy, badawczy i edukacyjny” – takimi zdaniami otworzyłem omówienie projektu „12 filmów na 120 lat kina”, który zorganizowaliśmy (tj. Muzeum Kinematografii w Łodzi oraz Katedra Filmu i Mediów Audiowizualnych Uniwersytetu Łódzkiego) dziesięć lat temu. Przywołuję je, ponieważ znaczna część wówczas opublikowanego opisu, zatytułowana „O kanonach i listomanii”, zachowuje swą ważność i dziś, gdy rozpoczynam prezentację wyników nowej odsłony projektu.
Przez ten czas w kulturze mediów audiowizualnych dokonały się spore zmiany. Jak wiadomo, pandemia Covid doprowadziła do gigantycznego rozwoju sektora VOD oraz do przebudowy rynku kinowego, na który coraz częściej trafiają repremiery starszych produkcji. Zarazem znacząco wzrosła liczba filmów (nie mówiąc o serialach). Każdego dnia do ich obejrzenia zachęcają nas boty przeczesujące internet, powiadomienia na mediach społecznościowych czy rankingi „Top 5 w Polsce dzisiaj” na głównych stronach rozmaitych VOD. O tym zaś, jakie znaczenie mają indywidualne gusta twórców i krytyków, wiedzą działy sprzedaży DVD i BluRay – dla wielu kinomanów rekomendację tego, co obejrzeć (i kupić) są „wizyty w szafie Criteriona”, czyli rolki pokazujące twórców filmowych, wybierających tytuły z oferty tej firmy. Odnotujmy też, że w okresie pomiędzy obecną i wcześniejszą edycją projektu Muzeum Kinematografii na rynku wydawniczym ukazał się polski przekład książki „1001 filmów, które musisz zobaczyć” Stevena J. Schneidera, a także rodzimej produkcji przewodnik „1000 filmów, które tworzą historię kina” pod redakcją Piotra Kletowskiego. Wreszcie, na wyciągnięcie ręki – czy raczej: kciuka – mamy dziś wysoce spersonalizowane, przetrawione przez „sztuczną inteligencję” zestawienia, niekiedy dość ekscentryczne, w rodzaju „Ranking 117 swetrów w Twin Peaks”.
Cieszę się zarazem, że wcześniejsza edycja projektu „X filmów na X10 lat kina” została dostrzeżona w globalnym obiegu naukowym i na łamach „Eastern European Screen Studies” nazwana „najbardziej miarodajną” spośród różnych popularyzatorskich inicjatyw ukierunkowanych na uchwycenie historycznie zmiennego kanonu polskiego kina. Podkreślam zarazem, że określanie mianem „kanonu” wytworzonych na potrzeby naszego projektu list rankingowych – jest ryzykowne; to raczej „papierek lakmusowy” filmowych preferencji konkretnej grupy ankietowanych, którzy nie tworzą próby reprezentatywnej dla całej populacji Polski (zarazem niemal w komplecie odliczyli się wykładowcy filmoznawstwa ze stopniem doktora). Analogicznie, jako „kanon” nie mogą raczej być rozumiane jakiekolwiek zestawienia powstałe wskutek głosowania vox populi czy rankingi generowane na podstawie oglądalności czy wpływów kasowych.
Zakładam przy tym, że kanon tekstów kultury powinien charakteryzować się dwoma przymiotami. Po pierwsze, stanowi zbiór wyróżniany na podstawie cech obiektów doń należących i w jakiś sposób rezonujących z rzeczywistością społeczną. Po drugie, walory te poddawane są myślowej „obróbce”, tj. są przedyskutowane w racjonalnej i jawnej debacie (pisemnej lub ustnej). Przykładowo, w zbliżony sposób Czeskie Radio obmyśliło w 2018 roku swój projekt „Kanon 100”, przygotowany z okazji stulecia Republiki Czeskiej: trzynastoosobowe grono ekspertów wskazało najważniejsze, ich zdaniem, tytuły (następnie radiosłuchacze oraz internauci mogli na nie głosować), przy czym może istotniejszy od samej listy był zapis dyskusji (dostępnej na stronach Czeskiego Radia). Nieco inaczej postąpiła niedawno rodzima Filmoteka Narodowa, która opublikowała „Listę Polskiego Dziedzictwa Filmowego”, składającą się z 70 pozycji (w tym jednak dwóch „zbiorczych”: Polska Kronika Filmowa oraz „filmy eksperymentalne Pawła Binna”). Niestety, w opisie projektu słabo opisano kryteria wyboru. Wydaje się, że chodziło o swego rodzaju „reprezentatywność”, a ponadto przyjęto – nieco chyba dziwną – zasadę: na listę trafić mogły maksymalnie dwa filmy podpisane przez jednego reżysera.
Nasz projekt ma nieco inny charakter – opublikowane rankingi są zwykłą „kumulacją” indywidualnych zgłoszeń (nie należy więc mówić o „głosowaniu” w ścisłym sensie tego słowa). Filmy obecne na najwyższych pozycjach to po prostu tytuły, co do których panuje największy konsensus wśród ankietowanych. Jego osiągnięcie nie jest sprawą prostą: wprawdzie na liście „POLSKA” najczęściej wymieniany tytuł (czyli „Ziemię obiecaną”) wskazała mniej więcej połowa osób, które nadesłały ankietę, o tyle w odniesieniu do listy „ŚWIAT” zwycięski tytuł („Ojciec chrzestny”) był typowany przez około jedną czwartą respondentów.
Czytaj dalej:
Powróć do strony głównej projektu: